W wolnym demokratycznym kraju - czyli takim, gdzie każdy w ramach pewnych granic i podstaw kultury może wyrazić swój pogląd, wypowiedzieć się, gdzie dziennikarze starają się być obiektywni i mogą opisywać wydarzenia zgodnie z rzeczywistością, bez manipulowania odbiorcą, bez propagandy - znikają z radia programy dziennikarzy, którzy ośmielają się mówić cokolwiek pozytywnego o śp.Prezydencie L.Kaczyńskim czy też o p.J.Kaczyńskim. Bo wolność i demokracja, polegają właśnie na przekazywaniu prawdy, a nie na promowaniu homoseksualizmu i wszechobecnego chamstwa.
Można jawnie obrażać prezydenta. Można szerzyć prymitywizm i namawiać do szydzenia z ludzi i ich wiary, ale nie wolno stanąć po stronie opozycji jedynie słusznej partii. Czyżby deja wu?
Telewizja, radio, gazety, portale internetowe w każdym programie, dniu, informacji stawiają sobie pytania - co zrobił J.Kaczyński, czy Marta Dubieniecka rozebrała też ściany Pałacu i na co wyda pieniądze z ubezpieczenia. Z codziennych wiadomości każdy nie mający świadomości co się w RP dzieje, od razu może wywnioskować, że najważniejszą osobą w państwie jest p.J.Kaczyński i wszystko co dzieje się w jego partii. To od Niego zależy stan budżetu, deficyt, brak reform i już uchwalone podwyżki podatków i te podwyżki, o których dowiemy się lada dzien, a które już są szeroko omawiane.
I wszystko byłoby do przyjęcia i wszystko można zrozumieć, ale patrząc na komentarze co niektórych, zastanawiam się co ludzie mają w miejscu mózgu? Czy naprawdę tak trudno dostrzec nagonkę na PIS i rodzinę p.Kaczyńskich? Czy naprawdę tak trudno zauważyć, że w tym państwie nic się nie robi poza trwaniem do kolejnych wyborów? Czy odwracanie uwagi ludzi od spraw istotnych i poczynań panującego nam rządu jest tak trudno dostrzegalne i nadal jest tylko szukaniem spisku? Nie wspomnę już o inicjatywie popieranej przez Prezydenta i jego żonę, która chyba za bardzo wczuła się w rolę należną jej mężowi, odnośnie przeniesienia krzyża do Smoleńska?
Jestem bezpartyjna, ale ten nadmiar informacji o kimś, kto ciągle jest tylko posłem i szefem jednej z partii i żenujące rozważania na temat odszkodowania dla córki śp.Prezydenta i tego, że wzięła rzeczy swoich Rodziców jest wystarczające, aby mieć dosyć PO. Jest to tak samo irytujące jak wyznania panny z bezbarwnym głosem (wykonanie przez nią piosenki "Nic nie może przecież wiecznie trwać" było profanacją tej piosenki, ze względu na przepiękne jej wykonanie przez p. Annę J.), która jak trwoga to do ludzi z prośbą. Życie każdego człowieka jest jednakowo wartościowe, zatem szkoda, że ta panna nie wykorzystała tego zapatrzenia w jej prymitywizm, nie promowała wcześniej akcji oddawania szpiku, czy transplantacji, tylko czekała z tym, aż rozchoruje się człowiek, który zasłynął głównie tym, że podarł Biblię i z nią jest.


Komentarze
Pokaż komentarze (18)