BeataP BeataP
268
BLOG

Salonowcy i wybory.

BeataP BeataP Polityka Obserwuj notkę 7

Czytam w Salonie24 wiele różnych notek i komentarzy. Czasami sama napiszę o tym co mnie akurat zainteresowało, lub drażni. I tak myśląc o tym wszystkim doszłam do wniosku, że Salonowcami musi być bardzo wielu pracowników wszelkiego rodzaju administracji. Ta grupa zawodowa łącznie z innymi dzieli się na czynnych członków i zwolenników partii, których u nas pod dostatkiem.

Osobiście nie należę do żadnej partii (zresztą nigdy nie należałam) zatem moje uwagi, myśli są w oparciu o moje własne odczucia, zasady i stąd spotykam się co jakiś czas z szufladkowaniem mnie do jakiegoś ugrupowania. A tu nic z tego. Jestem wolnym człowiekiem, który sympatyzuje z konkretnymi ludźmi, a nie z konkretną partią. Dlaczego nie z partią? Bo w każdej partii jak życie pokazuje jest wielu ludzi, z którymi nigdy bym się nie zaprzyjaźniła, ba z którymi nawet nie chciałabym się kolegować. Dlatego właśnie jest mi wszystko jedno z jakiej partii jest ten, czy tamten polityk, ale za to liczy się dla mnie jakim jest człowiekiem.

Stojąc dzisiaj na światłach spojrzałam na słup na którym wisiał plakat kandydata do sejmiku województwa. Nie mam pamięci do twarzy, ale przeczytałam imię i nazwisko i uświadomiłam sobie, że znam tę osobę. Przypomniało mi się powiedzenie "mierny, bierny, ale wierny". A co spotyka wiernego? Zapłata w postaci poparcia przez swoją partię. Nie jest ważne, że mierny, ale najważniejsze, iż lojalny. Człowiek ten zaraz po studiach będąc odkąd to tylko stało się możliwe członkiem jednej z partii bez problemów otrzymał pracę w urzędzie i w błyskawicznym niemal tempie awanasował na początek na "po dyrektora". Miał nadzwyczajne kwalifikacje? Na studiach pracował na zlecenie w tym urzędzie i zdobył niesamowite doświadczenie zawodowe? Ależ nie. Był za to członkiem partii. Partia miała władzę, on awansował. Partia władzę straciła, on stracił stołek, ale ktoś mu pomógł znaleźć coś w zamian. Coś co go nie zadowoliło, ale w końcu żyć z czegoś trzeba. Teraz jego partia poczuła się zobowiązana mu pomóc i umożliwić awans dając poparcie w kandydowaniu do sejmiku. Co ten człowiek takiego dokonał, aby być radnym w sejmiku? Na czym się szczególnie zna? Czy chociaż zna dobrze prawo administracyjne, aby wiedzieć jak rozwiązać problemy jakie przed nim staną? Nie. Ale się nauczy w trakcie. W końcu on nie kandyduje na stanowisko referenta w urzędzie, ale na radnego. Zatem nie musi wiele umieć. Musi mieć jedynie poparcie i je ma. Ilu takich radnych, wójtów, burmistrzów, prezydentów będziemy mieli? Mnóstwo. Ilu mamy takich pracowników w administracji? Mnóstwo. I pomyśleć, że jak ja wchodziłam w moje dorosłe życie bez żadnego poparcia zostałam referentem w urzędzie, potem po zdaniu egzaminu otrzymałam akt mianowania, a po 8 latach pracy zmieniłam pracę i rozpoczęłam "karierę" w prywatnej firmie. Czy dzisiaj miałabym szansę zostać urzędnikiem państwowym? Nie. Nie mam poparcia :), chociaż wiedzę jakąś tam mam.

Wkrótce wybory samorządowe i kogo ja "biedny żuczek" miałabym wybrać z tego towarzystwa wzajemnej adoracji? Zapewne tego, co najwięcej obiecuje i chyba tego, którego nie znam z dotychczasowej drogi zawodowej :). Tylko po co? On i tak zostanie samorządowcem. I tak będzie wspierał przede wszystkim siebie i swoją partię, a nie mnie "biednego żuczka". Nie dziwię się ludziom, którzy wolą iść na spacer z psem, zamiast brać udział w jakichkolwiek wyborach. A może zlikwidować wybory i poprzydzielać funkcje wg uznania? Czyż nie byłoby to ucziwsze, niż to mydlenie oczu, że wybieramy najlepszych?

W czasach PRL-u był nepotyzm, ale dzisiaj to już jest szczyt nepotyzmu.

 

BeataP
O mnie BeataP

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (7)

Inne tematy w dziale Polityka