Większość z nas analizuje raport MAK. Część nie widzi w nim żadnych błędów, a część jest nim oburzona. Prawdę powiedziawszy o tym jakie będzie ogólne podsumowanie dokonane przez MAK nie jest żadnym zaskoczeniem. Wszak zaraz po katastrofie pracownicy wieży w Smoleńsku zeznali, że załoga TU 154- 101 nie znała języka rosyjskiego. Wysunięto też od razu jakże wygodną hipotezę grozy na pokładzie wywołaną przez śp.Prezydenta RP, a później jak ta sugestia znalazła tylko częściowe poparcie - śp. Gen. Błasika. Teraz MAK chcąc jednak odwrócić uwagę od istoty sprawy, podał następną nieoczekiwaną informację o alkoholu we krwi Gen. Błasika. Najwyraźniej człowiek dzień zaczynał od alkoholu i to zapewne lubił pić sam, skoro wśród innych członków lotu nie wykryto trunku. Tylko jakie tak naprawdę ma to znaczenie dla zaistnienia katastrofy, nawet gdyby było prawdziwe?
Przeczytałam jeszcze raz opublikowany jakiś czas temu stenogram rozmów i zastanowiło mnie ponownie to co wówczas - skoro piloci byli w takim strachu, to dlaczego zaledwie na 30min i mniej przed katastrofą żartują sobie w najlepsze, śmiejąc się co chwila. Czyżby to było takie odstresowanie?
Ciągle mówi się o tym, że śp. Kapitan Protasiuk podjął błędną dec. o lądowaniu, a ja czytam ten stenogram i widzę, że mówił, iż spróbują wylądować, rozpoczął przygotowania do lądowania i na 80m drugi pilot powiedział odchodzimy. Jak udało się odczytać stronie polskiej na 100m taką komendę wydał wcześniej kapitan Protasiuk. Jednak samolot dalej się zniżał. Dlaczego? Dlaczego nie był na ścieżce, skoro ze stengramu widać zapewnienia strony rosyjskiej, że są na niej? To są pytania do konstruktora i pilotów TU 154 - 101, a także panów z wieży w Smoleńsku.
Pamiętam jak czytałam o wypadku samolotu IŁ-62M w Lesie Kabackim, w czasie którego śmierć poniosło 183 osoby. Samolot rozleciał się na setki kawałków w czasie podchodzenia do lądowania, zaczepiając o drzewa w lesie. Jednak zanim miało to miejsce:
" .... doszło do pęknięcia wykonanego z nieodpowiedniego materiału wału turbiny niskiego ciśnienia – a w jego następstwie, do rozerwania wirnika siłą odśrodkową. Elementy rozerwanej turbiny uszkodziły sąsiedni, lewy, zewnętrzny silnik, a ponadto przebiły hermetyczną część kadłuba w okolicy pomieszczenia dla stewardess, powodując dekompresję. Zniszczony został układ sterowania sterem wysokości, przecięte przewody elektryczne, a ponadto fragment rozgrzanej do temperatury 500 stopni turbiny utkwił w wypełnionej bagażami ładowni, wywołując w niej pożar."
„Kościuszko” spadł między drzewa 30 metrów od południowego skraju Lasu Kabackiego. Była godz. 11.12. Od momentu awarii samolotu minęły 32 minuty. Zderzenie samolotu z ziemią wywołało eksplozję paliwa. Rozległ się huk, powstał trzydziestometrowy słup ognia, a następnie wybuchł gwałtowny pożar. Pilot śmigłowca, który zaraz po katastrofie wzbił się z Okęcia, by z powietrza kierować akcją ratunkową, po przybyciu nad miejsce katastrofy rzucił w eter lakoniczny komunikat: „tego nikt nie mógł przeżyć”.- B. Kozłowski.
I faktycznie nikt nie przeżył.
Liczne wypadki IŁ-62 (m.in. Mikołaj Kopernik, Tadeusz Kościuszko) spowodowane były wadą konstrukcyjną tego samolotu. Zanim jednak strona polska wycofała radzieckie samoloty upłynęło wiele lat, a co gorsza zginęło mnóstwo ludzi. Nie spotkałam się natomiast z tym, aby strona radziecka w końcu uznała, iż te samoloty posiadały wadę konstrukcyjną doprowadzającą do tragicznych zdarzeń.
W przypadku Tu 154-101 zadecydowała jedna brzoza, na grząskim terenie, pijany generał, który co prawda nie siedział za sterami, ale na pewno wydzierał się na zestresowanych od samej Warszawy pilotów i oczywiście niedouczeni piloci - kamikadze. I po co było prowadzić przez tyle miesięcy dochodzenie? Wystarczyło zapytać p.Komorowskiego.
Zapewne część społeczeństwa polskiego uważa, że ci którzy nie zgadzają się z obiektywnością raportu MAK to frustraci, którzy nie chcą się pogodzić z prawdą. Tylko czyją prawdę? I jaką prawdą?
Tu nie chodzi o wskazanie, że strona polska była bez winy, ale o ustalenie przyczyny katastrofy. Wbrew przypuszczeniom ludzie pogodzą się z tym, co niekoniecznie jest tym, co chcieliby usłyszeć, ale niech to chociaż będzie wiarygodne, bo jak na razie to najzwyczajniej w świecie jest po prostu żałosne.
Dzisiaj p.Tusk i rząd chcą pokazać nam Polakom, że zależy im na prawdzie. To także jest żałosne. Jak bardzo musimy być śmieszni i ograniczeni w oczach naszej wspaniałej władzy, skoro we wszystkim traktuje nas jak idiotów. Czyżby przekonanie o sile manipulacji było tak wielkie, że zapomnieli już, iż wszystko ma swój kres?


Komentarze
Pokaż komentarze (2)