Ani Pogoda, ani Więckiewicz nie odpowiedzieli na pytanie, kiedy otrzymam dostęp do moich dokumentów medycznych. Pytałem ich obu. I obaj nie odpowiedzieli. Przypadek? Nie, nie przypadek. Oryginały moich dokumentów medycznych sa dowodem przestępstwa: lekarza, dwóch prokuratorek i sędzi. Dlatego nie odpowiedzieli. Wszystkie moje wnioski o zabezpieczenie oryginałów poszły do kosza na śmieci. W roku 2012 śledztwa kontrolował prok. Andrzej Witkowski z Prokuratury Apelacyjnej w Lublinie. Zalecił podjęcie na nowo śledztw i prowadzenie na poziomie prokuratury okręgowej. Tak się nie stało. Prowadziła je nadal ta, która popełniła (możliwe) przestępstwo prok. Katarzyna Wąsak. To ona jako pierwsza kłamała, że 29 lipca 2011 roku miałem wizytę ambulatoryjną u lekarza i że lekarz nie drukował zdjęc moich nerek w badaniu USG. Przyklepała to później sędzia Magdalena Banasiuk.
Dlaczego sprawa ponownie trafiła do rejonu a nie tak jak zalecał prok. Witkowski do okręgu? Odpowiedź jest następująca. Bezpośredni nadzór służbowy nad śledztwem miała nadal Maria Kempka a ta podlegała prok. Więckiewiczowi. W pierwszym śledztwie oboje odrzucili wnioski o objęcie nadzorem śledztwa. W imieniu Więckiewicza zrobił to prok. Robert Król. Sprawę prowadziło to samo nadal towarzystwo, które zatuszowało fałszowanie dokumentów w pierwszym śledztwie. Odrzucono ponownie wszystkie moje wnioski dowodowe lub żadnego nie uwzględniono. Sprawa nie trafiła do prowadzenia przez Prokuraturę Okręgową w Siedlcach, gdyż wówczas bezpośredni nadzór służbowy miałaby Prokuratura Apelacyjna w Lublinie. Dokładnie prok. Andrzej Pogoda. W zaistniałej sytuacji można było nadal okręcać łeb sprawie a prok. Pogoda mógł rozkładać ręce i mówić: "Co ja mogę. Nie mam bezpośredniego nadzoru nad sprawami" i odsyłać mnie do Wieckieiwcza a ten do Kempki. Krąg się zamykał. Powstał "układ zamknięty".
W aktualnej strukturze nadzoru służbowego on się załamuje na poziomie okręgu. Prokuratura Apelacyjna już nic nie może nakazać czy zlecić do wykonania prokuraturze rejonowej. Może tylko zalecać. Zalecenia te nie są wiążące jak przed rokiem 2010. Gdy rozmawiałem o tym z Bielskim w Łomży dość butnie powiedział, ze nie musi realizować zaleceń Witkowskiego. I nie realizował żadnych. Tak jak Wąsak też nie realizowała. Oboje nic nie zrobili. Z łaską powołali biegłych z medycyny urologów. Nie powołali neurologów i psychiatrów. Chodziło o stosowanie preparatu psychiatrycznego "Amitryptylina" u pacjenta urologicznego z powodu rzekomego zespołu bólów neuropatycznych lub zaburzeń w sferze życia intymnego. Kłopot w tym, że w dokumentacji nie ma rozpoznania dlaczego lekarz podał ten lek. Nikt nie wie po co i na co. Ale nieco inna sytuacja byłaby, gdyby śledztwo prowadziła prokuratura na poziomie okręgu. Prokurator Apelacyjny mógłby objąć nadzorem takie śledztwo. Dlatego nie prowadziła, by można było niczego nie uwzględnić z zaleceń Witkowskiego. O tym zdecydował Więckieiwcz, że śledztwa nie poprowadzi Prokuratura Okręgowa.


Komentarze
Pokaż komentarze