Czy prezes Sądu Okręgowego w Siedlcach Mirosław Sokólski był zamieszany w robienie ze mnie wariata? To jest zasadne pytanie. W roku 2013 poszedłem na rozmowę z nim o mojej dokumentacji medycznej z leczenia nerek. Rozmawialiśmy długo. Na koniec tej rozmowy prezes Sokólski w ogóle bez związku z tematem walnął tak, że mi oczy zrobiły się wielkie jak balony. Powiedział, że "słyszał", że w procesach w Sądzie Rejonowym w Siedlcach powołano biegłych z psychiatrii, by mnie przebadali. Było to w procesie, że ja nękam lekarza i grożę mu rzekomo procesem karnym, by mi wydał moją dokumentacje medyczną oraz w procesie opartym na fałszywych zeznaniach pielęgniarki, że słyszała co ja mówiłem do lekarza. Ja nagrałem rozmowę wiec jest dowód, ze kłamała.
Prezes Sokólski musiał również słyszeć, że mnie nie przebadali, że badań nie było. Dlaczego? Takim głosem "dobrego wujka", "anioła stróża" (nie mojego tylko czyjego dziś się pytam? Anioła stróża kont bankowych lekarskich, bym nie dostał odszkodowania?) nakłaniał mnie do poddania się badaniu psychiatrycznemu. "Niech Pan pójdzie", "Może wszystko będzie dobrze", "Trzeba zaufać sumieniu sędziego". Jest to oczywiście także wywieranie presji.
Ale ja mam pytania do prezesa Sadu Okręgowego Mirosława Sokólskiego:
1. O nazwiska osoby lub osób, od których "słyszał" o powołaniu biegłych?
1. O nazwiska osoby, od której wiedział, że badania sie nie odbyły?
3. W jakim celu i w czyim interesie nakłaniał mnie do zgłoszenia się na badania przez psychiatrów?
4. Co to za bagno, że prezes Sądu Okręgowego "słyszy" jakieś informacje od nie wiadomo kogo?
5. Kto mu meldował, co sie dzieje w procesie w innym sądzie?
6. Co to za "poczta pantoflowa" z pominięciem drogi prawnej rozpowszechniania danych z procesu?
7. W czyim interesie i na czyją rzecz działał Sokólski?
Rozmowa z Mirosławem Sokólskim jest nagrana. Dawałem mu to nagranie. Nie chciał. Zapytałem go kto mu mówił o szczegółach procesu i kto mu powiedział o powołaniu biegłych z psychiatrii. Wykręcił się od odpowiedzi pismem, że mój wniosek o podanie nazwisk tej "poczty pantoflowej" w sądach siedleckich potraktował jako wniosek o udostępnienie informacji publicznej i że żądana przeze mnie informacja nie spełnia warunków bycia informacja publiczną. To to ja wiem, że to nie jest informacja publiczna i złożyłem wniosek w trybie KPA. Ja wiem o tym, że poczta pantoflowa pomiędzy prezesem Sokólskim a jego informatorami to nie tylko nie jest informacja publiczna i jest to cos o wiele poważniejszego, bo jest to informacja o nielegalnym obiegu danych pomiędzy nim a jego informatorami. Prezes Sokólski przed rozmową ze mną nie miał dostępu do akt procesu.
Wniosek o podanie informacji publicznej? A dlaczego prezes Sokólski nie potraktował go jako zawiadomienia o przestępstwie? W dniu 26 stycznia 2015 roku napisałem Sokólskiemu: „Swoją drogą nie kumam, dlaczego nie potraktował Pan mojego wniosku o podanie nazwiska osoby, od której Pan słyszał o powołaniu biegłych jako zawiadomienia o przestępstwie złamania tajemnicy procesu, tajemnicy sądowej, tajemnicy lekarskiej, tajemnicy służbowej? Przesłuchaliby Pana i by Pan zeznał nazwisko, kto popełnił to przestępstwo.”
Wysłałby Sokólski mój wniosek do prokuratury jako zawiadomienie o przestępstwie „poczty pantoflowej” w jego gabinecie. Prokuratorka by go przesłuchała. Jej by wyśpiewał kto mu co mówił o procesie w innym sądzie i dowiedzielibyśmy sie, czy działania prezesa Sokólskiego jako organu Sądu Okręgowego w Siedlcach są czy nie są zgodne z prawem. Nie, nie były zgodne z prawem. Prezes Sokólski nie miał prawa mnie jako organ sądu nakłaniać do czegokolwiek i jako prezes i jako sędzia i jako zwykły człowiek. Nie ma prawa także posiadać wiedzy, którą „słyszał” na drodze „poczty pantoflowej”. Postanowiłem pociągnąć sprawę dalej a Sokólskiego powiadomiłem trzy dni temu: „Odnośnie niepodania mi przez Pana nazwiska osoby, od której Pan słyszał o powołaniu biegłych rozważam: 1. Złożenie skargi do Rzecznika Dyscyplinarnego, 2. Złożenie skargi do prezesa Szewczaka, 3. Spytanie wszystkich sędziów Sądu Rejonowego i Okręgowego czy Panu to mówili i metodą eliminacji zawężanie kręgu potencjalnych osób, od których Pan słyszał to, czego Pan słyszeć nie powinien. Może Pan nie jest świadom co Pan zrobił, lecz ujawnił Pan dlaczego ja wszystkie sprawy przegrywam. Za dużo Pan "słyszy" i za dużo się gada tego, czego nie powinno się mówić - to o tej osobie, która Panu meldowała to, czego nie powinna.”
Ostatecznie zostałem chorym psychicznie po tym jak potraktowali mnie jak seryjnego mordercę - tak nazwał to Minister Zdrowia Marek Balicki. To lekarz psychiatrii wiec podwójny autorytet medyczny w sprawie. Biegła prezesa Sokólskiego mnie przebadała przymusowo. Sama to zdecydowała gdzie to zrobi. Działała w sposób nielegalny. Chodziło o to, by mnie dopaść. Gdziekolwiek. Sąd nie wyznaczył terminu ale jej to nie przeszkadzało. Odbyło się to w szpitalu w Siedlcach, gdy miałem paraliż. Wyszedłem z badania doprowadzony do samobójstwa. Nie zabiłem sie jednak. Biegłe w badaniu stwierdziły, że jestem zdrowy psychicznie ale i tak napisały, że jestem chory i trzeba mnie leczyć. Pisały, że jestem niebezpieczny dla siebie i innych. Zgadzam się, z ich konkluzją w jednym punkcie: jestem niebezpieczny na przykład dla posady prezesa Sokólskiego i kilku innych osób. Ci, których ponagrywałem i ci którym jestem w stanie udowodnić przestępstwo bez wątpienia są zainteresowani by się mnie pozbyć. Chcą wszak zachować posady.
Biegłe z psychiatrii zostały przesłuchane w prokuraturze. Myślę, że się zorientowały do jakiego szwindlu zostały użyte i wszystkiemu zaprzeczyły: już nie byłem chory i nie wymagałem leczenia. Lekarki zeznały, że moje myśli samobójcze mogło wywołać ich badanie. A od kiedy to w Polsce i w medycynie w ogóle udzielenie świadczenia medycznego może wywołać myśli samobójcze? To chyba świadczenia medyczne znane z metod operacyjnych Służby Bezpieczeństwa, które wywoływały u ofiar reakcje samobójcze? Poprawne badanie nigdy takich nie wywoła. Dlaczego wywołuje w sądownictwie pod egidą prezesa Sokólskiego a on ludzi do takich badań nakłania? Czy miałem zostać trupem?
W dniu 8 Kwietnia 2013 roku zażądałem odszkodowania od lekarza za nieudostępnianie mi dokumentów z leczenia nerek i utrudnianie leczenia. Wystąpiłem też na drogę odszkodowawczą wobec szpitala w Siedlcach. W maju 2013 dowiedziałem się, że zmiana w nerce może mieć charakter nowotworowy. Później rozmawiałem z Sokólskim. Jeszcze miesiąc później lekarz nie wydał dokumentacji na żądanie Sądu Rejonowego w Siedlcach. Matkę lekarza – lekarkę psychiatrii – Sokólski też mianował biegłą z psychiatrii przy swoim sądzie. Tam gdzie w grę wchodzą odszkodowania, konkretne pieniądze wszystko jest dozwolone. Sokólski pozwolił sobie na zbyt wiele. Czy jest jasne dlaczego wszystko przegrywam?
Czy Sokólski teraz jak prokurator Okręgowy w Siedlcach Robert Więckiewicz do żony Iwony Więckiewicz prezes Sądu Rejonowego w Siedlcach zafaksuje do swojej biegłej, że wciągnąłem go w „krąg wrogów” i trzeba znowu zrobić ze mnie wariata?
Ale to nie koniec metod „na wariata” siedleckich sędziów. Kolejne kulisy niebawem.


Komentarze
Pokaż komentarze