
NOWOROCZNE ŻYCZENIA DLA GWIAZD...
Bogusława Lindy,
aby uratował resztkę swojej twarzy przestając natychmiast grywać w serialach typu ''Ratownicy'', ''Dziki'', ''Pomoc domowa''. Rozczulanie nas opowieściami o konieczności zarabiania na życie w tak haniebny artystycznie sposób, to postawa niegodna prawdziwego polskiego macho. Artysta - komandos (?) może bez trudu zarobić na swój dom wcale nie dając ciała. Choćby szkoląc innych w wielorakich sprawnościach jakimi chwalił się w pisemkach prawdziwych mężczyzn. Aktorstwie, reżyserstwie i scenopisarstwie ( w swojej prywatnej Warszawskiej Szkole Filmowej zresztą ), kucharzeniu i barmaństwie ( w swoich prywatnych restauracjach ''Prohibicja'' zresztą ), żeglarstwie, sportach ekstremalnych, strzelectwie, uwodzeniu małolat, nocnej jeździe rajdowym Porsche po wyboistym lesie, oraz prawdziwie męskiej nawijce w stylu filmowych cytatów: ''ty stara dupa jesteś, od kiedy to do kurwy jesteśmy na ty, mała obejmij mnie - nie rękoma wariatko, świat na trzeźwo jest nie do zniesienia, co się tak kurwa patrzysz - nas tu nie ma, niezła dupa jesteś wariatko, czy to jest kurwa wiadro - rozjaśnić ci w głowie, idę ratować świat, zabiję ich wszystkich, porządek tu robię, będziesz się trzepał lewą ręką, kobiety to straszne suki, miłość to takie coś czego nie ma, jakoś ci nie ufam i jakoś cię nie kocham, a kto umarł - ten nie żyje''.
Franc – nie pękaj. Łyknij whiskacza z colą, załaduj pestki do Sig Sauera, przestań się pieścić ze sobą i weź się w końcu do męskiej roboty.
Małgorzaty Foremniak,
aby prawie 50-letnia pani przestała w końcu robić z siebie egzaltowaną, nierozgarniętą dziewczynkę z sercem i rozumem na dłoni, zamiast w głowie. Językiem migowym niewiele da się wytłumaczyć, jeżeli tak naprawdę nie ma się nic mądrego do powiedzenia. Może warto poszukać dla siebie innego programu, najlepiej edukującego samego siebie. Nie mając żadnego talentu, wyłącznie miłą buźkę, trudno bowiem oceniać ludzi wszechstronnie utalentowanych. Wygląda to zdecydowanie straszniej niż śmieszniej.
Cezarego Pazury,
aby się w końcu zdecydował, kim jest naprawdę. Skromnisiem i dewotem, ofiarą bestialskich komunistycznych prześladowań religijnych ( ''komuniści wyrzucili mamusię z roboty po przyjęciu przeze mnie pierwszej komunii świętej...'' ) ? Królem kabaretowej szmiry i estradowego kabotynizmu (''Na stojaka'' Polsat ) ? Czy jak sam siebie wyjątkowo skromnie zachwala - królem polskiej komedii, któremu w czasie oglądania jego nowej komedii gangsterskiej puściły ze śmiechu wszystkie szwy. Pooperacyjne i w spodniach, zwłaszcza na siedzeniu. Bardziej ponura od Pazury jest już chyba tylko depresja grabarza na alkoholowym głodzie. Życzę więc poczucia humoru, zwłaszcza na temat autokomizmu wynikającego z katolickiej martyrologii w Polsce Ludowej. Wszystkiego dobrego także dla trzech ( jak na razie ) bardzo ''po katolicku'' poślubionych żon.
Alicji Bachledy-Curuś,
aby synuś Curuś został wychowany bardziej po góralsku niż hollywoodzku. W końcu lepiej z rzadka, a dobrze popić gorzały, niż często i krótko kochać kobiety. Jak to niestety ma w zwyczaju jego wyjątkowo puszczalski tatuś.
Michała Piroga,
aby zgodnie z publicznie deklarowanym zamiarem przeniósł się w końcu do Izraela, gdzie żaden polski rasista nie będzie go już ganiał po ulicach za jego ''wstrętne'' żydostwo i gejostwo. Proszę zabrać z Polski piękne wspomnienia obciągania Polakom nad polskim pisuarem ( pod okiem Borysa Szyca ). I jeszcze polskiego karpia, przykrywkę eksihibicjonistycznych pirogowych prezentacji zupełnie gołego ''michałka''. Ciekawe czy jakiś rabin da się na ten gojowski ''numer z karpiem'' nabrać. Lepiej już chyba całkiem legalnie wyskoczyć ze szmat i po prostu - hop na rurkę robić to co się lubi najbardziej. Zabawę siurkiem, niekoniecznie własnym.
Olgi Kwiecińskiej ( prowadzącej program ''Między kuchnią a salonem'' ),
aby w końcu kłamliwe lustereczko zechciało powiedzieć jej prawdę, że epatowanie brzydotą nigdy nie będzie smaczne ani w kuchni, ani eleganckie w salonie. Tony wielokolorowych pudrów, modne jaskrawe ciuchy ''maskujące'' koszmarną sylwetkę i okulary zakrywające prawie całą twarz, pomagają jej równie skutecznie jak umarłemu kadzidło. Cóż, jeden jest piękny, drugi znacznie mniej, trzeci wcale, czwarty trochę brzydki, Olga Kwiecińska jest co najmniej szósta. Dumnie prezentuje olbrzymią wadę wymowy uniemożliwiająca na szczęście zrozumienie połowy jej pretensjonalnych, głupawych tekstów. Życzę jak najszybszego powrotu w zacisze domowych pieleszy. Wszyscy na tym skorzystają – Pani, Pani rodzina ( zwłaszcza tata, producent telewizyjny, z takim wysiłkiem i wstydem rozpychający się za Panią łokciami ). Najbardziej jednak widzowie...
Szymona Majewskiego,
aby mu jednak ktoś przetłumaczył, że ''rozrywkowego'' show, nawet w dołującym TVN-ie, nie można luzacko prowadzić czytając każde słowo z kartki, wciąż na niej rozpaczliwie szukając pasującej akurat do sytuacji wyjątkowo śmiesznej pointy. Trudno znieść tę fuszerkę, zwłaszcza gdy reszta ciągnie ''na żywca'' z głowy. Wychodzi sztucznie, niemrawo, i nieświeżo. Coś trzeba zmienić, jeśli mamy śmiać się z tekstów Majewskiego, a nie z niego samego.
Weroniki Marczuk,
aby wreszcie spotkała porządnego Polaka. Jej polscy klienci z gdańskiego kurwidołka z rurami ( Amazonka ), zapisali się pozytywnie tylko w jej portfelu. Wyjątkowymi gamoniami byli też jej dwaj polscy mężowie - przerżnęli fachowo jak cytrynkę, wycisnęli sok i wyrzucili. Drugi, Cezary Pazura z ''dziewiczej'' ukraińskiej wiochmenki świadomie i bezdusznie zrobił stołeczną kobietę zdecydowanie publiczną. Na siłę ciągał ją po imprezach, zrobił z niej aktorkę bzykającą się na golasa z figurami, wziętą bizeswoman, producenta filmowego, menedżerkę gwiazd, a na koniec telewizyjnego jurora od tańca, i to w dodatku ''nie na rurze''. Polski agent Tomek obiecał zerwać po kozacku jej kozacki wianek, ale się zbiesił i posłał ją w kajdankach na dołek. Po tych przykrych doświadczeniach czas najwyższy spłynąć z Polski bardzo cicho Cichym Donem...
Piotra Rubika,
aby ktoś życzliwy zaprowadził go w końcu do męskiego fryzjera. 50-tka na karku, a fryzjer żony z uporem maniaka ćwiczy na nim całkiem kobiece koafiury. Prasowany na sztywno sexi blond, albo wyloczkowany brunet wieczorową porą. Dobrze wygląda fryzura adekwatna do wielkości głowy, nie tylko rozumu...
Pauliny Papierskiej ( Tap madl ),
aby w czasie nauki języka angielskiego przybyło jej, najlepiej w głowie, te kilkanaście centymetrów wysokości brakujących ( poza lengłydżem ) dziewczynie do zrobienia światowej kariery. Załatwić to za jednym razem i w świat...
Agenta Tomka,
aby łagodnie powrócił do normalnego życia bez ''no limits'' kart kredytowych, Harleya Davidsona, Porsche, szmatek i zapachów Prady, Armaniego, Bossa, Versace. Bez nocnego życia z dziwkami, posłankami i celebrytkami. Rozrzutny i bardzo agentowi łaskawy Kamiński z całą pewnością już ''se nevrati''. Jak Tomek napisze już wszystkie kretyńskie książki na swój temat, niech chociaż jedną, ale poważnego autora wreszcie także przeczyta. Kto wie, może jednak się przyda na bardziej teraz wyboistą i gorzej pachnącą drogę emeryta ?
sióstr Agaty i Pauliny Młynarskich,
aby wreszcie zakończyły swoją żałosną karierą telewizyjną i przestały nas zamęczać swoim ciągłym chodzeniem za mąż, by się zaraz rozwodzić. Czas najwyższy zasromać się nad tekstem piosenki tatusia: ''nie ma jak u mamy, kto nie wierzy robi błąd''. Może tatuś pomoże córkom go właściwie zrozumieć i wyciągnąć porządane wnioski. Nie jako mamy dorosłych dzieci, ale wobec własnej, porzuconej przez nie mamy...
małżeństwa Cichopek,
aby przestało ich kusić opowiadzenie nam szczegółów zmajstrowania ich słodkiego bobaska. Wszystko inne na temat ich macierzyństwa, porodu i dochodzenia po nim do siebie, niestety już na siłę zdążyli nam opowiedzieć...
Michała Wiśniewskiego,
aby swoim dzieciom: Xavierowi, Fabienne, Etienette i Vivienne zmienił nazwisko na lepiej pasujące do ich ''very sophisticated'' imion niż zbyt siermiężny i gminny ''Wiśniewski''. Dużo lepsze będzie ''Czereśniak''. Co prawda dalej jest kompletnie bez sensu, ale czereśnie jednak słodsze od wiśni i dlatego wszystkie dzieci bardzo je lubią...
Edyty Górniak,
aby wyłącznie tańczyła i śpiewała. Zbyt rozrzutna w jej przypadku natura zupełnie niepotrzebnie obdarzyła ją także mową. Zwłaszcza mową przez łzy. Od tego nawet skunks w chwili drastycznego zdenerwowania jest mniej przykry i uciążliwy dla otoczenia.
Kuby Wojewódzkiego,
aby już nie dorastał, skoro pod 50-tkę tak wciąż mu dobrze z psychiką dojrzewającego seksualnie chłopca, chadzającego na loda ze starszymi od niego licealistkami. Do niego pasuje każdy samochód, obojętnie czy Porsche, Ferrari czy Lamborghini. Nie traci wdzięku nawet obficie śliniąc się w swoim programie na widok ładnej dupy, także damskiej. Jemu po prostu wszystko już zwisa i jak dziecku ''uchodzi'' wyłącznie... na sucho.
Magdy Gessler,
aby w jej restauracjach dania stały się smaczniejsze od ich nazw, a ich wielkość była odwrotnie proporcjonalna do wysokości rachunku. Warto by spamiętała, że choć żona winna być wizytówką męża, to jednak stateczna 60-tka tertio voto, już niekoniecznie musi być chodzącym menu jego gabinetu medycyny estetycznej.
Piotra Gąsowskiego,
aby przestał wreszcie onanizować się eksponowaniem obleśnego, otłuszczonego torsu po solarze, z przeszczepionym ''hiszpanem''. Zbyt ciasne w kroku spodnie, wypchane zwiniętą chusteczką też, nawet tak wątłej męskości jednak...nie podniosą. Podobnie jak szpanerskie Porsche przedłużające facetom pod 50-tkę wyłącznie własne ego i beznadziejną jednak nadzieję na podryw pięknej małolaty.Takie to dzisiaj jeżdżą wypasionymi Bentleyami, z lepszymi kosiorami od nadżartych przez mole telewizyjnych pajaców. Jako konferansjer Gąs stoi już tuż, tuż, za plecami legendarnego i genialnego w tym fachu Fryderyka Jarosy. Z tym, że Gąs wciąż i na zawsze za kurtyną.
Katarzyny Skrzyneckiej,
aby wróciła do jedynego dobrze wyuczonego swojego fachu – ''mówienia Kaczorem Donaldem''. Dawno, dawno temu, głęboko w poprzednim stuleciu, dostała od Playboya szansę pokazania swych nagich, jeszcze panieńskich wdzięków. Wówczas ciekawe jeszcze szczegóły szczelnie pozakrywała liśćmi łopianu i pniem baobabu. Teraz, w wieku balzakowskim, nie proszona przez nikogo, z frywolną rozrzutnością prezentuje swój biust, bardzo mocno obwisły na wałkach tłuszczu, budząc powszechne kpiny, zażenowanie, współczucie i niesmak. Co jednak uparcie, nazbyt łaskawie puszcza pomimo uszu i dalej robi swoje. Jej przeźroczyste suknie z dekoltem rozchełstanym do parkietu, nie dają niestety widzowi najmniejszej szansy nie zauważenia jej uwiędłych ''szczegółów'', co winno być surowo ukarane. Przy tych widokach, żenujący poziom jej ''mowy wiązanej'' jest już całkiem niewielkim cierpieniem.
Pawła Małaszyńskiego,
aby na prośbę zakochanej w nim reżyserki więcej nie ściągał gaci i świecił na ekranie bardzo blado gołą dupą. Dla średnio inteligentnego widza dupa to jednak już ciut za mało. Sęk w tym, że gołej dupy dorobił się już dzisiaj każdy, nawet na tyle głupi, by ją publicznie pokazywać. Od polskiego ''Jamesa Deana'' oczekujemy pokazania wreszcie chociaż odrobiny talentu i zdecydowanie więcej rozumu.
Niny Terentiew,
aby nigdy więcej nie udawała w TV, że kupuje swoje ''biusthaltery'' w eleganckich butikach z sexownymi kobiecymi staniczkami na zgrabne piersi, zamiast w sklepach sportowych z namiotami. Jaka kobyła jest każdy przecież widzi. Właśnie dlatego radzę życzliwie nie wykorzystywać więcej stanowiska telewizyjnej carycy do pokazywania publicznie w ''szkiełku'', rozlewającego się po jego całym ekranie, swojego potwornie panoramicznego cielska w ( co najmniej ) 3D.
Pawła Wawrzeckiego,
aby przestał w końcu uważać się za najśmiesznieszego człowieka w Polsce. We wszystkich swoich rolach, a najpełniej w doktorze Kidlerze ( ''Daleko od noszy'' ) stworzył wzorcową postać kalekiego fizycznie i psychicznie ( te powykrzywiane łapki, powyłamywane palce, rozjechane oczka, nerwowe rzuty pustej główki, skurcze sparaliżowanych policzków, poroksyzmy warg) kabotyna, rozciągającego mówione wyrazy jak rekonwalescent po ciężkim udarze mózgu. Całość jest tak obrzydliwa, że jednak wprost do zerzygania. Jeżeli kogokolwiek poza Wawrzeckim to śmieszy, szczerze współczuję. Mój pies zasłania łapami oczy, by nie patrzeć na tę ( nie ) ludzką kupę nieszczęścia.
Nataszy Urbańskiej,
aby uwolniła się wreszcie od artystycznego nadzoru małżonka, dziedzica na Jajkowicach pod Grójcem. Życzę jak najszybciej, nawet sądowej separacji ''od sztuki''. Zbyt ambitnemu jednak Józefowi, aż nadto powinno wystarczyć dzielenie wspólnego łoża, z bez wątpienia najpiękniej... ruszającą się Polką...
Telewizji TVN,
aby zdecydowała się w końcu poszukać bardziej twórczy tercet egzotyczny od Grupy Trzymającej Władzę - Chamczyk, Kwieciński, Gąsiorowski. Ten już zdecydowanie opwowiedział Polakom wszystkie swoje bzdurne, tandetne bajeczki o życiu Polakach w bizantyjskich luksusach na zagranicznym podkładzie muzycznym. Szczytem ich możliwości estetyczno - etycznych był nagi ( niestety ) Paweł Wilczak z różą wetkniętą ( dosłownie ) w dupę, śpiewający na eleganckiej ulicy miłosny song pod oknem ukochanej. Bardziej lirycznie nie da się już nic więcej sensownie powiedzieć o polskiej miłości, więc czas najwyższy na zmiany. Jest jeszcze tyle dziur do zatkania...i to nie tylko kolczastą różą.
Anny Muchy,
aby przestała wreszcie przelatywać z jednego artystycznego gówna na drugie. Więcej higieny artystycznej .
Jacka Poniedziałka,
aby przekonał się wreszcie, że wbrew temu co głosi publicznie, facet nie jest w stanie pokochać oralnie tak dobrze jak kobieta. O anal, nie będę się z Poniedziałkiem sprzeczał. Wierzę mu na słowo.
Karoliny Korwin - Piotrowskiej,
aby broń Boże nie ruszała sie ze swojego towarzyskiego magla do jakiegokolwiek innego programu telewizyjnego. Maglara z lubością i wypiekami na twarzy grzebiąca ludziom w koszach z brudną bielizną, to absolutnie szczyt jej ''dziennikarskich'' możliwości szambojada.
Krzysztofa Ibisza,
aby jednak uwierzył, że pomimo wszystko jest jeszcze mężczyzną i zaprzestał szprycowania się botoksem jak pomarszczona baba w ostrym klimakterium. Wielu facetów pełnię męskich możliwości osiągało dopiero pięknie się starzejąc, jak choćby Yves Montand, Anthony Quinn, Jean Gabin, Paul Newman, David Niven. Jeżeli jednak woli odwrotnie, to Richard Chamberlain również.
Joanny Krupy,
aby praca w ''dżury tap madl'' była jej pierwszym tak efektownym, ale nie ostatnim słowem w rozrywkowym tvn-owskim oszołomstwie, produkowanym na licencjach każdej światowej szmiry. Nic nie poradzi, że tak fantastycznie się w nich sprawdza.
Piotra Adamczyka,
aby w swojej aktorskiej karierze bardziej jednak trzymał się postaci Karola Wojtyły niż ( och ) Karol 2. Większa będzie z tego pociecha zarówno tu na ziemi, jak i potem w niebie. Głupawe historyjki Ilony Łepkowskiej o problemach Maryni z własnym siedziskiem, to zdecydowanie za mało na taki talent. Niedawny przykry wypadek i upadek z jej ''Nie kłam kochanie'' powinien już zdecydowanie wystarczyć.
Beaty Tyszkiewicz,
aby porzuciła wreszcie udawane, nudne jak flaki z olejem ''hrabiowskie'' maniery z przedwojennego pałacu wilanowskiego i pofolgowała sobie czasami na wizji całkiem gminnym, ale dobrze krwistym ''mięsem''. Mógł niegdyś siarczyście bluznąć Starowieyski herbu Rogala, może też sobie pozwolić Tyszkiewicz herbu Leliwa. Nikt z zacnych herbowych antenatów w grobie raczej się nie obudzi, za to widzowie przed telewizorami na pewno.
Reszcie narodu życzę w nadchodzącym 2011 roku jeszcze lepszej zabawy z naszych rodzimych gwiazd. Wierzę, że dadzą nam wszystkim nieźle popalić jeszcze jaśniejszym blaskiem.
polski spirit
P.S.
jeszcze absolutnie wyjątkowo, bo dla szczęśliwego małżeństwa obcokrajowców:
Eltona Johna i Davida Furnisha
aby właśnie urodzony im, jednak przez kobietę synek, jak najszybciej wyciągnął do jednego z nich swoje drobniutkie rączęta i uraczył go najsłodszym w świecie słowem: ''mamusiu...''



Komentarze
Pokaż komentarze (35)