
SMOLEŃSK : ANNO DOMINI 2011
Wysłuchałem i przeczytałem dzisiaj setki mniej lub bardziej prawdopodobnych życzeń i prognoz noworocznych. Zarówno te najśmieszniejsze, ale całkowicie absurdalne, prognozujące wygranie przez PIS wyborów parlamentarnych, po których przez dwie dekady będzie samodzielnie rządził Polską, jak i te najbardziej przerażające, ale niestety całkowicie realne, przepowiadające w tym roku demonstrację pełnych możliwości Kaczyńskiego. W tę szczególną noc, każdy może bezkarnie pofolgować swojej wyobraźni, czemu więc nie ja ?
Spodziewam się, że w drugiej połowie stycznia 2011 roku, niedługo po prawosławnym Bożym Narodzeniu i Nowym Roku, Władimir Putin, oficjalnie pod wpływem Naczelnego Popa Wszechrusi, przyzna się do próby uniemożliwienia w dniu 10 kwietnia 2010 lądowania prezydenckiego Tu 154 w Smoleńsku. Polegajacego na zrobieniu tam sztucznej mgły, wykopaniu głębokiego parowu w miejscu najwyższego wzgórza, przesadzeniu lasu na gołą dotychczas łąkę, zainstalowaniu zamiast lamp nawigacji lotniczej, lamp używanych wyłącznie w kolejnictwie, i obsadzeniu wieży kontrolnej ''funkcjonariuszami'' mówiącymi wyłącznie w narzeczu suahili. A wszystko po to, by mieć 100% pewności, że polski prezydent tego dnia na pewno nie wyląduje na wojskowym lotnisku Siewiernyj. A więc nie weźmie udziału w nieoficjalnych, jednostronnych uroczystościach katyńskich. Jedna z pracownic kancelarii polskiego prezydenta, agentka KGB – ''Krasnaja Abjezjana'' przekazała Rosjanom pod koniec marca super tajny tekst jego ''katyńskiego'' przemówienia. Gdyby Lech Kaczyński je wygłosił, bez najmniejszej wątpliwości musiałoby dojść do poważnego konfliktu paneuropejskiego, czego Rosjanie chcieli koniecznie uniknąć zupełnie niewielkim kosztem, czyli kosztami samej natury odpowiedzialnej za złe warunki pogodowe. Żaden pilot nie zaryzykowałby bowiem lądowania przy wymaganej widoczności minimalnej 1200metrów, gdy faktycznie wynosi jedynie 200.
Na wszelki jednak wypadek Rosjanie podjęli dodatkowe kroki ''profilaktyczne''. Całkowita zmiana ukształtowania terenu dolotu do lotniska, zgodnie z międzynarodowymi procedurami lotniczymi już totalnie uniemożliwiała lądowanie na nim, jako obiekcie całkowicie niezgodnym z opisem kartograficznym. Jeszcze na ''wsjakij pażarnyj słuczaj'', od samego startu prezydenckiego samolotu z Warszawy, wszystkie służby lotnicze i meteorologiczne na jego trasie, informowały o tragicznych warunkach pogodowych nad Smoleńskiem i apelowały o natychmiastowe zawrócenie do Warszawy. Rosjanie dopilnowali, aby stosowne ostrzeżenia skierowała do Warszawy amerykańska i natowska agentura rezydująca na terenie Rosji. Zostały one przez polskie służby specjalne przesłane ''in extenso'' na pokład samolotu, także do prezydenta. Tak jak zakładano, załodze samolotu nie udało się nawiązać słownego kontaktu z wieżą kontrolną. Na koniec, załoga polskiego Jaka – 40, która samowolnie wylądowała w Smoleńsku pół godziny wcześniej, ostrzegła Tu-154 kategorycznie: ''natychmiast zawracajcie, wy tu na pewno nie wylądujecie...''.
A jednak rozkaz Lecha Kaczyńskiego przekazany pilotom przez Naczelnego Dowódcę Wojsk Lotniczych gen. Błasika brzmiał jasno : Tupolew ma za wszelką cenę natychmiast lądować ! Takie polecenie wydał prezydentowi parę minut wcześniej, przez telefon satelitarny - Pierwszy Brat RP. Zadanie określił aż nadto wyraźnie, a z zadaniami ''prezesa'' Lech nigdy nie polemizował. ''Ruki pa szwam'' i do roboty. Los Tupolewa i jego pasażerów został w ten sposób ostatecznie przesądzony. Pomimo tylu rosyjskich i międzynarodowych zabiegów, znalazło się jednak dwóch jednojajowych szaleńców, którzy w tych absolutnie niedozwolonych warunkach postanowili za wszelką cenę, także życia 96 osób lądować.
Putin puści ''w świat'' nagranie ostatniej rozmowy braci, które nie pozostawi absolutnie żadnej wątpliwości, kto jest autorem tragedii smoleńskiej. Rosja zaprosi przedstawicieli UE, NATO,Parlamentu Europejskiego, władz międzynarodowego nadzoru lotniczego i oczywiście Polski, na wizję lokalną i zapoznanie się na miejscu ze wszystkimi zebranymi dowodami. Jednocześnie Putin poinformuje o zdymisjonowaniu i zatrzymaniu kilku członków MAK, oraz rosyjskiej Prokuratury, odpowiedzialnych za utajnienie przed nim szczegółów i dowodów ze śledztwa, co wykryła dopiero spec – kontrola powołana przez Putina w odpowiedzi na zastrzeżenia premiera Tuska do rosyjskiego protokołu MAK.
Międzynarodowi i polscy eksperci wszystko bardzo dokładnie sprawdzą i w pełni potwierdzą wersję Putina. Zostanie z całą pewnością udowodnione, że ani Jak-40 z polskimi dziennikarzami, ani prezydencki Tupolew nie miały żadnego prawa lądować tego dnia w Smoleńsku. Obydwa polskie samoloty powinny zachować się identycznie jak rosyjski Tu -154, który znad lotniska zawrócił bez próby ladowania. Winnymi katastrofy zostaną uznane osoby, które zmusiły pilotów do wykonania manewru niezgodnego z międzynarodowymi przepisami i procedurą. Jarosław i Lech Kaczyńscy, oraz wykonujący ich polecenia w sposób obrażający przepisy prawa i procedury lotnicze - gen. Błasik. Obecność w kokpicie co najmniej dwóch nieupoważnionych osób – generała i niezidentyfikowanego ( jeszcze ) z głosu ''X'', uniemożliwiła pilotom autonomiczne działanie i fizyczne panowanie nad maszyną, co w pełni uwalnia ich od odpowiedzialności za katastrofę.
Reszta to już wyłącznie wstyd dla Polski i przykre konsekwencje dla niektórych, bardziej ''prawdziwych'' Polaków. Karne dla Jarosława Kaczyńskiego, w tym dożywotnie pozbawienie go praw publicznych ( także dla innych pisowskich VIP-ów w sposób nieuprawniony przygotowywujących lot ). Polityczne konsekwencje dla Lecha, w tym jego wyprowadzka z Wawelu, pozbawienie go odznaczeń i tytułów honorowych, zdemontowanie tablic ku jego pamięci w Pałacu Prezydenckim, oraz wymazanie jego nazwiska jako ofiary, z pozostałych tablic i pomników w całej Polsce. Dla PIS-u to koniec Kaczyńskich na ziemi i w niebie. Także polityczny koniec ''chóru wiernych oszczerców'' – Ziobry, Kurskiego, Brudzińskiego, Wróbel, Kempy, Hofmana, Dery, Szczypińskiej, Błaszczaka, Cymańskiego, Giżyńskiego, Zielińskiego i Macierewicza.
Wszystkich, zarówno czekających niecierpliwie na moje ostatnie słowo z gotowym już ładunkiem gęstej śliny z żółcią, oraz nieprzekonywalnych sceptyków pożegnam pełnym nadziei pytaniem – czy istotnie jesteście aż tak naiwni, by uwierzyć, że nagranie ostatniej rozmowy braci Kaczyńskich naprawdę bezpowrotnie ''zaginęło'' jak chciałby prezes ? Dzisiaj, gdy droga każdej z miliardów mrówek jest pilnie rejestrowana z kosmosu, nie uchowałoby się proste jak konstrukcja cepa, elektroniczne nagranie satelitarnej rozmowy polskiego prezydenta, gdy dla wszystkich mądrych tego świata było już jasne, do jakiej hekatomby za chwilę dojdzie ? Mocarze tego świata zastanawiają się co warto z tym nagraniem zrobić ? Jak najlepiej dla swoich interesów je wykorzystać ? Jarosław Kaczyński, podobnie jak jego brat, nie jest żadnym ważnym celem strategicznym i operacyjnym. Dla ich unicestwienia, tak jak do likwidacji najpodlejszej pospolitej pluskwy, nikt rozsądny nie będzie odpalał międzykontynentalnej rakiety balistycznej. Dla politycznej eliminacji Kaczyńskiego, nikt poważny tego nagrania nie ujawni i nie użyje. Zupełnie inaczej, gdyby Rosji lub Ameryce mogło to przynieść jakiś konkretny cel polityczny, gospodarczy, czy wojskowy.
Ale dopóki polski prezydent i polski rząd będą tak nerwowo przebierali nogami przy każdym cuchnącym sygnale Kaczyńskiego jelita drażliwego, nikt nie złoży im ani poważnej oferty, ani nie podejmie jakiejkolwiek ''wiążącej'' rozmowy na ten temat. W takiej sytuacji, protokół MAK w wersji przez Rosjan niezmienionej, oczywiście z polskim zdaniem jak najbardziej odrębnym i pyskującym do śmierci Kaczyńskim, to ''finis coronat opus'' tej sprawy.
Statystyka dowodzi, że część dzisiejszych noworocznych życzeń jednak się spełni. Kto wie, może właśnie moje. Wbrew pozorom mam spore szanse, bo najwyższe karty w tej rozgrywce brydżowej mają najlepsi gracze w świecie, w dodatku nasi partnerzy. Trzeba tylko w licytacji uzgodnić z nimi kolor i wysokość gry. Do tego potrzebny jest tak zwany wspólny język, czyli znajomość podstawowych konwencji porozumiewania się ze sobą bez pokazywania własnych kart. W tym rozdaniu, ''sophisticated Culbertson'' to za dużo, standardowa czterotreflówka zupełnie wystarzy. Zwłaszcza, że Kaczyński o brydżu, grze jak sama nazwa wskazuje służącej porozumiewaniu się, nie ma absolutnie zielonego pojęcia, jako o czymś totalnie dla niego bezużytecznym.
Premier Tusk musi tylko uważnie przyfilować w karty, obliczyć się, założyć rozkłady i na moje oko odważnie zalicytować 2 kiery. I wtedy, w drugiej połowie stycznia 2011 roku....

polski spirit


Komentarze
Pokaż komentarze (31)