polski spirit polski spirit
627
BLOG

NIE DRAŻNIĆ SYBERYJSKICH NIEDŹWIEDZI

polski spirit polski spirit Rozmaitości Obserwuj notkę 57

 

 

 

 

NIE DRAŻNIĆ  SYBERYJSKICH  NIEDŹWIEDZI !

 

 

       Przyczyna katastrofy smoleńskiej została wyjaśniona gdy odczytane z czarnych skrzynek zapisy ponad wszelką wątpliwość potwierdziły 4 kardynalne fakty:

 

1.

Dowódca samolotu odmówił rankiem 10 kwietnia 2010 roku startu prezydenckiego Tupolewa z Warszawy w związku z brakiem potwierdzenia warunków atmosferycznych na lotnisku lądowania, stanowiącym zgodnie z procedurą warunek ''sine qua non''. Wylot prezydenckiego Tupolewa z Warszawy nastąpił na ustne polecenie gen. Błasika – dowódcy Sił Powietrznych ( niestety trudno zgadnąć kto jemu z kolei wydał takie polecenie ? ).

 

2.

Wymagana widoczność na lotnisku lądowania wynosiła minimum 1800 metrów, a faktyczna wynosiła 200 metrów.

 

3.

Brak decyzji wieży kontrolnej lotniska lądowania o jego zamknięciu w związku z fatalnymi warukami atmosferycznymi. Zamiast niej, po kilku nieudanych próbach wejścia Tupolewa w obręb pasa startowego wyłącznie zalecenia wieży kontrolnej:

''nie lądujcie, brak wymaganych warunków do lądowania''

''zła widoczność - zawracajcie''

''macie zgodę na zejście na 100 metrów''

''nie widzimy was - odejdźcie na inne lotnisko''

 

4.

Obecność gen. Błasika w kokpicie pilotów w ostatnich kilkunastu minutach lotu, aż do momentu katastrofy.

 

       Trzech pierwszych faktów nie ma po co komentować. Są równie bezdyskusyjne jak to że Kopernik nie był kobietą. Warto natomiast uważnie pochylić się nad faktem czwartym i pokusić się o wyciągnięcie z niego logicznych wniosków. Jak zgodnie świadczą wszyscy byli i obecni piloci 36 spec pułku, a więc jedyni prawdziwi fachowcy ( w przeciwieństwie do gadających coraz więcej bzdur niekompetentnych polityków i dziennikarzy ) gen. Błasik z chwilą wejścia do kokpitu pilotów, ''de facto'' przejął funkcję dowódcy samolotu biorąc na siebie bezpośrednią odpowiedzialność za jego bezpieczeństwo aż do zakończenia manewru lądowania.

 

       Nie wszyscy zdają sobie sprawę, że bezpieczeństwa prezydenta w salonce znajdującej się bezpośrednio za kokpitem pilotów pilnowało aż 8 oficerów BOR uzbrojonych w broń ostrą. Generał Błasik musiał uzyskać zgodę prezydenta na wejście do jego salonki, a następnie na przejście z niej do kokpitu. Jeżeli więc gen. Błasik znalazł się w kokpicie, to wyłącznie w celu wyegzekwowania od pilotów konkretnej decyzji prezydenta związanej z manewrem lądowania. W żadnej innej sprawie nie zostałby w tym momencie wpuszczony przez BOR do kokpitu.

 

       Czy jest możliwe, że prezydent wysłał generała do kokpitu z decyzją zawrócenia znad Smoleńska, a on samowolnie zmienił jego polecenie nakazując pilotom wylądowanie ? Absolutnie nie! Generał był w kokpicie aż kilkanaście minut. Gdyby miał przekazać pilotom decyzję prezydenta o zawróceniu, a w ciągu 30 sekund od jego wejścia do kokpitu samolot nie zacząłby natychmiast dynamicznie się wznosić ( co przecież każdy czuje we własnych flakach ), oficerowie BOR natychmiast by go stamtąd usunęli. Skoro jednak tego nie zrobili oznacza to, że generał wszedł do kokpitu z innym prezydenckim poleceniem. Wymuszenia i dopilnowania manewru lądowania. ''Tertium non datur''. Zresztą słucham.

 

       Nigdy nie wątpiłem w szczerość współczucia przekazanego Polsce po katastrofie przez prezydenta Miedwiediewa, a zwłaszcza premiera Putina. Identyczne opinie wyrażali akredytowani w Moskwie zagraniczni dziennikarze i dyplomaci. Wszechstronną życzliwość i pomoc władz rosyjskich różnych szczebli zgodnie potwierdzili wszyscy Polacy przebywający w Moskwie w związku z identyfikacją i transportem ciał do kraju, zwłaszcza rodziny zmarłych. Także asystujący przy tych czynnościach księża, co dla katolickiego w 99% narodu powinno mieć dogmatyczne znaczenie. Przeciwne zdanie na ten temat miał wyłącznie Jarosław Kaczyński, którego w Moskwie nie było.

 

       Gdy cały świat, nawet wysoki namiestnik Pana Boga na Ziemi, z powodu gęstego wulkanicznego pyłu zagrażającego bezpieczeństwu lotów zrezygnował z podróży do Polski na pogrzeb Lecha Kaczyńskiego, tylko jeden ''wielki'' nie zawahał się przylecieć na uroczystości. Prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew. A mógł podobnie jak inni elegancko się wymówić. Nikt nie miałby mu tego za złe, nawet wobec faktu, że katastrofa miała miejsce na terytorium Rosji. A jednak Miedwiediew świadom osobistego ryzyka, nie poszedł jak Obama na partyjkę golfa, tylko przyleciał do Polski. Tak wielkich gestów nie robi się wyłącznie pod publiczkę i dla pucu. Władze Rosji udowodniły światu swoją determinację w kreowaniu dobrosąsiedzkich stosunków z Polską. Na wzór i podobieństwo stosunków polsko – niemieckich.

 

       Schizofreniczni frustraci z Kaczyńskim na czele w czasie pobytu 10 kwietnia w Smoleńsku oskarżyli premierów Polski i Rosji o zamordowanie polskiej elity politycznej z prezydentem państwa na czele. Dzisiaj potwierdził to oficjalnie były ambasador Polski w Rosji – Jerzy Bar. PIS dał jasno do zrozumienia, że w ogóle nie jest zainteresowany pojednaniem i zbliżeniem z Rosjanami. Ostentacyjnie, bezczelnie, a nawet zwyczajnie po chamsku, kontestuje wszystkie działania podejmowane w tej sprawie po obu stronach granicy.

 

       Kaczyński postanowił kontynuować destrukcyjny plan brata, który do Smoleńska leciał wyłącznie w celu skompromitowania i unieważnienia porozumienia zawartego trzy dni wcześniej nad grobami katyńskimi przez premierów Polski i Rosji. I to tylko dlatego, że dokonało się ono bez jego udziału. Lech Kaczyński poniósł logiczne i oczywiste konsekwencje niedawnego mobilizowania Europy i Ameryki do militarnego i gospodarczego odwetu na Rosji za odpowiedzenie silniejszym ogniem na ogień Gruzji.

 

       Putin po wielokrotnych pomówieniach go przez Kaczyńskiego o kryminalne i polityczne morderstwo, wyczerpujących nawet przesłanki ''cassus belli'', przy braku stanowczych reakcji na jego wybryki ze strony władz polskich, w sposób zrozumiały i uzasadniony schłodził ciepłe po katastrofie stosunki z Polską. Czy Putin na schizofrenię polityczną Kaczyńskiego i PIS-u nie zareagował zbyt alergicznie ? Przypomnijmy sobie jak na niemiłe słowo reagowali i reagują Kaczyńscy. Gdy nie całkiem trzeźwy bezdomny mężczyzna bałaknął pod nosem niewyraźnie jedno ostrzejsze słowo prawdy pod adresem Lecha Kaczyńskiego, poszukiwała go aż do skutku cała policja w całym kraju. By dać oszalałemu z nienawiści prezydentowi możliwość wzięcia odwetu na bezdomnym nędzarzu. To jakiej satysfakcji zażądałby Kaczyński pomówiony o morderstwo 100 osób ? Co najmniej zrównania sporego miasta wojewódzkiego z ziemią. Bez tego by się nie zaspokoił i uspokoił.

 

       Tak jak Tupolew podszedł do lądowania w Smoleńsku na polecenie prezydenta Lecha Kaczyńskiego ( co najmniej cztery razy ), tak treść raportu MAK musiała zostać zaakceptowana przez Putina. Kreml z całą pewnością nie oddałby lekkomyślnie przyszłości stosunków rosyjsko – polskich w ręce generał Anodiny, byłej szefowej zarządu technicznego rosyjskiego lotnictwa. Bardzo zresztą słusznie. Raport MAK świadomie na razie przemilcza fakty świadczące o rosyjskiej współodpowiedzialności za katastrofę. Ale polska histeria z tego powodu jest wielce przesadzona, a przede wszystkim przedwczesna, bo raport nie ma jeszcze formy ostatecznej. Putin liczy, że Polacy sami wyjaśnią i udowodnią rolę braci Kaczyńskich i generała Błasika w wymuszeniu lądowania w Smoleńsku, oraz brak rosyjskiej decyzji o zamknięciu lotniska. Po to chyba udostępnili Polakom nagrania rozmów wieży kontrolnej z moskiewskim dowództwem. Putin z coraz większym rozczarowaniem oczekuje aż Polacy sami ze sobą wreszcie uzgodnią kto ze strony rosyjskiej zawinił - wieża kontrolna i średni szczebel dowództwa lotnisk wojskowych w Moskwie, czy Kreml i FSB ? Dosyć istotna różnica. Na wagę wojny, przyjaźni lub nienawiści.

 

       Przełom w sprawie nastąpi z chwilą ''odnalezienia'' zapisu ostatniej rozmowy braci Kaczyńskich przeprowadzonej przez telefon satelitarny. A w nim zapewne dwa najważniejsze dla wyjaśnienia sprawy zdania, które zapewne brzmiały: ''Masz k...lądować, zrozumiałeś ? No dobra, k.... lądujemy...'' Ten dowód stanie się podstawą wspólnego polsko – rosyjskiego raportu i solidarnej odpowiedzialności braci Kaczyńskich oraz rosyjskich oficerów. Jestem przekonany, że w tej wersji raportu znajdzie się stwierdzenie iż polski prezydent nie powinien przy pomocy gen. Błasika wymusić na pilotach lądowania w Smoleńsku, a Rosjanie nie powinni do ladowania dopuścić. Lech Kaczyński powinien w tej sprawie zamknąć twarz, a Rosjanie lotnisko. Putin bez jednej łzy położy na ołtarzu polsko – rosyjskiego pojednania głowy 5 oficerów odpowiedzialnych za niezamknięcie lotniska. Nie pożałowałby nawet kilku marszałków i ministrów ponieważ doskonale rozumie, że ukrywając prawdę, nigdy nie zbuduje z Polakami wzajemnego zaufania. Dlatego osobiście angażuje się w rosyjskie wyjaśnienie rosyjskiego mordu katyńskiego. Także w rosyjską ekspiację za tę zbrodnię stalinowską.

 

       Putin jeszcze nie w pełni dotrzymał słowa danego 10 kwietnia premierowi Tuskowi na oczach całego świata. Nawet najdrobniejsze źdźbło prawdy w sprawie katastrofy miało zostać ujawnione. Wobec coraz bardziej agresywnych oskarżeń Kaczyńskiego w obecnej wersji raportu MAK, Putin nie broni prawdy tylko interesów Rosji. Tak jak Tusk interesów Polski. A Kaczyński interesu Kaczyńskich. Gdyby Putin już w tej chwili pozwolił gen.Anodinie potwierdzić zaniedbania rosyjskich oficerów, także tych z Moskwy, Kaczyński uznałby to za potwierdzenie współudziału Miedwiediewa i Putina w zamachu. Bo dla Kaczyńskiego Moskwa to wyłącznie oni. A jak oni, to w spisku musieli być także na zasadzie symetryczności Komorowski i Tusk. Dałoby to Kaczyński uzasadnienie żądania tych głów, oczywiście po dobrowolnym przyznaniu się przez ''nie'' do świadomego popełnienia morderstwa. Następnie zażądałby dobrowolnego przekazania mu władzy. Na początek tylko w Polsce. Oczywiście bez konieczności przeprowadzania zbędnych wyborów parlamentarnych. Zgodnie ze słynną doktryną polityczną Fidela Castro ogłoszoną po obaleniu prezydenta Batisty: ''A po co Kubie wybory, naród już wybrał...''

 

       Kaczyński starający się udowodnić Putinowi dokonanie morderstwa przypomina podłą w formie i treści pchłę szachrajkę. Chcąc uzyskać medialny aplauz zamierza się na potężnego białego syberyjskiego niedźwiedzia ostro go nawet rozsierdzając. Ale nie z powodu powalenia go na łopatki, tylko głębokiego wniknięcia w jego wielce drażliwe jelito grube...

 

 

 

polski spirit

 

 

 

 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (57)

Inne tematy w dziale Rozmaitości