Nie wierzę. Po prostu nie wierzę. FYM skronbął uczoną notkę o ewolucji marksizmu, oskarżając go o zamordyzm, powrót do represyjnych instytucji psychiatrycznych itd. Itp. Standard jazzowy pojawiający się przy okazji dywagacji polskiej prawicowej blogosfery o lewicy, albo Gazecie Wyborczej. Chciałem więc sobie skomentować coś u FYMa zakładając, że skoro tak się sprzeciwia zamordystycznym metodom, to otwarta dyskusja jest bliska jego sercu. Komentuje więc, a tu co? A tu ban. FYM krytykując fantazmat dotyczący tego, że lewica komukolwiek zatyka usta postanowił zbanować tego, kto się z nim nie zgadza.
Zapewne nie jest to generalizacja uprawniona, ale mam przemożne wrażenie, że na zamordyzm cierpi najbardziej polska prawica, która nie tyle otwatra jest na inne poglądy, co zamknięta jest w swoich własnych. Godwinowskie spostrzeżenie nie sprawdza się chyba na świecie nigdzie indziej tak dobrze jak w polskiej prawicowej blogosferze. Jak ktoś się z tą prawicą nie zgadza to jest czerwonym mordercą, zamordystą i prawica ogólnie „zna nasze metody”. Postkomunizm najsilniej siedzi w polskiej blogosferze. Nie może ona pozbyć się kalki, w której każdy, kto ma inne zdanie niż oni jest czerwonym, „którego metody znane są wszem i wobec”.
Troche to oburzenie zalatuje paliwodowaniem. Ot rozjuszył mnie jakiś FYM i skarżę się wszem i wobec. Nie chodzi mi tuta jednak tylko o FYMa, który jest skutecznym bojownikiem o wolnośc i demokrację, ale również tytanem umysłu. Chodzi o pewne pryncypia. O to, że nie jeśli zarzuca się komuś manipulację, to się samemu nie manipuluje, o to, że jak się siecze w obronie wolności eksresji, to się siecze obustronnie. A wszystko to powinno zasadzać się na pewnej autorefleksji. Ale zmuszony jestem przytoczyć myśl klasyka, który stwierdził, że różnica między polską prawicową blogosferą, a resztą nie zasadza się na różnicy poglądów, tylko na różnicy w intensywności używania mózgu. Na niekorzyść tynatów umysłu i bojowników o wolnosć i demokrację.


Komentarze
Pokaż komentarze (8)