ezekiel ezekiel
920
BLOG

Logo Plugawe - "No logo" Naomi Klein

ezekiel ezekiel Kultura Obserwuj notkę 1
Na odwrocie książki Naomi Klein można przeczytać: „No Logo to książka kultowa, nazywana biblią alterglobalistów i współczesnym Kapitałem.” Trudno się z tym nie zgodzić. Po No Logo sięgnąłem bardzo późno. Przez wiele miesięcy książka kurzyła się na półce wraz z innymi obowiązkowymi lekturami. Potrzebowałem impulsu. Nadszedł z jak najbardziej oczekiwanej strony. Na początku semestru zapisałem się na fakultet Globalizacja -  Antyglobalizacja ze znanym, tu i ówdzie, dr Filipem Ilkowskim. Na zajęcia o tej tematyce z głównym zadymiarzem spośród polskich doktorów nie wypada nie przeczytać pozycji Naomi Klein. Książkę łyka się w mig. Napisana z rozmachem, ładnie, lekko. Ostatnio czytana przeze mnie książka o podobne tematyce „Gangi ameryki. Współczesne korporacje a demokracja” Teda Nace’a (mam nadzieje, że tak brzmiał tytuł; książkę pożyczyłem i nie mam jak się upewnić) wypadała naprawdę siermiężnie i blado w porównaniu do No Logo. Od pierwszych stron czuć, że Klein ma pióro nie po raz pierwszy w ręku. Przez książkę się mknie. Książka zawiera dziesiątki przypisów i tyle samo wykresów. To czyni ją dobrze osadzoną w źródłach (nawet jeśli są one dobrane czasem wybiórczo i arbitralnie).Książkę można określić jednym słowem: demaskatorska. Klein demaskuje mechanizmy działania współczesnego systemu ekonomicznego, o których nieczęsto słyszy się w programach gospodarczych. Demaskuje kapitalizm i podkulturę. Spod płaszcza PRu wyciąga na światło dzienne sposoby produkowania gwiazd i wizerunków. Demaskuje ukrytą cenzurę, bądź autocenzurę korporacji, powiązanych z nimi osób i instytucji publicznych. Klein rozmawia z ludźmi, którzy są na samym początku łańcucha produkcji. Rozmawia z ludźmi wytwarzającymi przedmioty fetyszyzowane przez konsumpcję. Są to ludzie pracujący w niegodnych warunkach, niemalże jako niewolnicy w halach produkcyjnych umieszczonych gdzieś na peryferiach świata. Ludzie, których nie stać na wytwarzane przez siebie przedmioty. Ludzie, którzy nie mają zabezpieczeń socjalnych. Wielkim rechotem historii jest to, że zjawisko opisywane przez Marksa w XIX wieku nie zniknęło, lecz jedynie zmieniło szerokość geograficzną. Wyzysk, alienacja i upokorzenie przeniosły się ze społeczeństw postindustrialnych, które zapewniły sobie bezpieczeństwo socjalne i egzekwowanie praw człowieka do różnego rodzaju enklaw outsoursingu, w których miejscowa armia i policja pilnuje, aby zakłady wytwarzające podzespoły do IBM, buty Nike, czy spódnice Benettona przynosiły maksymalne zyski. Z zysków tych następnie jest opłacana miejscowa administracja. Szesnastogodzinny dzień pracy w Chinach, szprycowanie pracowników amfetaminą w Hondurasie, aby wydłużyć dzień pracy do 48 godzin (sic!) i zdążyć przed zakontraktowanym terminem produkcji butów, zamykanie na klucz toalet, aby pracownicy nie tracili czasu na jakieś fanaberie, to tylko niektóre przykłady z niezliczonych opisanych w No Logo.Największa mistyfikacja brandingu? Cytowany przez Klein Peter Schweitzer: „produkt to coś co powstało w fabryce, klient kupuje markę.”
ezekiel
O mnie ezekiel

Interesuję się wszystkim, więc na niczym się nie znam. Na moim blogu można w komentarzach rzucać mięsem. Jeśli jednak ktoś się na to decyduje musi się liczyć z faktem, że mięsem może dostać. Nie cenzuruję nikogo. Nie donoszę administratorom o naruszeniu regulaminu. Jeśli ktoś dostrzeże w jakimś poście kwantyfikator "Polacy-katolicy" i poczuje się dotknięty wydźwiękiem tekstu zapewne skieruje swoje oczy na opis chcąc z niego zadrwić. Korzystając z okazji skierowanego tu wzroku wyjaśniam, że kwantyfikator taki jest skrótem myślowym. Nie znaczy tyle co "wszyscy Polacy-katolicy", tylko ich większość. O ile oczywiście zgodzimy się, że grupy społeczne różnią się między sobą pewnymi cechami. A chyba się różnią, ponieważ na jakiejś podstawie potrafimy je wyróżnić. "Polacy-katolicy" to tylko egzemplifikacja. Dotyczy to wszystkich kwantyfikatorów znajdujących się w postach. Odczuwam pewien dyskomfort, gdy zwracam się do osób starszych wiekiem, lub naukowym tytułem per "Ty" nie tłumacząc dlaczego tak robię. Tu jest miejsce na wyjaśnienia. Jestem zwolennikiem stosowania netykiety, której jedna z zasad mówi, że zwracanie się w Internecie do kogoś w ten sposób jest w dobrym tonie i w pewien sposób zrównuje, czy też egalitaryzuje rozmowę. Nie jestem jednak doktrynerem, jeżeli ktoś sobie tego nie życzy w każdej chwili mogę zaprzestać tego procederu.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Kultura