Dzisiaj Łukasz Warzecha popełnił tekst, w którym bulwersuje się kampanią reklamową pewnej firmy odzieżowej promującą kolekcję ubrań o pewnej oryginalnej nazwie.
Tekst można sobie przeczytać o tu:
http://lukaszwarzecha.salon24.pl/64696,index.html
Abstrahując od samej kampanii, którą uważam za niesmaczną i tandetną (bynajmniej nie dlatego, że uraża moje uczucia religijne, bo takowych nie mam), tekst Warzechy, którego to autora bulwersują kontrowersyjne reklamy, zwarzywszy na jego powiązania z Faktem uważam za… bulwersujący.
Jak mnie Pan Warzecha ocenzurował? Otóż dodałem trzech komentarzy utrzymanych w niepochlebnym w tonie. Niestety tak się złożyło, że Pan Łukasz akurat było online i z refleksem godnym kierowcy formuły jeden wszystkie 3 moje posty wyciął. Ma on do tego pełne prawo, ponieważ to jego blog, tak jak ja mam prawo do pobiadolenia na ten temat na moim blogu.
W jednym z akapitów autor pisze, że branża reklamowa „To dziedzina, w której najlepiej popłaca bycie możliwie najbardziej pozbawionym skrupułów sukinsynem”. Nie mogłem się powstrzymać od komentarza. Zawsze, bowiem kiedy trzymam w ręku tabloid odnoszę nieodparte wrażenie, że „bycie możliwie pozbawionym skrupułów sukinsynem” jest domeną ludzi zajmujących się podobnymi projektami. Rozumiem, że podobny komentarz mógł Pana Warzechę wkurzyć, bo w końcu z tabloidem jest związany. Tak samo jednak mógłby ktoś z branży reklamowej wkurzyć się na słowa Pana Warzechy, także etyczna równowaga w przyrodzie zostaje zachowana.
Napisałem również, że jakby w tekście Pana Łukasza zamienić „reklamiarzy” na „redaktorów tabloidu”, tekst nie straciłby nic ze swojej prawdziwości (może z wyjątkiem akapitów dotyczących billboardów). Z tym również Pan Warzecha się nie zgodził, czego dał wyraz wycinając mój komentarz.
Pal sześć moje pretensje, odnośnie do cenzorskich inklinacji Łukasza Warzechy. Kwestią główną jest jakieś zupełne odrealnienie autora. Ktoś, kto współpracuje z tabloidem, który to z bardzo niskich pobudek epatuje tragedią, niszczy ludzi a od pracowników można się dowiedzieć, że odszkodowania ponoszone w wyniku przegranych procesów o naruszenie dóbr osobistych są wliczone w koszta przedsięwzięcia, nie ma absolutnie żadnego moralnego prawa wypowiadać się w kwestiach etycznych. Rozumiem, że Pan Warzecha, podobnie jak „reklamiarze” muszą z czegoś żyć, a wybór źródła zarobkowania jest ich wewnętrznym wyborem i wynika raczej z mechanicznej kalkulacji niż z głębokiego namysłu etycznego. Nie oceniam tego. Jednak po dokonaniu tego rachunku zysków i strat (?), przekracza się Rubikon i każda wypowiedź o charakterze moralnego osądu delikatnie mówiąc wygląda nieładnie.




Komentarze
Pokaż komentarze (4)