9 marca.Uniwersytet Warszawski. W auli Starego BUWu odbywa się debata, w której udział biorą legendy rewolucyjne 68 roku, Adam Michnik i Daniel Cohn Bendit. Na miejsce docieram przypadkiem. Przechodziłem z tragarzami nieopodal, zobaczyłem plakat: debata- michnik- cohn bendit. Zerknąłem na zegarek. Debata trwa już od jakiegoś czasu. Trudno. Wejdę w połowie, posłucham. A nuż może powiedzą coś, co warto byłoby zapamiętać. Wchodzę spóźniony, przepych się przez stado ludzi, którzy mają wypisane na twarzach to, co Dorn nazwałby wykształciuchostwem. Staje przy drzwiach. Ścisk niesamowity, bo Aula w Starym BUWie jest niewspółmiernie mała do popularności, którą obie postacie się cieszą.
Są, legendy. Debata przypomina nieco spotkanie obu panów przy wódce. Luźna rozmowa o rzeczach ważnych i mniej ważnych, wszystko polane sporą dozą specyficznego humoru. Tylko wódki nie ma. A to Carla Bruni i Sarkozy jako playboy-mistrz, a to śmieszny Putin, a to zabawne stosunki polsko-żydowskie. Oczywiście raczej nic ciekawego nie mówią. Trudno. Stoję; skoro na debacie jest obecny Michnik to zapewne za chwil kilka wpadnie jakiś oszołomiony partyzant, aby poinstruować Michnika gdzie ma się udać (w domyśle do Izraela). Zawsze, kiedy Michnik jest na UW w roli dyskutanta, pojawia się ktoś z licznego grona, które chce to lub tamto wykrzyczeć. Tak też był i tym razem.
Jest już kilkanaście minut po planowym czasie zakończenia debaty, a ona na przekór harmonogramowi trwa w najlepsze i nie zamierza się skończyć. Nagle jakaś miła starsza pani przeciska się przez szpaler gości i przeprasza mnie, bo bardzo chce zobaczyć Michnika. Poruszona pani. – Ja zawsze przychodzę, aby popatrzeć. Mogę? – Oczywiście, proszę bardzo. – Kto to tam taki? Czy to Michnik? – Tak Michnik. – odpowiadam miłej podnieconej pani. Po tych słowach miła staruszka składa ręce w tubę i zaczyna słowami, które znam z innych oficjalnych spotkań z Michnikiem. – Szehter!!! Aron Szehter!!! Spierdalaj do Izraela!!! Nienawidzi Polaków! Jak on może?! Jak Ty możesz?! Szehter! Twój brat tylu prawdziwych Polaków zabił! Jak możesz?! Szehter!!! Do Izraela!
Kilka osób zaczyna uspokajać starszą panią. Pani zaczyna krzyczeć na nich. …I te oczy. Moherowa pani, która na okoliczność debaty, aby nie zostać rozpoznaną przyodziała jakąś khaki czapeczkę kapitankę ma oczy jak Bazyliszek, albo inna Meduza. Jeszcze kilkanaście minut temu wyglądała zupełnie normalnie, teraz jej twarz podobna jest do tych, które ogląda się na zdjęciach z islamskich demonstracji. Krwa, krwi, woła jej spojrzenie, a na ramieniu potakiwałaby kapitańska-korsarska papuga, gdyby taką pani miała. –Proszę się uspokoić proszę pani- próbują sytuację opanować stojący obok słuchacze. Pani przerzuca swój atak na nich. Wszyscy mamy na sobie jej jad. Oberwało się kilku osobom, które chciały posłuchać bardziej Michnika, niż jej. A to żydzi, a to antypolscy, a to młodzież z wypranymi mózgami (to do mnie, chociaż nic nie powiedziałem). Ochrona zgarnia panią. Od tej chwili staruszka histeryzuje na korytarzu.
Jeszcze przez kilka minut słyszałem spazmatyczne pohukiwania starszej pani. Za chwilę koniec debaty. Trzeba się ewakuować. Wyszedłem. Spotkałem moherową (przynajmniej w duszy) panią na kampusie UW. Twarz znowu miała tej pogodnej staruszki, która mnie przepraszała chcąc zobaczyć Adama Michnika, tego, którego zawsze ogląda…


Komentarze
Pokaż komentarze (5)