Kilka dni temu na Onecie przez długi czas wisiał na jedynce tekst "Dzisiejsza Polska wydaje się jakimś cudem". Był to przedruk z Europy, dodatku do Dziennika, w którym, Guy Sorman chwalił polskie wyniki transformacji. Mówił o minoralnych nastrojach panujących 20 lat temu związanych z polskimi szansami modernizacyjnymi. Zachód był przekonany, że z homo sovieticus wychodzi się pokoleniami.
„Dzisiejsza Polska wydaje się jakimś cudem - w latach 80. większość prognoz Zachodu dotyczących Polski była całkowicie negatywna. Dominowała teza o całkowicie bezradnym homo sovieticus”
„Jedna połowa wierzyła, że trzeba jednego pokolenia, aby coś zmienić w Polsce - przypomina Sorman. - Druga połowa udawała, że wierzy w następne pokolenie, ale tak naprawdę zakładała, że na zmiany trzeba będzie czekać 50, może nawet 100 lat.”
Można to uznać za poważną wpadkę zachodnich intelektualistów. Przykładali oni modele rozwoju społeczeństw, które w dzisiejszym świecie już się w większości zdezaktualizowały. Co się zmieniło? Wszystko. Wszystko się zmieniło. Kultura przeszła rewolucję. Jej zarzewiem była fala konsumpcji i kurczącej się odległości. Naukowcy za tym nie nadążyli.
Skąd się wziął polski „cud” jak nazwał go Sorman? Wziął się ze śmierci historii. Nie jest to bynajmniej śmierć historii taka, jaką wieścił niegdyś Fukuyama. Jest to śmierć historii w młodych umysłach jej uczestników. Teraźniejszość młodych jest budowana nie na przeszłości i pamięci dziadów, jak to się działo od zarania, aż do „kulturowej rewolucji konsumpcyjnej”. Teraźniejszość młodych jest budowana na przyszłości. Jest wielkie mentalne pęknięcie między osobami, które urodziły się 20-30 lat temu i później, a całą resztą. Pokolenie 30 latków, to pokolenie, jakby to powiedziała Barbara Skarga, posthistoryczne. Nie jest wychowywane przez rodziców, tylko przez bombardującą ich pofragmentowaną rzeczywistość. Nie ma w niej wiele miejsca na historię. Jest za to ogromne konsumpcyjne ssanie. Jest też potrzeba zaspokajania prestiżu i popkulturowych archetypów.
Stąd bierze się ów cud. Wyemancypowaliśmy się z historii i żyjemy napędzani przez pragnienie kupna nowego iPona, Maca, aparatu cyfrowego, który będzie miał już nie 7, a 10 mln pixieli. Oczywiście nie wszyscy zrzuciliśmy jarzmo historyzmu i rzuciliśmy się w otchłań nihilizmu. Zrobiła to jednak wystarczająco duża liczna członków społeczeństwa, aby umożliwić rzekomy cud. Dzisiejsza kultura buduje Sloterdijkowski „kryształowy pałac”, w którym niezmącona przez historię błogość usłana jest gadżetami i hollywoodzkimi filmami.
Oczywiście ma to swoje dobre i złe strony. Dobrą stroną jest modernizacja i zanikająca zapalczywość w stosunku do Niemców, czy Rosjan. Złą –reszta.


Komentarze
Pokaż komentarze (7)