Polska polityka się zmienia. Politycy już dawno zrezygnowali z białych skarpetek zakładanych do garnituru i tłustych włosów. Wyjęli łyżki ze szklanek od herbaty. A to jeden z drugim potrafią powiedzieć „Jes opimistik, bat not szur”. Zaczęli porządniej się ubierać, golić, kupować drogie ciuchy; a to buty na Chmielnej za 1500 zł, a to płaszcze Burberry. Kołtuństwo zostało z nich wygnane. Zaowocowało to jednak przerostem formy nad treścią. Budzi we mnie uśmiech politowania kolejna „postawiona wieżyczka”, gest czystych rąk, wystudiowana emisja głosu. Politycy wprawdzie nauczyli się na szkoleniach z komunikacji politycznej, że treść tego, co się mówi to jedynie 7% komunikatu. Reszta to kwestia tego jak się mówi i jak się wygląda. Co się kryło do tej pory za wszystkimi PRowymi sztuczkami? Siano. Ubóstwo intelektualne. Do tej pory politycy nie mieli mi nic więcej do zaoferowania niż to, czego się nauczyli od Tymochowicza. Coś jednak drgnęło.
Ostatnimi czasy polska scena publiczna nabiera intelektualnych pretensji. I dobrze. Erę administrowania przykrywać zaczyna nadbudowa myśli. Coś, za czym politycy wcześniej nie tęsknili zaczyna być w cenie. Do niedawna politycy kierowali swój komunikat prostego człowieka, który nie bawi się w intelektualizowanie. Człowiek ów chce albo coś wlać do gara, albo nabić kogoś na pal. Przynajmniej tak sądzili politycy. Bratkowski w „Nowym Masyliuszu”, w 1976 roku napisał, że masy nie są tak mądre, jak komplementują ich politycy, ale nie są tak głupie, jak politycy w skrytości ducha sobie myślą. I oto po 32 latach rodzi się Polska XXI. Zrodziła się platforma myśli, która aspiruje do bycia podglebiem, na której można zbudować poważną partię. Wprawdzie składa się ona z głów już znanych, ale mówią one już trochę innym głosem. Nie jest to już z pewnością „Nicea albo śmierć”.
Trend ten rozpoczął chyba Sławek Sierakowski. W przedostatniej polityce Joanna Cieśla stwierdza, że Krytyka Polityczna jest najruchliwszym intelektualnie środowiskiem politycznym w Polsce ostatniej dekady. Trudno się w tym nie zgodzić. Przynajmniej mi środowisko bardziej ruchliwe nie jest znane. Sierakowski powoli osiąga to, co sobie założył kilka lat temu. Pamiętam jego artykuł w Polityce sprzed 3 lat. Wtedy jako raczej mało znany publicysta pisał o zawłaszczeniu dyskursu przez neolibrałów. Dzisiaj nie dość, że do mainstraemu zaczynają się przesączać genderowe, antyneoliberalne, lewicowe postulaty, to jeszcze politycy, jakby poczuli się trochę gorsi i wywołani do tablicy, zaczynają tworzyć platformy myśli.
W Polsce było raczej niewiele think tanków. Nie było Heritage Foundation, ani innego PNAC. Były, co prawda Fundacje Batorego, ale stanowiły one raczej listek figowy dla polityków, którzy pragnęli tu i ówdzie powiedzieć: patrzcie, mamy swoich jajogłowych! Polityka była skierowana na teraźniejszość. Brakowało jej przemyślanej wizji. Po raz pierwszy chyba powstają twory, których polityczny byt opierać ma się na rozważnym namyśle.
Politycy się zmieniają. Jeszcze tylko wyborcy zostali…


Komentarze
Pokaż komentarze (7)