Premier Tusk paląc zioło wciągną Maryśkę nie tylko do organizmu, ale i do głównego nurtu. Nawet, w przeciwieństwie do Cllintona przyznał, że się sztachał. To się chwali. Nie jakiś tam cukierkowy gość, któremu koledzy widząc jego problemy z zaciągnięciem polecają powiedzieć na wdechu: „mama idzie”. Nie, nie. Tusk to prawdziwy mężczyzna. Zaciągał się głęboko i z premedytacją. Zawartość jego płuc sprzed 30 lat i rzekomy PR, bądź zwykła odwaga cywilna splotły się i rykoszetem mogą rozpocząć debatę nad tym, nad czym premier chyba dyskutować by nie chciał. A no… może skoro premier jarał, to może zalegalizować?
Oczywiście, sam argument wypełnionych gęstym dymem płuc premiera nie jest wystarczającym argumentem. A jakby premier (hipotetyczny) bił żonę, to należy rozpocząć dyskusję nad pozwoleniem bicia żon? Chyba nie. Uważam, że pierwsza dyskusja nad egalizacją marihuany może właśnie się rozpocząć. W Polsce jakiś Olejniczak kiedyś (zapewne na okoliczność wyborów, albo topniejącego poparcia) wspomniał o legalizacji, ale większej dyskusji na ten temat jeszcze nie było. Uważam, że jest szansa na nią teraz z kilku powodów. Po pierwsze premier, który dodał skrzydeł młodym entuzjastom palenia. O ile nie interesuje ich w większości polityka, tak news o spalonym premierze do nich dotrze. Po drugie (nie śledzę dokładnie tego zagadnienia) zdaje mi się, że jest to ogólnoeuropejski trend. Po trzecie badania, które mówią o tym, że bardzo wielu młodych ludzi pali, i moje doświadczenie organoleptyczne, które mówi, że palą wszyscy.
Czy to, że wszyscy biją żony świadczy o tym że… -nie. Jednak argument ten odpada, ponieważ bicie żon, popełnianie gwałtów i podobne sprawy są nierelawantne w dyskusji o legalizacji marihuany. Marihuana jak wynika z wielu badań (i tu szkolny błąd, bo żadnych nie przytoczę, zdaje mi się jednak, że WHO zrobiła na ten temat obszerniejszy raport około roku 1995) nie jest tak szkodliwa jak się powszechnie sądzi. Zawiera porównywalną ilość substancji szkodliwych, co papierosy, natomiast jej używanie jest znacznie korzystniejsze dla organizmu niż spożywanie wysokoprocentowych trunków. Oczywiście pojawia się argument uzależnień. Istnieje możliwość uzależnienia, ale w tym akurat przypadku raczej mowa o uzależnieniu psychicznym, takim jak uzależnienie od zakupów, seksu, telewizji, Internetu etc. Uzależnienie fizyczne raczej nie wchodzi w grę. Kolejnym argumentem przeciwników legalizacji jest tzw argument ogniwa pośredniego. Jeżeli ktoś zapali marihuanę, to zapewne będzie i wciągał. O ile nie jest on niedorzeczny, bo takie zjawisko naprawdę istnieje, o tyle jeśli legalne są trunki 20 proc, które stanowią ogniwo między piwem a wódką (w Niemczech w latach 90’ spowodowały wzrost spożycia trunków 40 proc wśród młodzieży), to dlaczego mielibyśmy nie legalizować marihuany. Oczywiście można powiedzieć, że ktoś, kto pije piwo może przerzucić się na wódkę i stać się alkoholikiem (może też się nim stać pijąc piwo), jednak nie jest to argument wystarczający do delegalizacji alkoholu. Kolejny argument jest iście postmodernistyczny. Otóż sama nazwa „narkotyk” jest społecznym kagańcem. Mój znajomy piszę pracę magisterską na temat narkotyków. Z dotychczas zebranego przez niego materiału wynika, że szeroka definicja narkotyku obejmuje również kawę, papierosy i alkohol.
Zdaję sobie sprawę z tego, ze w Polsce jak na razie nie ma szans na legalizację. Wciąż i nadal będziemy wszyscy udawać święte oburzenie takimi sodomo-gomorycznymi pomysłami. Mamy będą blednąć i mdleć znajdując po kieszeniach swoich dzieci folijki z zausznymi roślinami, a babcie w ogóle będą sądziły, ze problem narkotyków dotyczy tylko bohaterów tzw zagranicznych filmów. Coś jest nie tak, kiedy w życiu publicznym jest tyle fikcji. I młodzi i trochę starsi palą jak smoki wawelskie i jeśli ktoś jest młody lub trochę starszy nie stanowi to dla niego żadnej tajemnicy, a najprawdopodobniej i sam popala. Stoi mi przed oczami obraz a’la monty phyton: młodzieniec inteligent ogląda serwis informacyjny. Słyszy, że Tusk przyznaje się do palenia marihuany. Młodzieniec mówi – ale ten Tusk ma PR – i bierze tzw. bucha.


Komentarze
Pokaż komentarze