ezekiel ezekiel
146
BLOG

Debata o marihuanie z Tuskiem w tle

ezekiel ezekiel Polityka Obserwuj notkę 0
Wczoraj niczym bomba atomowa eksplodowała wiadomość: Donald Tusk palił marihuanę. News okupował pierwsze miejsca internetowych serwisów informacyjnych przez wiele godzin. Następnie wybuchły dyskusje na różnego rodzaju forach, które stanowiły falę uderzeniową powstałą w wyniku wybuchu bomby. „Tusk palił zioło dla PR”, taka jest ogólna konkluzja. Mam wrażenie, że PR zaczyna powoli dominować rozważania o polityce. Podczas orędzia premiera (które swoją drogą wcale nie było orędziem) fora kipiały, ale nie były podgrzewane tym co powiedział Tusk, tylko jak Tusk powiedział. Wszyscy przystali na o, że PR jest dzisiaj dominującym elementem polityki i tak, ślizgając się po powierzchni można sobie analizować i analizować. Rzeźbienie w ekskrementach. Chciałbym jednak trochę z innej strony. Otóż chciałbym zostawić PR premiera i trochę obok pomyśleć o czymś głupim, dziecinnym, ale o tym nad czym dyskusja chyba jest nieunikniona.

            Premier Tusk paląc zioło wciągną Maryśkę nie tylko do organizmu, ale i do głównego nurtu. Nawet, w przeciwieństwie do Cllintona przyznał, że się sztachał. To się chwali. Nie jakiś tam cukierkowy gość, któremu koledzy widząc jego problemy z zaciągnięciem polecają powiedzieć na wdechu: „mama idzie”. Nie, nie. Tusk to prawdziwy mężczyzna. Zaciągał się głęboko i z premedytacją. Zawartość jego płuc sprzed 30 lat i rzekomy PR, bądź zwykła odwaga cywilna splotły się i rykoszetem mogą rozpocząć debatę nad tym, nad czym premier chyba dyskutować by nie chciał. A no… może skoro premier jarał, to może zalegalizować? 

              Oczywiście, sam argument wypełnionych gęstym dymem płuc premiera nie jest wystarczającym argumentem. A jakby premier (hipotetyczny) bił żonę, to należy rozpocząć dyskusję nad pozwoleniem bicia żon? Chyba nie. Uważam, że pierwsza dyskusja nad egalizacją marihuany może właśnie się rozpocząć. W Polsce jakiś Olejniczak kiedyś (zapewne na okoliczność wyborów, albo topniejącego poparcia) wspomniał o legalizacji, ale większej dyskusji na ten temat jeszcze nie było. Uważam, że jest szansa na nią teraz z kilku powodów. Po pierwsze premier, który dodał skrzydeł młodym entuzjastom palenia. O ile nie interesuje ich w większości polityka, tak news o spalonym premierze do nich dotrze. Po drugie (nie śledzę dokładnie tego zagadnienia) zdaje mi się, że jest to ogólnoeuropejski trend. Po trzecie badania, które mówią o tym, że bardzo wielu młodych ludzi pali, i moje doświadczenie organoleptyczne, które mówi, że palą wszyscy. 

            Czy to, że wszyscy biją żony świadczy o tym że… -nie. Jednak argument ten odpada, ponieważ bicie żon, popełnianie gwałtów i podobne sprawy są nierelawantne w dyskusji o legalizacji marihuany. Marihuana jak wynika z wielu badań (i tu szkolny błąd, bo żadnych nie przytoczę, zdaje mi się jednak, że WHO zrobiła na ten temat obszerniejszy raport około roku 1995) nie jest tak szkodliwa jak się powszechnie sądzi. Zawiera porównywalną ilość substancji szkodliwych, co papierosy, natomiast jej używanie jest znacznie korzystniejsze dla organizmu niż spożywanie wysokoprocentowych trunków. Oczywiście pojawia się argument uzależnień. Istnieje możliwość uzależnienia, ale w tym akurat przypadku raczej mowa o uzależnieniu psychicznym, takim jak uzależnienie od zakupów, seksu, telewizji, Internetu etc. Uzależnienie fizyczne raczej nie wchodzi w grę. Kolejnym argumentem przeciwników legalizacji jest tzw argument ogniwa pośredniego. Jeżeli ktoś zapali marihuanę, to zapewne będzie i wciągał. O ile nie jest on niedorzeczny, bo takie zjawisko naprawdę istnieje, o tyle jeśli legalne są trunki 20 proc, które stanowią ogniwo między piwem a wódką (w Niemczech w latach 90’ spowodowały wzrost spożycia trunków 40 proc wśród młodzieży), to dlaczego mielibyśmy nie legalizować marihuany. Oczywiście można powiedzieć, że ktoś, kto pije piwo może przerzucić się na wódkę i stać się alkoholikiem (może też się nim stać pijąc piwo), jednak nie jest to argument wystarczający do delegalizacji alkoholu. Kolejny argument jest iście postmodernistyczny. Otóż sama nazwa „narkotyk” jest społecznym kagańcem. Mój znajomy piszę pracę magisterską na temat narkotyków. Z dotychczas zebranego przez niego materiału wynika, że szeroka definicja narkotyku obejmuje również kawę, papierosy i alkohol.

             Zdaję sobie sprawę z tego, ze w Polsce jak na razie nie ma szans na legalizację. Wciąż i nadal będziemy wszyscy udawać święte oburzenie takimi sodomo-gomorycznymi pomysłami. Mamy będą blednąć i mdleć znajdując po kieszeniach swoich dzieci folijki z zausznymi roślinami, a babcie w ogóle będą sądziły, ze problem narkotyków dotyczy tylko bohaterów tzw zagranicznych filmów. Coś jest nie tak, kiedy w życiu publicznym jest tyle fikcji. I młodzi i trochę starsi palą jak smoki wawelskie i jeśli ktoś jest młody lub trochę starszy nie stanowi to dla niego żadnej tajemnicy, a najprawdopodobniej i sam popala. Stoi mi przed oczami obraz a’la monty phyton: młodzieniec inteligent ogląda serwis informacyjny. Słyszy, że Tusk przyznaje się do palenia marihuany. Młodzieniec mówi – ale ten Tusk ma PR – i bierze tzw. bucha.

ezekiel
O mnie ezekiel

Interesuję się wszystkim, więc na niczym się nie znam. Na moim blogu można w komentarzach rzucać mięsem. Jeśli jednak ktoś się na to decyduje musi się liczyć z faktem, że mięsem może dostać. Nie cenzuruję nikogo. Nie donoszę administratorom o naruszeniu regulaminu. Jeśli ktoś dostrzeże w jakimś poście kwantyfikator "Polacy-katolicy" i poczuje się dotknięty wydźwiękiem tekstu zapewne skieruje swoje oczy na opis chcąc z niego zadrwić. Korzystając z okazji skierowanego tu wzroku wyjaśniam, że kwantyfikator taki jest skrótem myślowym. Nie znaczy tyle co "wszyscy Polacy-katolicy", tylko ich większość. O ile oczywiście zgodzimy się, że grupy społeczne różnią się między sobą pewnymi cechami. A chyba się różnią, ponieważ na jakiejś podstawie potrafimy je wyróżnić. "Polacy-katolicy" to tylko egzemplifikacja. Dotyczy to wszystkich kwantyfikatorów znajdujących się w postach. Odczuwam pewien dyskomfort, gdy zwracam się do osób starszych wiekiem, lub naukowym tytułem per "Ty" nie tłumacząc dlaczego tak robię. Tu jest miejsce na wyjaśnienia. Jestem zwolennikiem stosowania netykiety, której jedna z zasad mówi, że zwracanie się w Internecie do kogoś w ten sposób jest w dobrym tonie i w pewien sposób zrównuje, czy też egalitaryzuje rozmowę. Nie jestem jednak doktrynerem, jeżeli ktoś sobie tego nie życzy w każdej chwili mogę zaprzestać tego procederu.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka