ezekiel ezekiel
235
BLOG

Moja krytyka liberalizmu

ezekiel ezekiel Polityka Obserwuj notkę 5

Kończą się wakacje. Dzieci idą do szkoły. Studenci do nauki, literaci do pióra. Pracownicy rzucają się w wir wyścigu szczurów. Będąc hybrydą tego wszystkiego odczuwam przez skórę nadchodzącą Zmianę. Koniec nicnierobienia. Znakiem końca nicnierobienia jest post. Przekroczę Rubikon i wakacje się skończą. 

           W ramach odpoczynku od odpoczynku czytałem. David Boaz „Libertarianizm”. Książka stworzona z myślą o niewybrednym czytelniku. To nie deprecjonuje jej jako dość ciekawej pozycji. Co zrobić, kiedy czyta się i się nie wierzy w większość tego, co się czyta? Polemizować. I najlepiej w piśmie. To oczyszcza. Ten kończący wakacyjną nudną, gęstą i nieproduktywną sielankę post jest właśnie polemiką ze sposobem myślenia Boaza i wielu jemu podobnych.

            Boaz nie występuje jako głos wszystkich libertarian. Zarysowuje główne koncepcje. Wciska kilka kiepskich żartów. I tak ja nie będę prowadził sporu z Boazem, tylko z głównym założeniem, jakie legło u podstawy filozofii wolnościowych.

            Na okładce książki jest cytat z amerykańskiego komika „Oddanie wadzy i pieniędzy rządowi jest jak oddanie whisky i kluczyków do samochodu nastolatkom”. I to jest credo libertarian, czy też ekonomicznych liberałów. Pijany nastolatek z całą pewnością nie działa racjonalnie. I taki właśnie jest rząd. Pijany nastolatek. Chce poszaleć. Rozwinąć skrzydła. Kto ma się przeciwstawić? Rodzic. Duch oddolnej amerykańskiej demokracji mówi, że rodzicem wobec rządu są obywatele. To oni powinni sprawować nad nim opiekę. Jest podejście odmienne od europejskiego, gdzie to państwo jest rodzicem, a obywatele są dziećmi. 

           Jest coś niepokojącego w demokracji po amerykańsku. Jest w niej ukryte założenie, że człowiek jest istotą racjonalną. Działa na chłodno, kalkuluje, a jeśli nie kalkuluje dzisiaj, to życie nauczy go kalkulować jutro, albo pojutrze. Niepotrzebne jest libertarianom szkiełko i oko socjologa. Sami widzą świat takim, jakim jest i podejmują decyzje najlepsze z możliwych. Decyzje w pełni oddolne, świadome, najlepsze dla nich samych. Czy tak aby naprawdę jest? Czy przypadkiem homo economicus nie jest mirażem?

           Człowiek z racjonalnością ma niewiele wspólnego. Nie podejmuje decyzji w oparciu o chłodną analizę. Otoczony jest światem, dyskursem, kulturą, własną przeszłością i antycypacją przyszłości, której archetypem może być macho, funny dumb, bądź cokolwiek innego. Ani macho ani dumb nie muszą być uświadomione. Ot kody kulturowe. Czy można dać władzę narodowi, którego spory odsetek wierzy w to, że ziemia jest płaska, a rząd komunikuje się z kosmitami? Pijany nastolatek. I takie oto obywatelskie społeczeństwo ma podejmować decyzje, które odbijają się czkawką dla tych, o których istnieniu owo społeczeństwo „wolnych przedsiębiorczych jednostek” nie zdaje sobie sprawy. 

           Nie jestem rzecznikiem autorytaryzmu. Jestem rzecznikiem społeczeństwa oświeconego. Wizja rządu jako pijanego nastolatka dzierżącego władzę i pieniądze mnie nie przekonuje. Nie przekonuje mnie ludowa mądrość, a tym bardziej jej kanalizacja w systemie ekonomiczno- społecznym. Oczywiście nie do końca pokłóciłem się z rozumem. Zdaje sobie sprawę z ogromnych niedomagań administracji. Ale żeby od razu dziecko z kąpielą?

           Co jest złego złego grodzonych osiedlach retorycznie pyta Boaz i jednocześnie  stwierdza, że jeśli ludzie grodzić się chcą, to nie ma w tym złego nic. Wolna wola homo economicus. I tak oto homo economicus wilkiem patrzy na złowrogi, zepsuty i gorszy świat, który znajduje się po drugiej stronie krat jego fortecy. A świat gorszy patrzy z zazdrością i nienawiścią na homo economicus zamkniętego w swojej twierdzy. Ani z jednej ani z drugiej perspektywy nie widzą pęknięcia.

          Pełna racjonalność podejmowania decyzji jest iluzoryczna. Aby podjąć decyzję w miarę racjonalną potrzebny jest aparat badawczy. Nie wierzę w gladwellowski błysk. Aparatu badawczego nie posiada niestety Kowalski. Dlatego pewne decyzje dla jego dobra powinien podjąć ktoś, kto jest w aparat takowy wyposażony. Bo niby, dlaczego w 60 tysięcznym mieście nie mogę iść do pubu i nie śmierdzieć dymem. Jeśli homo economicus w przedsiębiorcach nie działa, a niewidzialna ręka rynku nimi nie potrząsa, potrzebny jest zakaz administracyjny.

ezekiel
O mnie ezekiel

Interesuję się wszystkim, więc na niczym się nie znam. Na moim blogu można w komentarzach rzucać mięsem. Jeśli jednak ktoś się na to decyduje musi się liczyć z faktem, że mięsem może dostać. Nie cenzuruję nikogo. Nie donoszę administratorom o naruszeniu regulaminu. Jeśli ktoś dostrzeże w jakimś poście kwantyfikator "Polacy-katolicy" i poczuje się dotknięty wydźwiękiem tekstu zapewne skieruje swoje oczy na opis chcąc z niego zadrwić. Korzystając z okazji skierowanego tu wzroku wyjaśniam, że kwantyfikator taki jest skrótem myślowym. Nie znaczy tyle co "wszyscy Polacy-katolicy", tylko ich większość. O ile oczywiście zgodzimy się, że grupy społeczne różnią się między sobą pewnymi cechami. A chyba się różnią, ponieważ na jakiejś podstawie potrafimy je wyróżnić. "Polacy-katolicy" to tylko egzemplifikacja. Dotyczy to wszystkich kwantyfikatorów znajdujących się w postach. Odczuwam pewien dyskomfort, gdy zwracam się do osób starszych wiekiem, lub naukowym tytułem per "Ty" nie tłumacząc dlaczego tak robię. Tu jest miejsce na wyjaśnienia. Jestem zwolennikiem stosowania netykiety, której jedna z zasad mówi, że zwracanie się w Internecie do kogoś w ten sposób jest w dobrym tonie i w pewien sposób zrównuje, czy też egalitaryzuje rozmowę. Nie jestem jednak doktrynerem, jeżeli ktoś sobie tego nie życzy w każdej chwili mogę zaprzestać tego procederu.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (5)

Inne tematy w dziale Polityka