Przed tym zanim Nicpoń mnie zastrzeli, po tym jak stwierdził, że wolałby mieć siostrę oddającą swoje ciało mężczyznom za pieniądze, niż mieć brata o zbliżonych do moich poglądów przystępuję do inicjatywy przezeń zaproponowanej. W duchu chrześcijańskiego pojednania oczywiście, bo Nicpoń, proszę mnie poprawić, jeśli się mylę, poza tym, że strzela do lewaków, chodzi do Kościoła.
Co jest na początku? Słowo? Chaos? Oj naiwni. Na początku jest szkoła i przez nią wszystko się dzieje. Dlatego też, według mnie, najważniejszą instytucją społeczną jest oświata. A z nią u nas kiepsko. I mowa o niej przeważnie w dwóch przypadkach. Albo w przypadku wprowadzenia do kanonu lektur Jana Dobraczyńskiego i usunięcia Gombrowicza (na czym ten drugi skorzystał), albo w przypadku ZNPowskich strajków.
Zastanówmy się przez chwilę nad kwestią następującą. Zostawmy badania na boku i odwołajmy się do codziennej empirii. Część z nas się uczy, cześć niedawno się uczyła, część uczyła się dość dawno, ale za to zna nauczycieli. I właśnie pierwszą kwestią są nauczyciele. I codzienna empiria. Nauczyciele dzielą się z grubsza na dwie grupy. Pierwszą są szaleńcy – zapaleńcy, drugą, znacznie liczniejszą, ci, którzy nie bardzo wiedzieli, co ze sobą zrobić po studiach. Polski system edukacyjny premiuje średniaków. Przez niezmiernie liche pensje, przez niewielki prestiż zawodu, przez nudną pracę etc. Jeśli ta kwestia nie ulegnie zmianie nie mamy co liczyć na nową wspaniałą edukację. A pieniądz skąd? A niech szukają. Da się załadować w mityczny KRUS, to da się i w edukację. Tylko mocy woli brak.
Kwestią kolejną jest organizacja samych zajęć; z moim osobistym wrogiem na czele: dzwonkiem. Jest on wymysłem edukacji z czasów industrializacji, kiedy miał przyzwyczajać młodzież do drylu pracy w fabrykach. Od industrializacji trochę się zmieniło. Tylko nie szkoła. Poza krokodylami i paprociami polska szkoła jest żywą skamieliną.
Oceny stawiane w szkole reprodukują pozycje społeczne. Uczniowie z domów bogatszych, posiadające kapitał społeczno-kulturowy, nawykli do przyswajania wiedzy, która jest w szkołach wykładana mają ogromną przewagę nad uczniami z rodzin biednych. Ci drudzy zanim zdążą się „przestawić” na szkolny sposób przyswajania wiedzy zostaną zaklasyfikowani, jako uczniowie mało zdolni. Łatka mało zdolnego jest autosugestywna. Trudno się jej pozbyć uczniowi i uczącemu go nauczycielowi. To zwiększa prawdopodobieństwo reprodukcji pozycji społecznej. Dlatego ocenianie powinno być jak najdalej odwleczone w czasie. Powinno ono uwzględniać pozycję wyjściową, a nie jedynie wyniki. Uczniowie z rodzin z szerokim kapitałem kulturowym idąc do szkoły mają sporą wiedzę nabytą w domu. Uczniowie z niższych klas społecznych muszą nie tylko przyswoić wiedzę, ale również nauczyć się jej przyswajać.
Paternalistyczny sposób nauczania zabija inicjatywę i wolne myślenie. Formalna relacja uczeń-nauczyciel, mistrz-młokos, oświecony-ślepy utwardza struktury poznawcze. Karl Sagan pisał, że rozwój nauki możliwy jest przez podważanie autorytetów. Oczywiście kompetencje ucznia są liche w porównaniu z kompetencjami nauczyciela. Nie chodzi mi bynajmniej o okrzyk blondynki: „a ja mam inne zdanie i co?! Jest demokracja!”. Chodzi mi o stworzenie klimatu dla odwagi intelektualnej. A tymczasem nauczyciel w Polsce nie da sobie w kaszę dmuchać. Tzn. czasami da sobie nałożyć kosz na głowę, owinąć szyję gumą do żucia. Nie jest to jednak jakościowo to samo, co dmuchanie w kaszę jemu jako autorytetowi naukowemu. Nauczyciel to gość, któremu można nałożyć kosz na głowę, ale zapytanie się jego „do czego to [przedmiot, którego naucza] będzie nam potrzebne” grozi srogimi konsekwencjami.
Cóż o programie nauczania. Wszyscy wiemy jak jest. Dno, wodorosty, muł. Osławiony pantofelek, mitochondria transkrypcje DNA na RNA, Piastowie. Dzisiejsza szkoła potrzebuje nauki o odpowiedzialnej konsumpcji, o prawie handlowym, o Prawach Człowieka. Człowiek, aby był przygotowany do życia w tak złożonym społeczeństwie powinien mieć zajęcia z zakresu psychologii i socjologii. Musi wiedzieć, czym jest rozpuszczenie odpowiedzialności, żeby przez jego bezczynność ktoś obok nie wpadł pod pociąg. Musi wiedzieć, że wtedy, kiedy kobieta mówi „nie”, znaczy „nie”. Swoją drogą kobieta powinna wiedzieć, że mówienie „tak” nie jest aktem poniżenia. Potrzebna jest również rehabilitacja przedmiotów ścisłych.
Bolączką systemu edukacyjnego są korepetycje. Język angielski umieją biegle głównie ci, których rodziców stać jest na korepetycje. Podobnie jest z dostaniem się na dobrą uczelnię. I znowu reprodukcja pozycji społecznych. Najczęściej na studiach dziennych uczą się ludzie, których rodziców było stać na „kursy przygotowawcze”. Szkoła średnia z pewnością nie przygotuje ucznia do bycia studentem dobrej państwowej uczelni.
Polska szkoła to szkoła fikcji. Szkoła z religią zamiast etyki i nadętymi apelami zamiast twórczych warsztatów. Szkoła bez pasji uczenia. Raczej przechowalnia niż instytucja oświecenia. Polskie szkolnictwo nie zauważyło jak zmienił się świat. Nie zauważyli tego nauczyciele, bo z ich perspektywy trudno jest zauważyć pewne trendy. Nie zauważyli tego politycy, bo są oni funkcją poziomu wykształcenia społeczeństwa.


Komentarze
Pokaż komentarze (55)