Rzucam okiem na przepastne zasoby Sieci Polskiej i co widzę? Owsiaka. Złego Owsiaka. I dopada mnie niemoc. Liczne zastępy anktów emigrantów, których aktywność obywatelska ogranicza się do wymienienia największej liczby wyrazów, w których można by użyć akronimu PO, siedzi i zastanawia się, dlaczego akcja jest bardziej szkodliwa niż terror poprawności politycznej czy pęta eurokołchozu. Wypada tylko usiąść i zapłakać. Usiadłem, zapłakałem i rodzę post. Zostawiam jednak większość argumentów antkowych popleczników, stronników, spadkobierców intelektualnych i klonów. Nad nimi zapłakałem.
Jest jednak argument, który pojawia się niepokojąco często. Nie jest to bynajmniej argumentum ad personam dotyczący cwaniactwa, cynizmu, mordowania woodstokowiczów i czegoś tam jeszcze skoligaconego. Ten argument to metaargument, który jest troszkę obok osobistych sympatii i antypatii. Dotyczy on relacji państwa i społeczeństwa obywatelskiego.
Jeśli płacę podatki, to jestem zwolniony z dobroczynności. Moje podatki są moją dobroczynnością. Dobroczynność pozapodatkowa jest w istocie zło-dziejstwem. Bo co w istocie przyczynia się bardziej do bierności administracji niż jej wiedza, że ktoś wykona jej zadania za nią?
W Skandynawii podatki są, o czym wiedzą zwolennicy i przeciwnicy tego modelu, bardzo wysokie. Jednak przynależność do NGO jest tam kilkunastokrotnie wyższa niż w Polsce. Pomimo tego, że państwo bardzo dobrze wywiązuje się tam ze swoich obowiązków, społeczeństwo decyduje się zrzeszać i pozapaństwowo działać w organizacjach różnej maści.
Nie ma sprzeczności między państwem a społeczeństwem obywatelskim. Polskie zręby civil society to marna grupka zapaleńców, którzy nie czakają, aż im dadzą, tylko organizują się, aby zapychać dziury. Jedną z tych dziur jest służba zdrowia, a Owsiak i jego ludzie, to zapaleńcy, którzy ją łatają. Gdyby nie oni, sprzętu, który kupili po prostu by nie było. Społeczeństwo obywatelskie jest po to, aby łatać niedomagania państwa. Jedną z funkcji współczesnego państwa, czy też organizacji ponadnarodowych i międzynarodowych jest wspieranie społeczeństwa obywatelskiego.
John Naisbitt już w latach osiemdziesiątych dostrzegł tendencje świadczące o narastającej decentralizacji i wzroście siły społeczeństwa obywatelskiego. Były to, jak to nazywał, megantrendy, które miałby wyznaczać kierunek rozwoju procesów społeczno-politycznych. Procesy te dzieją się w ramach państw i ponad ich granicami. Ten, kto tego nie rozumie nie rozumie idei nowoczesnego państwa i społeczeństwa obywatelskiego. Antynomia anarchizm (czy anarchokapitalizm)-etatyzm jest fałszywa. Społeczeństwo obywatelski i państwo to nie byty pozostające ze sobą w konflikcie. To byty komplementarne i im więcej osób zdaje sobie z tego sprawę tym lepiej. Choćby dlatego, że dorzucą się do sprzętu medycznego.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)