ezekiel ezekiel
48
BLOG

Państwo vs. społeczeństwo obwatelskie. Sprzeczność fałszywa

ezekiel ezekiel Polityka Obserwuj notkę 3

 Rzucam okiem na przepastne zasoby Sieci Polskiej i co widzę? Owsiaka. Złego Owsiaka. I dopada mnie niemoc. Liczne zastępy anktów emigrantów, których aktywność obywatelska ogranicza się do wymienienia największej liczby wyrazów, w których można by użyć akronimu PO, siedzi i zastanawia się, dlaczego akcja jest bardziej szkodliwa niż terror poprawności politycznej czy pęta eurokołchozu. Wypada tylko usiąść i zapłakać. Usiadłem, zapłakałem i rodzę post. Zostawiam jednak większość argumentów antkowych popleczników, stronników, spadkobierców intelektualnych i klonów. Nad nimi zapłakałem.

 

            Jest jednak argument, który pojawia się niepokojąco często. Nie jest to bynajmniej argumentum ad personam dotyczący cwaniactwa, cynizmu, mordowania woodstokowiczów i czegoś tam jeszcze skoligaconego. Ten argument to metaargument, który jest troszkę obok osobistych sympatii i antypatii. Dotyczy on relacji państwa i społeczeństwa obywatelskiego.

 

            Jeśli płacę podatki, to jestem zwolniony z dobroczynności. Moje podatki są moją dobroczynnością. Dobroczynność pozapodatkowa jest w istocie zło-dziejstwem. Bo co w istocie przyczynia się bardziej do bierności administracji niż jej wiedza, że ktoś wykona jej zadania za nią?

 

            W Skandynawii podatki są, o czym wiedzą zwolennicy i przeciwnicy tego modelu, bardzo wysokie. Jednak przynależność do NGO jest tam kilkunastokrotnie wyższa niż w Polsce. Pomimo tego, że państwo bardzo dobrze wywiązuje się tam ze swoich obowiązków, społeczeństwo decyduje się zrzeszać i pozapaństwowo działać w organizacjach różnej maści.

 

            Nie ma sprzeczności między państwem a społeczeństwem obywatelskim. Polskie zręby civil society to marna grupka zapaleńców, którzy nie czakają, aż im dadzą, tylko organizują się, aby zapychać dziury. Jedną z tych dziur jest służba zdrowia, a Owsiak i jego ludzie, to zapaleńcy, którzy ją łatają. Gdyby nie oni, sprzętu, który kupili po prostu by nie było. Społeczeństwo obywatelskie jest po to, aby łatać niedomagania państwa. Jedną z funkcji współczesnego państwa, czy też organizacji ponadnarodowych i międzynarodowych jest wspieranie społeczeństwa obywatelskiego.

 

            John Naisbitt już w latach osiemdziesiątych dostrzegł tendencje świadczące o narastającej decentralizacji i wzroście siły społeczeństwa obywatelskiego. Były to, jak to nazywał, megantrendy, które miałby wyznaczać kierunek rozwoju procesów społeczno-politycznych. Procesy te dzieją się w ramach państw i ponad ich granicami. Ten, kto tego nie rozumie nie rozumie idei nowoczesnego państwa i społeczeństwa obywatelskiego. Antynomia anarchizm (czy anarchokapitalizm)-etatyzm jest fałszywa. Społeczeństwo obywatelski i państwo to nie byty pozostające ze sobą w konflikcie. To byty komplementarne i im więcej osób zdaje sobie z tego sprawę tym lepiej. Choćby dlatego, że dorzucą się do sprzętu medycznego.

ezekiel
O mnie ezekiel

Interesuję się wszystkim, więc na niczym się nie znam. Na moim blogu można w komentarzach rzucać mięsem. Jeśli jednak ktoś się na to decyduje musi się liczyć z faktem, że mięsem może dostać. Nie cenzuruję nikogo. Nie donoszę administratorom o naruszeniu regulaminu. Jeśli ktoś dostrzeże w jakimś poście kwantyfikator "Polacy-katolicy" i poczuje się dotknięty wydźwiękiem tekstu zapewne skieruje swoje oczy na opis chcąc z niego zadrwić. Korzystając z okazji skierowanego tu wzroku wyjaśniam, że kwantyfikator taki jest skrótem myślowym. Nie znaczy tyle co "wszyscy Polacy-katolicy", tylko ich większość. O ile oczywiście zgodzimy się, że grupy społeczne różnią się między sobą pewnymi cechami. A chyba się różnią, ponieważ na jakiejś podstawie potrafimy je wyróżnić. "Polacy-katolicy" to tylko egzemplifikacja. Dotyczy to wszystkich kwantyfikatorów znajdujących się w postach. Odczuwam pewien dyskomfort, gdy zwracam się do osób starszych wiekiem, lub naukowym tytułem per "Ty" nie tłumacząc dlaczego tak robię. Tu jest miejsce na wyjaśnienia. Jestem zwolennikiem stosowania netykiety, której jedna z zasad mówi, że zwracanie się w Internecie do kogoś w ten sposób jest w dobrym tonie i w pewien sposób zrównuje, czy też egalitaryzuje rozmowę. Nie jestem jednak doktrynerem, jeżeli ktoś sobie tego nie życzy w każdej chwili mogę zaprzestać tego procederu.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Polityka