ezekiel ezekiel
42
BLOG

Nędzy dziennikarstwa winny jest System. Przez duże S

ezekiel ezekiel Polityka Obserwuj notkę 11

Magda Zena Sadurska popełniła tekst o miałkości dziennikarstwa. Rozwodziła się i rozwodziła, a wraz z tym piętrzeniem się rozwodzenia post zdawał się być coraz bardziej naiwny. Skąd to dziennikarstwo takie liche? I dlaczego coraz lichsze? Post Sadurskiej, to raczej jakieś impresje, stumień świadomości. Nie wynika z niego żadna konkluzja. To może ja sobie pokonkluduję jako nie-dziennikarz, acz na co dzień mający do czynienia z mechanizmami jego działania.

            Dziennikarstwo jest miałkie, bo system jest miałki. Ten System przez duże S. Wszyscy znamy jego przypadłości, tylko nie wszyscy widzimy, że należałoby ten system, co najmniej, obalić a zamiast niego ustanowić krainę szczęśliwości. Jako, że jest to mało prawdopodobne można przyjąć postawę emigranta wewnętrznego, złościć się i szukać alternatyw dla siebie. Ciągle czekając na rewolucję oczywiście.

 

            Skąd się biorą dziennikarze? Najczęściej są pobierani, albo sami się pobierają ze studiów. I co na tym bardziej cierpi: studia czy dziennikarstwo? Cierpi i jeno i drugie. Dziennikarz na studiach, to dziennikarz, który nie studiuje, nie przekopuje papirusów w świątyni wiedzy, nie robi tego, co powinien robić student, czyli studiować. Priorytetem dla niego jest praca. A priorytetem dla jego przełożonych jest idiotyczny „profesjonalizm”, o którym można powiedzieć wiele, ale nie to, że kładzie szczególny nacisk na przekopywanie papirusów papirusów świątyni wiedzy. Student-dziennikarz, to człowiek, który się powinien uczyć, ale tego nie robi, ponieważ rynek pracy mu na to nie pozwala. Nie opłaca mu się uczyć. Po pierwsze, dlatego, że stypendia naukowe są na większości uczelni tak wysokie, że można miesięcznie za nie kupić buty sztuk dwie i trochę piwa, ale na Korzenie Totalitaryzmu, Postmodernizm Nycza i piwo już nie styknie. Studentom nie opłaca się aspirować do stypendium, bo więcej zarobią nie tylko w mediach, ale nawet na kasie w Realu. Po drugie rynek pracy jest tak dziwnie skonstruowany, że jeśli kończy się studia i nie ma się praktyki zawodowej, jest się nikim. I tutaj jest trochę winy uczelni wyższych, które bardziej są zajęte chowem wsobnym kiepskich doktorów niż konstruowaniem programów, w których większy nacisk był położony na życiowość materiału.

 

            No i znowu rynek. Ale teraz Rynek przez duży R. Samoregulująca łapa nie chce od studenta merytoryki, tylko papiura. W czasach tyranii CV ważniejsze są w nim poszczególne punkty niźli to, to się pod nimi kryje. Magister dziennikarsta, socjologii, politologii, tego i owego. Ależ zapraszamy! Oczywiście, jeżeli magistrze masz praktykę zawodową, bo Twoja wiedza, nazwijmy ją teoretyczna, nam się do niczego nie przyda. Wiadomo nie od dziś, a w mediach wiadomo to najlepiej, że teoria jest potrzebna teoretykom. A nam jest potrzebna praktyka.

 

            Rynek mediów działa tak jak … rynek? Produkt musi się sprzedać. Nie musi być wartościowy (i tutaj oczywiście podniosą się głosy, że jeśli się dobrze sprzedaje, to znaczy że jest wartościowy); musi jedynie znaleźć konsumenta. "Dobra wiadomość to zła wiadomość." I cóż więcej chcieć? Niuansowania? Po co? Niuansowanie się nie sprzedaje. Komu zresztą miałoby być sprzedane? Konsument newsa również jest under power of profesjonalizm. Nie musi się znać na niczym innym niż na profesjonalnym wykonaniu swojej pracy.

 

            Wędrówka po drabinie dziennikarskiego profesjonalizmu jest dość prosta i można ją streścić w dość prostej regule: „zapierdalaj, zapierdalaj, zapierdalaj”. Nikt niczego więcej od Ciebie nie wymaga. Nie musisz się znać. Musisz robić. Profesjonalnie. A Twoje studia? Ładnie wygląda magister, być może i podwójny w CV, ale tutaj się on nie przydada.

 

            Dziennikarze biorą się z tego samego miejsca, z którego bierze się coraz więcej magistrów z utrzymującym się na tym samym poziomie czytelnictwem książek w skali kraju. Dziennikarz jak każdy magister, to ktoś, kto ze swoich studiów wynosi umiejętność omijania zajęć i biblioteki, aby się profesjonalizować. A pracodawca to taki ktoś, kto wymaga od studenta profesjonalizmu, a to czy on biblioteke odwiedza, czy omija łukiem o promieniu jak największym już go nie interesuje.

 

            Dziennikarska profesja jest na równi pochyłej. Dzieje się to na przecięciu niekompetencji szkół wyższych, konsumpcjonizmu informacyjnego i wspierających go działań wolnego rynku. Dobry dziennikarz, to profesjonalny dziennikarz, przy czym jego profesjonalizm jest tym, czego wymaga od niego system. Ten System przez duże S.

ezekiel
O mnie ezekiel

Interesuję się wszystkim, więc na niczym się nie znam. Na moim blogu można w komentarzach rzucać mięsem. Jeśli jednak ktoś się na to decyduje musi się liczyć z faktem, że mięsem może dostać. Nie cenzuruję nikogo. Nie donoszę administratorom o naruszeniu regulaminu. Jeśli ktoś dostrzeże w jakimś poście kwantyfikator "Polacy-katolicy" i poczuje się dotknięty wydźwiękiem tekstu zapewne skieruje swoje oczy na opis chcąc z niego zadrwić. Korzystając z okazji skierowanego tu wzroku wyjaśniam, że kwantyfikator taki jest skrótem myślowym. Nie znaczy tyle co "wszyscy Polacy-katolicy", tylko ich większość. O ile oczywiście zgodzimy się, że grupy społeczne różnią się między sobą pewnymi cechami. A chyba się różnią, ponieważ na jakiejś podstawie potrafimy je wyróżnić. "Polacy-katolicy" to tylko egzemplifikacja. Dotyczy to wszystkich kwantyfikatorów znajdujących się w postach. Odczuwam pewien dyskomfort, gdy zwracam się do osób starszych wiekiem, lub naukowym tytułem per "Ty" nie tłumacząc dlaczego tak robię. Tu jest miejsce na wyjaśnienia. Jestem zwolennikiem stosowania netykiety, której jedna z zasad mówi, że zwracanie się w Internecie do kogoś w ten sposób jest w dobrym tonie i w pewien sposób zrównuje, czy też egalitaryzuje rozmowę. Nie jestem jednak doktrynerem, jeżeli ktoś sobie tego nie życzy w każdej chwili mogę zaprzestać tego procederu.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (11)

Inne tematy w dziale Polityka