Wczoraj zadziała się historia. Wskazuje na to wiele. Wskaźnikiem zadziania się historii jest współczynnik skorelowanych z danym wydarzeniem bzdur. WTC zostało zburzone przez rząd USA, przed tym z jego podziemi wywieziono ciężarówkami miliard ton złota, WTC 7 wysadził jego właściciel, ewakuowano wszystkich Żydów, przewidział to Mr. Damus, samolot miał podczepioną rakietę, a w pentagon uderzyła już tylko sama rakieta. Nawet się nie postarano o samolot. Obok wież było widać UFO, w wieżach eksplodujące ładunki wybuchowe, a w dymie satana, Grzegorza Schetynę i Jerzego Urbana. Zadziała się historia i pobudziła umysły karmione Archiwum X. Barack Obama jest naszym lokalnym satanem, którego istnienie przewidział już wieszcz, jako, że czterdzieści i cztery imię jego, przeto Adolf był satenem podwójnym, bo 88. Znowu Mr. Damus nadał wydarzeniu szczególny wydźwięk, bo oto nadszedł czarny papież, a o powszechnym przeświadczeniu, że Barack padnie ofiarą zamachu już wspominać nawet nie trzeba.
Tak. Wczoraj zadziała się historia. Hamburgery ożyły, poszły do urn i wybrały zmianę. Namiętności ożyły, polityczność ożyła. Cóż jest bardziej politycznego niż nadzieja zmiany? Chęć zmiany jest motorem rewolucji i ewolucji. I kto nie zauważył, że rewolucja zadziała się wczoraj, ten coś ważnego przespał.
Barack Obama ma ten dar uwodzenia, tą piękną i niebezpieczną umiejętność podkładania żaru. Jego przemówienia wydają się być tym, czym były liryki, erotyki i wierszydła poety romantycznego. Przez romantycznego poetę, takoż przez Obamę, wydaje się przemawiać coś większego niż on. Mówią dzieje, mówią ideały, mówi sen, w tym samym miejscu, tylko trochę później; podobno mówi także Bóg i mówią symbole. Śmierć papieża przemówiła do Tomasza Lisa tak czule, że aż się na wizji rozmazał. Barack Obama przemówił do tłumacza w TNV 24 tak, że temu głos się połamał i ślinę głośno musiał łykać. I nikt mi nie powie, że Obama jest produktem, który został wypromowany przez CNNy i TVNy. Barack Obama sam się wyprodukował.
Barack Obama jest zmianą. Jest wskrzesicielem hamburgerów i tokarzem piłującym ostatnie łańcuchy. I owszem, może utopić się we własnej popularności, może się okazać prezydentem bardzo lichym w stosunku do tego, jakim jest mówcą, może zostać przez rynki finansowe zdzielony niewidzialną ręką, może nie poradzić sobie z kryzysem, Irakiem, Iranem etc. Ale to nie jest tak ważne, jakby się zdawało. Świat polityki, to również świat symboli, o czym tak trudno przekonać zwolenników realpolitik, którzy tylko lancami historię piszą. Pożyjemy zobaczymy. Ci, którzy chcieli zmiany, dostali ją. Obyśmy żyli w ciekawych czasach.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)