Dzisiaj już spłodziłem jeden tekst na temat Obamy. Opuściłem po tym akcie lokal mieszkalny. Siedząc na przystanku i opowiadając przygodnym ludziom historię swojego życia, zastanawiałem się po raz kolejny nad kwestią zmierzchu cywilizacji białego człowieka. Bo, że zmierzch cywilizacji, że czterdziesty i czwarty satan i że czarny papież to już wiadomo.
Nie wiemy, jakim Obama będzie prezydentem. Możemy spekulować obserwując jego pierwsze decyzje personalne i wypowiedzi. Wiele wskazuje na to, że nie będzie on rewolucjonistą. Raczej sprawnym administratorem w europejskim stylu. Oczywiście na chwilę obecną jest to wróżenie w fusów. Można jednak domniemywać, że inercyjność systemu polityczno-społecznego nie pozostawi wiele pola Obamie. Rynki finansowe już wczoraj upomniały się o jakąś deklarację, która byłaby im wodą na młyn, oliwą do ognia, lub innym granatem w ognisko. Obama będzie musiał lawirować. Jak każdy polityk w postpolitycznej rzeczywistości. Z jednym małym zastrzeżeniem: wróżenie z fusów.
Biorąc jednak to z fusów wróżenie za dobrą monetę można domniemywać, że kadencja Obamy dla historii zaczęła się w listopadzie a zakończyła się wczoraj. Możliwe, że Obama będzie całkiem sprawnym politykiem, możliwe, że uda mu się zdobyć reelekcję, ale to co historia zapamięta wydarzyło się między listopadem a styczniem. Wybór i zaprzysiężenie czarnoskórego prezydenta jest wydarzeniem na tyle doniosłym, że Obamie-jako-prezydentowi trudno będzie dokonać czegoś bardziej doniosłego. Obama-zjawisko rozpoczął się wraz z początkiem kampanii wyborczej, płynąc na fali wznoszącej aż do dnia wyborów, aby osiągnąć swą historyczność między listopadem a styczniem. Teraz przyszedł czas na Obamę-prezydenta, który zapewne ugrzęźnie na rafach inercyjności. Nowa jakość już nastąpiła. Teraz li tylko musi się zinternalizować.
Spełnił się sen Luthera Kinga. Jeden dziejowy przełom na prezydenturę chyba wystarczy. Chociaż, skąd mogę wiedzieć. Wróżenie z fusów.


Komentarze
Pokaż komentarze (12)