Wyrok w sprawie linczu we Włodawie obudził mścicieli. Właściwie, może tylko ich pobudził, bo mściciele nigdy nie śpią. Szukają, więc mściciele przedmiotu swojej zemsty. Świat jest dla nich miejscem poszukiwania kolejnych personifikacji zła, które należy zatłuc pogrzebaczem. Sprawa najoczywistsza z oczywistych. Lincz był aktem samoobrony mężczyzn, którzy bronili bezpieczeństwa swoich rodzin. Wyrok dokonany na Józefie Maczetniku był najoczywistszy z oczywistych: śmierć poprzez zlanie łomami i pogrzebaczami.
I nie chodzi mi tu bynajmniej o usprawiedliwienia Mechetmana. Józef z pewnością był postacią odrażającą. Z całą pewnością zawiodło państwo. Z całą pewnością samosąd był materializacją bezsilności. Jednak rozłożenie akcentów budzi mój silny sprzeciw. Bo co? Wyrwali chwasta włodowianie? I teraz każdy włodowianin i pcimianin będzie mógł, jak mu się policja nie pospieszy zaciukać sąsiada? Sprawa jest bardzo delikatna, ale sąd nie może dać zielonego światła, do polowania na niegrzecznych sąsiadów, albo na lewaków.
Kolejną sprawą jest sprawa policjantów, według niektórych osądzonych zbyt łagodnie. Przeświadczenie zbyt łagodnego osądzenia opiera się na bzdurnej przesłance, na nieuświadomionym założeniu, podłóg którego policjanci musieli zdawać sobie sprawę z tego, że Józek albo zabije albo zginie. Oczywiście. Państwo zawiodło. Nie ma co do tego żadnych wątpliwości. Jednak czy policjanci powinni być osądzeni surowiej niż zabójcy? Wolne żarty. Chyba, że przyjmie się założenie, że wiedzieli, ze Józek albo zabije, albo zginie.
Najłatwiejszym i najprzyjemniejszym, za przeproszeniem oczywiście, jest podejście do sprawy od dupy strony. Józef Maczetnik zawalczył mieczem, od miesza zginął, zadziała się sprawiedliwość dziejowa, na drodze której stanął zdemoralizowany sąd i oderwani od rzeczywistości prawnicy. Taka jest interpretacja ogólnoobowiązujaca, jak ogólnoobowiązujacy jest instynkt zemsty. Wypada jednak przenieść akcenty. Dlaczego Józek jako recydywista po wyjściu z pierdla łapie za siekierę i idzie odwiedzić znajomych? Co się z tym Józkiem w więzieniu działo? Józek za każdym kolejnym wyrokiem dziczał i dziczał. Bo polskie więzienie to więzienie demoralizujące. To przechowalnia i fabryka potworów. Nie istnieje w nich resocjalizacja, a w społeczeństwie jest przyzwolenie, oczywiście ku swojej własnej zgubie, żeby z więźniami obchodzić się jak ze śmieciami.
Co z policją? Policja to taka instytucja, która najczęściej stoi i suszy na dziewiątce. Słyszał ktoś, żeby policjant kogoś zatrzymał po to, aby poinformować o jakiejś niedogodności? Nie. Miśki suszą na dziewiątce. No i miśki czasem zlewają doniesienia o Józku z maczetą. Nie szczególne mają ciśnienie na pomoc i służebność.
Państwo jest chore, bo społeczeństwo państwu chorym być pozwala. Mściciele mają na bolączki związane z Józkiem Maczetnikiem jedno rozwiązanie: większą maczetę. Drogie panie i panowie mściciele. Nie łomem i nie przyzwoleniem na użycie łomu buduje się sprawne państwo. Nie od tej strony to wszystko.


Komentarze
Pokaż komentarze (33)