Kilka dni temu na blodu elGuapo dane mi było podroczyć się z Krzysztofem Ligęzą na temat iście fundamentalny. Autor postu dywagował na temat boskiej natury. Zastanawiał się, za przeproszeniem, czy Bóg to mamusia, czy tatuś. Mamusia: nadopiekuńcza, tatuś: dumny. Jednak z Panem Krzysztofem polecieliśmy chyba trochę mniej infantylnie. Tak mi się przynajmniej zdaje. Bo rozstrzygaliśmy nie o bożych przymiotach, tylko o tym czy bóg istnieje. Pozwolę sobie tutaj na prywatę i, o ile oczywiście Krzysztof przeczyta niniejszy wpis, chciałbym przeprosić, że nie odnosiłem się do wszystkich jego argumentów. Rozmowa za pomocą tekstu ma swoje tarcie.
Przez media przetacza się kampania informująca o kampanii propagandowej brytyjskich humanistów-racjonalistów. Boga raczej nie ma, don’t worry be happy. Ostatnio również przez salon przetacza się fala postów teotematycznych. Co każe ludziom dywagować na temat tak oto dziwaczny czy bóg jest tatusiem, czy mamusią? Z moich mieszkaniowo-spacerowo-infantylnych dywagacji nad obserwacjami wynika wniosek następujący.
Wszystkiemu winne jest naturalnie zadawane przez człowieka pytanie o cel. Pytanie „dlaczego” każe poszukiwać planu, praprzyczyny wszechrzeczy i kierunku jej dążenia. Tymczasem wychodząc poza perspektywę ludzkiej skłonności do zadawania takiego pytania okazuje się, że jest ono zupełnie bezsensowne. Najzwyczajniej na świecie nie musi istnieć na nie odpowiedź. Paradygmat dlaczegóżyzmu każe nam doszukiwać się intencjonalności tam gdzie jej nie może być. Dla procesów jest zupełnie obojętne czy one się dzieją czy się nie. Niegdyś ludzie zadawali pytania o cel uderzenia pioruna. Dzisiaj nikt o zdrowych zmysłach nie doszukuje się boskiego planu w wyładowaniach atmosferycznych. Ot grzmotnął i tyle. Jak ktoś się zastanawia dlaczego tu a nie gdzie indziej to googluje zagadnienie, albo ogląda discovery. Pytanie o cel uderzenia nie jest już zadawane, ponieważ objęliśmy umysłem (przynajmniej część z nas, a kolejna część udaje że to zrobiła) mechanizmy zjawiskiem rządzące. Teraz wystarczy ekstrapolować a-dlaczegóżyzm piorunowy na wszechrzecz. Don’t wory be happy.
Natalie Angier w Kanonie opisywała skłonności przenoszenia czystoludzkiego doświadczenia na grunt fizyki. Przyzwyczajeni do myślenia w kategoriach społecznych nie trafimy wyjść poza nasz człowieczy metadyskurs. Patrzymy na świat za pomocą klisz znanych nam z codziennego doświadczenia. Dlatego żaden chłopski rozum ani mądrość dziada nie ma zastosowania w próbach zrozumienia mechaniki kwantowej. W świecie makroskopowym nie ma analogii. Nasz intuicja zupełnie zawodzi. Zawodzi też intuicja nasza kiedy myślimy o impecie. Impet nie istnieje. Nie istnieje również odpowiedź na fundamentalne pytanie „dlaczego”. Koniec i bomba. Be happy.


Komentarze
Pokaż komentarze (36)