Napisane mam w opisie swoim jak wół, że jestem jednym z panbronkowych załogantów. Wychodzę, więc z cienia i zabieram głos w sprawie, u której źródeł powstania byłem obecny. Kilka tygodni temu Marek Migalski zwierzył się nam (czyli Wildsteinowi i ekipie, która wygląda w programie jak paprotki), że prof. Iwanek współpracował z tymi stojącymi po tej stronie, po której stało ZOMO i zabójca Popiełuszki. Sprawa była właściwie znana już od jakiegoś czasu i szeptały o niej wierzby i wróble ćwierkały na mieście, ale do, za przeproszeniem, mainstreamu wpłynęła za pośrednictwem Migalskiego. No i zaczęło się. Migalski ma spore problemy z otwarciem przewodu habilitacyjnego.
Sprawa śmierdzi na kilometr, albo i dalej, bo choć Migalski nie jest rekordzistą w ilości publikacji, to znane są przypadki, w których profesorostwo poszczycić się błyskotliwszymi dokonaniami naukowymi nie może. No i co? Ostatecznie zwolennicy TWkracji mają rację? Walnęła w łeb Migalskiego macka układu? Szara sieć oplątała mu szyję i dusi i dusi?
I tak i nie. Migalski padł ofiarą układu, układziku, sieciątka, sitwy i sitweki. Jednak to nie TW, SB, UB, KGB, PZPN są tu winne. One są jedynie funkcją inercji systemu. A co Ty stary pierdolisz? – zapytacie - Kase Ci za to dają? Otóż kasę dostaję od Bronisława Wildsteina, więc zarzut o płatne poglądy raczej odpada. Jeden z moich dobrych kolegów opowiadał mi o sytuacji tworzenia się układu-układziku i sitewki na jednej z prestiżowych polskich uczelni katolickich (oksymoron?) i nie chodzi bynajmniej tu o Wyższą Szkołę Kultury Społecznej i Medialnej. Centralnym węzłem sieci był autonomiczny pracownik naukowy, zdaje się nawet osoba duchowna. Hodował on sobie i nadal hoduje stadko biernych, miernych, ale wiernych.
Polski system nauki jest systemem chowu wsobnego i biedy. Natenczas, kiedy ideolodzy wojują o przewód habilitacyjny Migalskiego oskarżając o całe zło kreskę grubą jak komin Titanica, polska nauka kuleje przez brak etosu, systemu weryfikacji naukowej, braku pieniędzy i około miliona innych czynników. USS Migalski pływa po niespokojnych wodach układu walcząc z grzebieniami fal, a dyskusja wokół niego jest, jak zwykle w Polsce dyskusją nad skutkami, a nie nad przyczynami.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)