Kuba Janiszewski z ekspozytury UB, czyli Tok Fm przed chwilą zakończył antenową rozmowę z Katarzyną Malinowską – Sempruch, członkinią ekspozytury międzynarodówki libertyńsko-homoseksualnej, czyli Open Society Instytute na temat dopalaczy. Oj radzili i knuli libertyni na temat narkotyków, bo przecież tym w istocie są dopalacze. Że to nie zakazać trzeba, tylko edukować. I do tego nie tak edukować jak się edukuje, tylko inaczej; a w zawieszeniu i domyśle dynda sowo promocja. No i mówią wokoło tematu, że dużo złego i Polakom wóda czyni i że papierosy są niemodne. A nie mówią jak trawa młodą duszę zasmradza. Nakłamali, naknuli i włączyli serwis informacyjny, jakby nigdy nic. Jakby nie rozumieli ile szkody uczynili zagubionym w ziejącym pustką świecie wchodzącym w życie młodym ludziom, którzy akurat przypadkiem po drugiej stronie sitka się usadowili. Przecież im się kręgosłup moralny z chrząstki w kość właśnie przeistacza. I każde zgięcie jego jest jak oplątanie drutem i wygięcie gałązki podczas hodowli drzewka bonsai. Rachityczna gałązeczka-kręgosłupik już nigdy się nie wyprostuje. Będzie krzywić się podług fałszywej świadomości płynącej zza sitka ekspozytury eurosodomiczno-gomoryczej. Biedny ten młodzian, który myśli, że wóda tożsama jest z trawą. Wódę, bowiem pili i Mickiewicz, i Słowacki, i Sienkiewicz, i Malczewski, a blanty to jara Janiszewski, James Hetfield i jarał Hendrix.
Nie po raz pierwszy i nie po raz ostatni obracamy się w świecie rozdartym między sferą deklaracji a sferą rzeczywistą. Bo Polska taka jest; jak lawa. Z wierchu wygląda inaczej niż w środku (zostawmy kwestię ściśle merytoryczne różniące lawę od magmy). I partie wszystkie się wzdragają złotymi ustami swech świecznikowych na myśl o paleniu jointów. Bo przecież lud ciemny kupi. To nic, że młodzi posłowie trawę palą jak smoki (danych nie mam, ale mniemam). To nic, że dzieci posłów starszych palą trawę częściej niż ich ojcowie i matki piją wódkę w hotelu posłowym. Trzeba zamknąć sklepy dopalaczowe, bo przypowieść o gałązce z drzewka bonsai i młodym kręgosłupie w elektoracie tak głęboko jest zakorzeniona jak wiedza, że białe jest czarne, a czarne jest białe. Lud chce kupić rzeczywistość sfabrykowaną, to trzeba mu ją sprzedać i zakazać handlu dopalaczami. I lewica i prawica zawarły tu kompromis, bo antycypacja spadających słupków spaja silniej niż beton.
Panowie posłowie, Panie posłanki, Wysoka Izbo. Rzeczywistość w dupie ma Wasze gusła o niebezpieczeństwie dopalaczy i trawy, czy czegośtam jeszcze, tak jak w głębokim poważaniu ma młodzież opowieści o, nomen omen, cudnej katoetyce seksualnej, czego dowodem jest chędożenie się młodzieży na obraz i podobieństwo królików. Na nic Wasze złote usta, z których potokami wypływają frazy o zagrożeniach i potępieniach, o niemoralności, przewinie i patologicznych subkulturach.
Kiedyś na reklamach piwa bezalkoholowych mrugano oczami na potęgę. I ja oczywiście nigdy świństw tych w ustach nie miałem ;), ani nikt z moich znajomych również ;), ale wiadomym jest mi, krążą po mieście tzw. urban mythy, że pali trawę więcej młodzieży niż pali papierosy. I że dostać się do kogoś, kto sprzeda, poczęstuje lub da w prezencie jest równie łatwo jak dostać się do instytucji, która sprzeda mi książkę, którą chciałbym przeczytać, a najbliższej bibliotece wystąpił jej deficyt. I nic tu nie pomogą zamilczenia, albo dorabianie do rzeczywistości wirtualnych norm. Panowie posłowie, panie posłanki, Was po prostu musi rozjechać walec historii, a na Wasze miejsce musi wskoczyć ktoś, kto niczym Kuba Janiszewski powie wszem i wobec: edukować młodzież należy po czym im głowa będzie bolała, a co im deską grobową po łapach dać może.
Rzeczywistość jest gdzie indziej. Ale Naród Polski jak lawa. Z wierzchu inny aniżeli w środku.


Komentarze
Pokaż komentarze (6)