Pamiętam zatroskaną twarz ministra Giertycha Romana podczas konferencji w jednej z, bodajże, gdańskich szkół sprzed kilku lat. Konferencję zatroskany Roman zorganizował w tej samej sali tej samej szkoły, w której nastolatka, imieniem Anna, była molestowana. W wyniku molestowania popełniła samobójstwo. Roman się zatroskał niemożebnie i tuż pod krzyżem i godłem wyglądając niczym ubernauczyciel pomstował na cośtam. Zapewne na zanikający standard i coraz bardziej miałką moralność. Określając ministra możnaby posłużyć się określeniem klasyka, który zrugał niegdyś dziennikarzy znajdując paralelę między nimi a światem zwierząt.
Dzisiaj w buty Giertycha wchodzą ci politycy, którzy na tragedii porwanego i zabitego Polaka próbują napompować słupki. Politycy PiSu, aby nazwać ich określeniem klasyka, który niegdyś uchodził za najwyższego z bliźniaków, wyrzucają Tuskowi, że to dyplomacja, że to niepotrzebnie mówił o okupie a nawet jego braku. A jakby, tak Ryszard Czarnecki w przyszłości zasiadł za sterami władzy w przyszłości, to sam pojechałby do Pakistanu, kałaszem góry zaorał i wyciągnął rodaka z opałów.
Nie mogą się powstrzymać ci, których cytując Ludwika Wielkiego możnaby nazwać, tak jak Ludwik nazwał dziennikarzy, przed napompowaniem słupka nawet w najbardziej obrzydliwy sposób. Bo przecież i sam George połamał sobie zęby na porywaczach. Ale co tam. Prawo i Sprawiedliwość w przyszłości, jak przejmie władzę w przyszłości i zamiast cudów zastosuje czyny, to będzie żyło się dłużej. Wszystkim.


Komentarze
Pokaż komentarze (17)