Salon zazwyczaj rozpływa się rocznicowo. Rocznice hańby, chwały, meandry i zakręty historii. Czekałem dzisiaj na notkę dotyczącą 200 rocznicy urodzin Karola Darwina. Oczywiście czekałem na próżno. Nie wiem, czy notki takowe się zostały sporządzone i decyzją adminów spadły od razu po tym jak się pojawiły, czy na SG nie było ich w ogóle. W każdym razie uważam, że wypadałoby gdzieś między postami o śmierci Neuhausa, które były obecna na SG przynajmniej w dwóch ciałach wspomnieć również Darwina.
Karol Darwin w młodości nie był żadnym omnibusem. Trochę się uczył, trochę się nie uczył. Jak podobno Einstein. Z tym, ze ten drugi, wbrew temu, co się potocznie sądzi uczył się bardzo dobrze. Wielka przygoda Darwina rozpoczęła się w 1835, kiedy na statku HMS Beagle opływał wyspy i wysepki podpatrując przyrodę. Statek był sposobem Darwina na wyrwanie się z domu. Jego obecność na pokładzie podobno została załatwiona przez wpływowego ojca. To tam Darwin zaczął dostrzegać strzępki, które następnie poskładał w całość w jednej z najważniejszych książek w historii ludzkości. W wieku 50 lat, po 20 latach konsultacji naukowych, 150 lat temu Darwin zdecydował się opublikować „O pochodzeniu gatunków”. Książka zmieniła świat. Od tamtej pory teoria doboru naturalnego i ewolucji w darwinowskim paradygmacie była potwierdzana przez kolejne odkrycia.
Przypomnienie daty urodzin Darwina wydaje się szczególnie istotne w coraz dziwniejszych czasach. Oto w erze, kiedy korzystamy z komputerów częściej niż z nóg triumfy zaczynają na powrót święcić dziwaczno-magiczne opowiadania o prawiekach. Świat na powrót staje się magiczny. Coraz silniej zdaje się bulwersować myśl o tym, że ludzie pochodzą od małp. Pogrobowa zemsta Gasseta, który takiej rebelii mas chyba sobie nie wyobrażał. Ale spokojnie. Może kogoś to uspokoi: człowiek tak naprawdę nie pochodzi od małp, tak jak nikt nie pochodzi od swojego brata. Mamy jedynie wspólnych rodziców


Komentarze
Pokaż komentarze (7)