ezekiel ezekiel
67
BLOG

Przysposobienie do życia w rodzinie: co to za zwierz?

ezekiel ezekiel Polityka Obserwuj notkę 0

Dawno nie widziałem telewizora. Oj dawno. Nie tęskniłem szczególnie. Ale jak już człowiek zalegnie na kanapie, to w trymiga przypomina sobie, co to znaczy magnetyzm telewizji. Moc! No i oglądam. Tu discovery i jakiś komandos, który przeżywa na Syberii; tu Seagal, który przeżywa w pociągu, a jego wrogowie nie; a tu Clooney na łódce, który nie przeżywa sztormu. Ale za to jak pięknie go nie przeżywa. Wczoraj, lub przedwczoraj śledziłem dwie fabuły na raz. Był czas na strawę dla ducha, a dzisiaj przyszedł czas na strawę dla intelektu. No, więc Fakty na TVN. Problemy. Kwestie społeczne. I od razu wiem, jak te problemy rozwiązać. Bo mi dziennikarze powiedzieli. Mogę następnie obejrzeć Rozmowy Niedokończone. I tam też dziennikarze o wyższej szkole kultury opowiadają mi swoje recepty. A prawda leży, jak zawsze, po środku. Bo wiadomo: jak stoją sobie trzy kobiety, dwie flankowe są w ciąży, to prawda leży po środku i ta wewnętrzna też jest trochę w ciąży. 

            Można sobie drwić z medialnych recept, ale co najmniej jedno w telewizyjnych serwisach jest dość istotne. Mianowicie sygnalizacja pewnych problemów. Fakty dzisiaj zasygnalizowały problem młodzieńczej seksualności, której system edukacyjny udaje, że nie widzi. Sprawa pojawiła się w kontekście 13 letniego ojca z Wysp. Pojawiły się obawy licznych środowisk, że może być zbyt mało dojrzały na pełnienie roli rodzica, chociaż z Bożą pomocą powinien dać radę.

             W Polsce problem istnieje również. Bo edukacja seksualna to przedmiot właściwie nieistniejący. Jeśli się jednak w jakiejś szkole pojawi, to rodzic może w każdej chwili uratować dziecko przed poprawnością polityczną i wypisać nieboraka z zajęć dotyczących spraw waginalno-fallicznych. Ja osobiście bym również był za tym, aby rodzice swoje dzieci z historii wypisywali, bo naucza ona piórem SBeków o prezydencie nie w kontekście jego zdrady, ale bohaterstwa. A biologii w paradygmacie ewolucyjnym. I nie ma miejsca na rzetelną, wolną dyskusję naukową o inteligentnym projekcie. Wszystko to przecież nie pozostaje obojętnym dla dziecka. Nie dość, że może się nauczyć o tym, że Wałęsa nie był aż taki zły to jeszcze odkryje w swoich rodzicach potomków małpoludów.

             Aby jednak rodzice nie podejmowali zbyt pochopnych decyzji dotyczących wypisywania latorośli z zajęć o zabezpieczeniach przedmiot został trochę zamaskowany. Przysposobienie do życia w rodzinie. Bo w Polsce seks uprawia się tylko w rodzinie. I dzieci muszą o tym wiedzieć. Że rodzina jest pierwa względem konkubinatów i dyskotekowych szaleństw. I dzieci muszą wiedzieć od podstawówki, że podstawowa komórka, to bynajmniej nie iPhone.

 Tak naprawdę nie wiem jak wygląda program nauczania na takich zajęciach dzisiaj. Pamiętam jak wyglądał 4 lata temu, kiedy jeszcze miałem sposobność uczęszczać. Zanim się poszło na taki warsztat, to należało przedstawić zaświadczenie od rodziców, że się zgadzają. Bo przecież mają prawo się nie zgodzić. Mają prawo, żeby ich dziecko Boga w sercu nosiło jak najdłużej. Temu ostatniemu prawu z kolei służył system wypisów z religii. Bo o ile na uczestniczenie w przysposobieniu rodzinnym młodzian musiał dostać zgodę rodziców, to musiał również dostać zgodę dotyczącą zajęć religii, z tym, że ta zgoda dotyczyła nieuczestniczenia.

             Dobrze byłoby, aby w Polsce wychowonie seksualne było właśnie wychowaniem seksualnym, a nie przysposobieniem rodzinnym. Bo młodzież stoi nie przed wyzwaniem założenia rodziny, tylko przed groźbą założenia jej, jeśli nie będzie wiedziała jak się zabezpieczyć. A życie rodzinne niechaj stanie się częścią przedmiotu, który będzie rozwijał zdolności interpersonalne. Bo, wbrew temu, co można sądzić patrząc na plan zajęć licealisty i gimnazjalisty, nie występują one li tylko w rodzinie.

             Najbystrzejsi dostrzegą jednak pewien istotny szczegół. Przecież szkrab/ojciec rodzinie z Wielkiej Brytanii również był edukowany seksualnie. I wpadł. Ale chyba lepiej dziecku powiedzieć, żeby na czerwonym nie przechodziło, niż zostawić to „dobremu obyczajowi”. Z pewnością nie zaszkodzi. A nuż, ktoś dowie się, że za pierwszym razem również można dostąpić stanu błogosławionego, coca cola nie jest najlepszym środkiem antykoncepcyjnym, a prezerwatywę stosuje się inaczej niż doustnie.

ezekiel
O mnie ezekiel

Interesuję się wszystkim, więc na niczym się nie znam. Na moim blogu można w komentarzach rzucać mięsem. Jeśli jednak ktoś się na to decyduje musi się liczyć z faktem, że mięsem może dostać. Nie cenzuruję nikogo. Nie donoszę administratorom o naruszeniu regulaminu. Jeśli ktoś dostrzeże w jakimś poście kwantyfikator "Polacy-katolicy" i poczuje się dotknięty wydźwiękiem tekstu zapewne skieruje swoje oczy na opis chcąc z niego zadrwić. Korzystając z okazji skierowanego tu wzroku wyjaśniam, że kwantyfikator taki jest skrótem myślowym. Nie znaczy tyle co "wszyscy Polacy-katolicy", tylko ich większość. O ile oczywiście zgodzimy się, że grupy społeczne różnią się między sobą pewnymi cechami. A chyba się różnią, ponieważ na jakiejś podstawie potrafimy je wyróżnić. "Polacy-katolicy" to tylko egzemplifikacja. Dotyczy to wszystkich kwantyfikatorów znajdujących się w postach. Odczuwam pewien dyskomfort, gdy zwracam się do osób starszych wiekiem, lub naukowym tytułem per "Ty" nie tłumacząc dlaczego tak robię. Tu jest miejsce na wyjaśnienia. Jestem zwolennikiem stosowania netykiety, której jedna z zasad mówi, że zwracanie się w Internecie do kogoś w ten sposób jest w dobrym tonie i w pewien sposób zrównuje, czy też egalitaryzuje rozmowę. Nie jestem jednak doktrynerem, jeżeli ktoś sobie tego nie życzy w każdej chwili mogę zaprzestać tego procederu.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka