Istnieją w Polsce pewne grupy społeczne niezwykle podatne na zmiany poglądów. Sytuacja jest dynamiczna. Permanentna rewolucja trwa. Kalejdoskop, Panta Rei i te sprawy. Gimnastyka intelektualna, którą serwuje swoim sympatykom Jarosław Kaczyński wymaga nielada elastyczności. Mechanizm dławienia dysonansu poznawczego zwolennik Jarosława musi mieć opanowany do perfekcji. W przeciwnym wypadku odpada. Przegrzanie systemu nerwowego, zapalenie opon mózgowych. A jazda jest bez trzymanki.
Historia zaczyna się nie tak znowu dawno temu, raptem 3 lata temu. Koalicja Kaczor Donald była pewna. Kraj przeżarty przez korupcję i toczony rakiem układu miał przeżyć wstrząs. Terapia szokowa miała wypędzić złe duchy. Transparencja była niezwykle istotna, aby zaszokować ludzi, tak aby ci już nie dawali ani nie brali łapówek. Na wizji Kaczor i Donald debatowali nad tym jak podzielić władzę sprawiedliwie i podług prawa. Jednak gdzieś z tyłu głowy była frustracja. Frustracja koalicjanta Tuska przemieniała go w wilka, a o tym, w co frustracja zamieniła niedoszłego premiera z Krakowa mogliśmy się niedawno przekonać. Nie udało się dogadać pomimo całej mądrości głoszonych przez Jana Rokitę „oktrojowań”. Już wiedziano, że to fałszywa merytoryka frustrata.
Wszystko zaczęło się układać w logiczną całość. Frustracja PO zaczęła rozlewać się po narodzie. Nietknięci frustracją pozostali solidarni. Reszta przemienił się w sforę liberałów. Wszystko tak trwało w klarownym podziale kilka dni. Okazało się jednak, że nie aż taki liberał straszny jak go malują. Weszła więc między solidarnych liberalna Zyta Gilowska. A następnie tak ustawodawca prawem sprawiedliwie i solidarnie rozporządził, że ściął podatki dla tych, którzy byli już dość majętni.
Odszedł również gabinet sprawiedliwy i prawy od transparentności i w hotelu sejmowym, żona stanu, Beger ukazała jak wygląda, wydawałoby się off kamera, merytoryczny dobór współpracowników.
Kazimierz Marcinkiewicz będąc najlepszym na świecie polskim premierem od czasów Mieszka I dość szybko się popsuł. A teraz jeszcze okazało się, że kupuje buty i te no, jak to one tam, te te; koszulki za pieniądze, które zarobił na niszczeniu ojczystej waluty. I stało się co miało się stać. Miejsce premiera z Gorzowa zajął premier z Żoliborza Jarosław. Wprawdzie obiecywał, że premierem nie zostanie, w czasie, kiedy prezydentem jest jego bliźniak. Wspólnota genetyczna na tak wysokich stanowiskach trąciła familiokracją. Ojczyzna jednak zawołała i cóż było robić. A cóż było robić jak PO sfrustrowane poniechało naprawy kraju? Trzeba było kraj naprawiać z Romanem i Andrzejem. Władza, aby walczyć o standardy wprowadziła Łyżwińskiego i Danutę. Nie pamiętam jak Jarosław to wytłumaczył swoim sympatykom. Jedno jest pewne. Sympatycy przygarnęli kopka.
Kaczyński ustami swoich przybocznych ganił rząd obecnie urzędujący za sianie PR. Plastiwy Donek. Tak się nabijali z PR-u tuskowego zwolennicy Jarosława. Ale stało się. Jarosław się splastikowił. Jeszcze, co prawda nie słyszałem z ust tych, którzy narzekają na przewagę formy Tuska zgrywów z Jarosława. I chyba nie usłyszę. „Dziewczyny nie cuda” są widocznie tak potrzebne krajowi jak niegdyś Łyżwa.
No i znowu zaczyna się dziać. Zaczyna się przebąkiwać o POPiSie. Jak wytłumaczyć stronnikom, że Donald, to nie jest taki zły? Te kły to mu na czas kryzysu wypadły? Że jak się zna na cenach owoców, chleba i jajek, to będzie idealnym wsparciem merytorycznym na trudny czas. A kręcone lody? Przełknęli Łyżwińskiego, przełknął i kręcenie lodów.
Jak jednak z poglądami nadążyć za Kaczyńskim? Moją radą dla zwolenników jest po prostu deklaracja poparcia dla osoby prezesa. Nie należy popierać konkretnych pomysłów szefa. Później trzeba się wstydzić, odszczekiwać i tłumaczyć. Należy popierać samego szefa.
Komentarze
Pokaż komentarze (42)