ezekiel ezekiel
58
BLOG

Eutanazja

ezekiel ezekiel Polityka Obserwuj notkę 11

 

Ostatnio za sprawą włoskiego casusu Elueny Englaro stało się na powrót głośno o eutanazji. Również z Polsce pobrzmiało echo wywołane tamtą sprawą. Najprawdopodobniej kroi się druga, po przypadku Mariusza Świtaja, debata o uśmiercaniu na życzenie. No i znowu mur. Po jednej stronie, nie ukrywam, że z ta strona jest mi bliższa, znajdują się zwolennicy wyboru, po drugiej entuzjaści prawonaturalizmu.
 
            Paweł Śpiewak pisał o nierozwiązywalnych dylematach demokracji. Istnieją kwestie, które nie zostaną, bo nie mogą zostać, rozwiązane za pomocą konsensusu. Ich rozwiązanie jest splecione z podeptaniem wartości którejś ze stron. Gra jest zerojedynkowa. Moja wygrana, Twoja przegrana. I w tym przypadku dotarliśmy do miejsca gdzie nie ma miejsca na kompromis. Nie ma Prawdy leżącej po środku między ojcem Elany a ojcem Terlikowskim. Moralne oko któregoś z nich zostanie, jak niegdyś brzydko mówiła moja katechetka, zagównione.
 
            Pytaniem, które wydaje się być niezwykle istotnym jest pytanie o „prawo” do decydowania o czyimś bycie, bądź niebycie. Zostawmy na boku zaskakującą kwestię częstego splecienia poglądów przychylnych karze śmierci z poglądami nieprzychylnymi eutanazji. Myślimy kalkami, wbrew temu, czego oczekują od nas klasyczni liberałowie nie jesteśmy racjonalni, nasze systemy wartości bywają eklektyczne. Dość dygresywnych złośliwości. Podłóg entuzjastów prawonaturalizmu, w mózgu, ręku i słowie człowieczym nie można dopatrywać się legitymizacji autouśmiercenia. Nie człowiekowi o tym decydować. O odebraniu życia decyduje Ktoś (Coś) above. Eschatologia miesza się z metafizyką, a ze zbratania tego wychodzi mish mash argumentu racjonalnego i guślarskiego. Bo to przecież nie ten, który chce się (kogoś ze swojej rodziny) uśmiercić decyzję powinien podejmować. W gestii jego jest ino decydowanie o wyborze koloru samochodu, pracy, książki, którą ma wziąć w łapę, dodatkowych zajęć, na które wyśle swoje dziecko, o ile takie posiada, bądź wyboru studiów. Wybory ostateczne zachowane są dla instancji najwyższej, której jak wiadomo Plany są Tajemnicą. Dlatego pokorni powinniśmy zostawić kwestie ostateczne ostatecznej instancji. Koniec. Kropka. Nie ma kompromisów. Kompromisów nie zawiera Bóg, a jego ziemscy namiestnicy powinni o tym wiedzieć. Absolutyzm, bądź, jak pisali Soderqvist i Bard, a co mi się spodobało przez to, że wyrażenie brzmi mądrze: totalizm.
 
            Problem się pojawia wtedy, kiedy coraz mniej osób wierzy w Absolutyzm. Nie wierzę w instancję Najwyższą. Instancje niższe, a i owszem. A te instancje powinny być organizowane nie podług tego, w co totalista wierzy, tylko podłóg tego, co można by nazwać empatyzmem (od empatii). Nie Pokora wobec (i tutaj wstawić najodpowiedniejszy wyraz) decyduje o uśmierceniu moim, bądź uśmierceniu kogoś z mojej rodziny, tylko moja arbitralna decyzja. To ja jestem Panem dla siebie w chwili ostatecznej i nie ma Panów innych przede mną. To ja decyduje gdzie jest granica upokorzeń i mogę nie zgadzać się na niesienie krzyża, gwiazdy Dawida, półksiężyca etc. Czy jestem Panem również dla kogoś, kto jest Eluaną? Jestem, o ile nie ma nadziei, że ten ktoś będzie sam swoim Panem.
 
            Cuda się nie zdarzają. Z tego, co mi wiadomo nikt nie ozdrowiał z AIDS, ani z zaświatów nie wrócił po akcie dekapitacji. Medycyna dość precyzyjnie odpowiada na pytanie, czy ktoś ma szansę powrotu do świata świadomych, czy nie. Na odwagę zakrawa stwierdzenie, że podmiotem w sytuacji niemożności powrotu do samoświadomości, nie jest „Eluana”. Podmiotem jest rodzina. „Eluanie” jest wszystko jedno. Wycieranie buzi jej „cierpieniem” jest nieuczciwe. Nie, to nie „Eluana”, jest najważniejsza. To jej rodzina jest najważniejsza. „Eluana” jest tylko skorupą tego bytu, którym była zanim znalazła się w stanie, którym jest. Poza podobieństwem fizycznym nic jej nie łączy z kimś, kim była wcześniej. Ciągłość samoświadomości została przerwana i nigdy już nie zostanie przywrócona. Koniec. Kajuk.
 
            Czym mój arbitralizm różni się od arbitralizmu prawonaturalnych? W moim świecie jest miejsce dla Terlikowskiego. W świecie Terlikowskiego nie ma miejsca dla mnie.
ezekiel
O mnie ezekiel

Interesuję się wszystkim, więc na niczym się nie znam. Na moim blogu można w komentarzach rzucać mięsem. Jeśli jednak ktoś się na to decyduje musi się liczyć z faktem, że mięsem może dostać. Nie cenzuruję nikogo. Nie donoszę administratorom o naruszeniu regulaminu. Jeśli ktoś dostrzeże w jakimś poście kwantyfikator "Polacy-katolicy" i poczuje się dotknięty wydźwiękiem tekstu zapewne skieruje swoje oczy na opis chcąc z niego zadrwić. Korzystając z okazji skierowanego tu wzroku wyjaśniam, że kwantyfikator taki jest skrótem myślowym. Nie znaczy tyle co "wszyscy Polacy-katolicy", tylko ich większość. O ile oczywiście zgodzimy się, że grupy społeczne różnią się między sobą pewnymi cechami. A chyba się różnią, ponieważ na jakiejś podstawie potrafimy je wyróżnić. "Polacy-katolicy" to tylko egzemplifikacja. Dotyczy to wszystkich kwantyfikatorów znajdujących się w postach. Odczuwam pewien dyskomfort, gdy zwracam się do osób starszych wiekiem, lub naukowym tytułem per "Ty" nie tłumacząc dlaczego tak robię. Tu jest miejsce na wyjaśnienia. Jestem zwolennikiem stosowania netykiety, której jedna z zasad mówi, że zwracanie się w Internecie do kogoś w ten sposób jest w dobrym tonie i w pewien sposób zrównuje, czy też egalitaryzuje rozmowę. Nie jestem jednak doktrynerem, jeżeli ktoś sobie tego nie życzy w każdej chwili mogę zaprzestać tego procederu.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (11)

Inne tematy w dziale Polityka