ezekiel ezekiel
131
BLOG

Ciężka dola etyki konserwatywnej

ezekiel ezekiel Polityka Obserwuj notkę 11

 

Barack Obama zdjął zakaz finansowania badań nad komórkami macierzystymi z pieniędzy publicznych. Komórki macierzyste wydają się być kluczem do rozwiązania wielu istotnych problemów, z którymi boryka się dzisiejsza medycyna. Dzięki swoim umiejętnościom różnicowania się w niemalże każdą komórkę organizmu dają one szansę na leczenie chorób związanych z ubytkiem komórek nerwowych, choćby Alzheimera. Są również nadzieją dla osób poruszających się na wózkach inwalidzkich. Istnieje kilka sposobów ich pozyskiwania. Jednym z nich jest pobieranie komórek od zarodków. I choć te właśnie komórki dają największe nadzieje, stanowią oś sporu, na którym zasadzał się zakaz wydany przez Busha. Pomimo że nadzieję dają ludziom widocznym gołym okiem, to stanowią zagrożenie dla zarodka.
 
            Dzisiaj w poście swojemu zaniepokojeniu dał ujście Marek Przychodzień z Klubu Jagiellońskiego. Powołałem się na konkretnego autora, ale jego sposób myślenia właściwy jest wielu konserwatystom. Zbiór argumentów jest dość przewidywalny i w miarę stały. Po pierwsze, zarodek jest człowiekiem. Po drugie, choć ten argument rzadko bywa wyrażany wprost, cywilizacja naukowa niczym innym nie jest jak cywilizacją śmierci. Po trzecie: dokąd to wszystko zmierza? Nie przypisuje wszystkich tutaj argumentów Przychodzieniowi, jednak reminiscencje każdego z nich w jego tekście można odnaleźć.
 
            Ad. Po pierwsze.
Wielu konserwatystów zrezygnowało z argumentu „odhumanizacyjnego”. Zakłada on, że złem samym w sobie jest produkcja dzieci przez panów w białych kitlach zamiast „cudu i tajemnicy alkowy”. Argument takowy niesie za sobą sporo niepożądanych implikacji. Bo skoro odhumanizowanie jest złem samym w sobie, to dlaczegóżby nie protestować przeciwko dializie, która, nie da się ukryć, euhumanizowana nie jest. Zostaje, więc na rzecz zarodka argument potencjalności. Zabijając zarodek zabijasz potencjalnego człowieka. Jednak, jeśli odpadł agrument odhumanizowanej produkcji, potencjalnym zabiciem człowieka jest również umycie rąk. Istnieją możliwości techniczne stworzenia człowieka ze złuszczonych komórek naskórka. Skoro jednak nie sprzeciwia się konserwatysta samej technicyzacji tworzenia ludzi, powinien zaprzestać mycia rąk. A, że złuszczanie naskórka jest nieuniknione poleca się pątnicze biczowanie się, co wieczór. I choć oczywiście zarodek ludzki jako genotyp jest człowiekiem, to nasza wspólnota genetyczna jakoś mnie nie przekonuje, aby przyznawać mu człowiecze prawa. A jeśli jemu, to i naskórkowi.
 
            Ad. Po drugie.
Przykładny konserwatysta ma awersję do nauki. Takiej nauki przez duże N. Nauka, jak zauważyła Natalie Angier, jest w powszechnym mniemaniu zajęciem dla dzieci. Dojrzały myśliciel ślęczy godzinami nad Hobbsami i Platonami nie poważając ścisłych. Zamiast wziąć do ręki, za przeproszeniem Dawkinsa woli studiować myśl klasyczną. Zamiast Świata Nauki woli Teologię Polityczną. Zamiast Wilsona, woli myśl Akwinaty, zamiast Pinkera - Burka, zamiast Feynmana i Drexlera woli Orygenesa. Konserwatysta patrzy na naukę z nieufnością, ta, bowiem po pierwsze nie leży w polu jego niezwykle dojrzałych zainteresowań. Ponadto ma moc przekształcania rzeczywistości, to już zarzut nie od czapy. Konserwatysta widzi naukę jako coś, co ręka w rękę idzie z lewicą w boju o znienawidzony postęp. Mariaż nauki i lewicy jest co najmniej wątpliwy. Nauka wydaje się nie posiadać ideologicznych afiliacji. Przecież Przychodzień swoje reakcyjne posty piszę na komputerze a nie pierunem na tablicach skalnych. Konserwatysto! Papież słucha MPtrójek!
 
            Ad. Po trzecie.
Ciężki jest los konserwatysty. Jego etyka konstruowana jest na tym, czego już nie ma. Etyka uświęcona tradycją ma w sobie zakonserwowany pierwiastek przeszłości. Konserwatysta postrzega byt jako ciągłość. To, co się stało niegdyś, jest i dzisiaj i na wiek i wieków amen. To, co się dzieje, lub dziać będzie, a co odbiega od tego, co się wydarzyło jest niebezpieczną aberracją, z którą należy walczyć. Przyszłość jest czymś niebezpiecznym. Postęp nie istnieje. Istnieje tylko dywersja bytu, który sprzeciwia się własnej naturze ufundowanej na pocie i krwi budowniczych status quo. Najlepiej jest, więc wszelaką zmianę na wszelki wypadek oprotestować. To, czego nie było, nastąpić nie powinno. Bo, do czego do doprowadzi? Skąd ma to konserwatysta wiedzieć, skoro rzecz się jeszcze nie wydarzyła? Skąd wiadomo, że Obama nas wszystkich nie wymorduje, skoro morduje zarodki?
ezekiel
O mnie ezekiel

Interesuję się wszystkim, więc na niczym się nie znam. Na moim blogu można w komentarzach rzucać mięsem. Jeśli jednak ktoś się na to decyduje musi się liczyć z faktem, że mięsem może dostać. Nie cenzuruję nikogo. Nie donoszę administratorom o naruszeniu regulaminu. Jeśli ktoś dostrzeże w jakimś poście kwantyfikator "Polacy-katolicy" i poczuje się dotknięty wydźwiękiem tekstu zapewne skieruje swoje oczy na opis chcąc z niego zadrwić. Korzystając z okazji skierowanego tu wzroku wyjaśniam, że kwantyfikator taki jest skrótem myślowym. Nie znaczy tyle co "wszyscy Polacy-katolicy", tylko ich większość. O ile oczywiście zgodzimy się, że grupy społeczne różnią się między sobą pewnymi cechami. A chyba się różnią, ponieważ na jakiejś podstawie potrafimy je wyróżnić. "Polacy-katolicy" to tylko egzemplifikacja. Dotyczy to wszystkich kwantyfikatorów znajdujących się w postach. Odczuwam pewien dyskomfort, gdy zwracam się do osób starszych wiekiem, lub naukowym tytułem per "Ty" nie tłumacząc dlaczego tak robię. Tu jest miejsce na wyjaśnienia. Jestem zwolennikiem stosowania netykiety, której jedna z zasad mówi, że zwracanie się w Internecie do kogoś w ten sposób jest w dobrym tonie i w pewien sposób zrównuje, czy też egalitaryzuje rozmowę. Nie jestem jednak doktrynerem, jeżeli ktoś sobie tego nie życzy w każdej chwili mogę zaprzestać tego procederu.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (11)

Inne tematy w dziale Polityka