Trochę mi głupio, że piszę na taki disco-polowy temat. Bo cóż można odkrywczego napisać o etyce seksualnej kościoła? Prawie nie zajmuję się bieżączką, a jak już się zajmę to Benedyktem XVI. Ale jak przejść obojętnie wobec twierdzeń typu „prezerwatywy zwiększają tylko problem AIDS”? Stwierdzenia takie wciąż dają mi powody do dziwowania się światem i nomen omen, świętego oburzenia.
Benedykt XVI poleciał do Afryki, jak to napisała Wyborcza, aby poszukiwać gorących źródeł wiary. Ale aby zdywersyfikować źródła zajrzałem również do Dziennika w poszukiwaniu czegoś, co mogłoby mi pomóc opanować dziwowanie. Nic z tego. Wszystko jak w Wyborczej. Możliwe są dwa wyjścia, albo Dziennik w poszukiwaniu czytelników poszedł w ślady Ludzi Czerskiej, albo Benedykt i jego otoczenie odleciało zupełnie. Osobiście obstawiam to drugie. Chociaż zapewne i w pierwszym coś jest na rzeczy.
Benedykt i jego świta wypowiadają się na temat prezerwatyw w Afryce w podobnym tonie jakby wypowiadali się na Oazie. A Afryka to nie podwórkowe kółko różańcowe Radia Maryja. I należałoby o tym pamiętać zarówno w Castel Gandolfo, a tym bardziej na Czarnym Kontynencie.
Nie od dzisiaj wiadomo, że kościół katolicki jest, że tak brzydko powiem, reakcyjny wobec rzeczywistości. Jego poglądy są poglądami cywilizacji laickiej z, jak to mówią gitarzyści elektryczni, delayem, a jak mówią ludzie od nas gorsi: z opóźnieniem kilkudziesięciu lat. Kościół już przywykł do przeszczepów i dializy. W kolejce czeka In vitro. Chociaż tutaj pojawia się problem nowego kościelnego fetyszu: zarodka, więc sprawa będzie skomplikowana. Czeka również na błogosławieństwo kondom. Z tym już powinno być trochę łatwiej, bo chodzi ino, o geografię wytrysku. Były nawet już pierwe jaskółki. Szumiały już niegdyś w Watykanie wierzby, że kościół zamierza, że tak się wyrażę, spuścić z tonu i nie traktować prezerwatywowej klątwy aż tak formalistycznie. Nowy papież pożegnał jednak wiosnę i się okopał. Benedykt XVI naucza więc afrykanerów, że prezerwatywy to zło, a słuszną drogą jest seksualna wstrzemięźliwość i szacunek do żony. I wszystko się zgadza, podobnie jak wszystko jest ok. w postulacie, aby na świecie wszyscy byli ładni, wiecznie młodzi, bogaci i oczytani. Jednak ani wiecznej młodościo-pięknościo-bogatowościo-oczytalności nie widać, tak nie sądzę, aby ktokolwiek z wyjątkiem kilku neofitów afrykańskich wziął sobie do serca słowa papieża. Można w tym kontekście przypomnieć choćby polskie rozważania na temat recepcji myśli papieża-polaka. Myśl się nie zrecypowała, czego znakiem widzialnym może być niegdysiejsze zawieszenie baselalla na kołku między Wisłą i Cracocovią. Wtem zwane „pojednaniem dla papieża”, a dzisiaj wyrazem niezmiernie podobnym, lecz o pejoratywnej konotacji i niestosownym przywoływania w poście o kościele.
I właściwie zdawałoby się, że nic mi do tego czy papież i jego wierni wierzą, że miejsce złożenia nasienia decyduje o życiu wiecznym pośród 72 dziewic (przepraszam wszystkich, których uczucia religijne uraziłem). Jednak, jeśli przyjazd zwierzchnika kościoła oznacza kakofonię dotyczącą zagadnienia życia i śmierci w regionie, za który wszyscy, jako gatunek, powinniśmy się czuć współodpowiedzialni, to już mnie to dotyka. Tak naprawdę nie wiem jaki jest autorytet kościoła wśród mieszkańców Afryki. Mniemam, że niemały. I jeśli pierwszy na ziemi po Bogu mówi, ze prezerwatywy są złe i że zamiast nich należałoby się wstrzymać przed kopulacją, to sądzę, że to pierwsze zapamiętane zostanie, a z tym drugim będzie jak z Wisłą i Cracovią.


Komentarze
Pokaż komentarze (19)