Miałem poszukać Prawdy o tym jak „24 letni historyk” Paweł Zazyk sprawuje się w swoim związku w kontekście bolkowego dziecka z nieprawego łoża. Czy się dobrze do swojej dziewczyny/żony/ex odnosi, czy na imprezach w studenckich klubach nie robił rzeczy, których nie przystoi bojownikowi o Prawdę, Demokrację i Otwartą Debatę. Materiałów źródłowych z pewnością by zbrakło, bo zawsze można byłoby się powołać na kogoś, kto nie życzy sobie, żeby się na niego powoływać. Temat ten muszę jednak zostawić na później i zająć się czymś istotniejszym.
Wyrus napisał o intelektualistach, którzy raz kościołowi przytakują, a innym razem go rugają. Na marginesie warto byłoby zauważyć, że presupozycją powyższego jest założenie, że w kościele intelektualistów nie ma. Osobiście bałbym się tak dalece posuniętą tezę stawiać, jednak wysrus, jak mniemam poczuwający się do wspólnoty, zapewne wie, co mówi.
Autor ma pretensje do intelektualistów za to, że ci popierają słowa kościoła dotyczące godziwej płacy, końca lustracji, kary śmierci, zjednoczenia Europy, sprzeciwiając się natomiast kościelnemu stanowisku w sprawie aborcji, oj przepraszam, „zabijaniu dzieci nienarodzonych”, eutanazji, antykoncepcji, i jak to ujął autor „parzeniu się na prawo i lewo”.
Nie widzę nic dziwnego w tym, że z kimś można się w niektórych kwestiach zgadzać i jednocześnie nie zgadzać się w innych. Bywa, że zgadzam się i z Kaczyńskim, i z Napieralskim, i z Niesiołowskim, i z Wildsteinem, i Gosiewskim, jeżeli tylko ten ma jakiekolwiek poglądy. Większość tego jednak, co mówią, to nie moja bajka. Nie znaczy to, że mam ich wszystkich potępiać w czambuł, lub podchodzić do słów któregoś z wyżej wymienionych z nabożeństwem.
Nie wiem, czy już jestem intelektualistą, czy ciągle jeszcze jestem w poczekalni. Wprawdzie najsilniejszymi korelatami, że się tak wyrażę, intelektualisty definiowanego przez człowieka prawicy (jako, że ten się ustawia w opozycji do intelektualistów) są poglądy tego pierwszego. Skoro ktoś popiera aborcję i eutanazję, to chyba ex definitio jest intelektualistą. A jeszcze do tego, jak używa zwrotów typu „ex cośtam,” to już wątpliwości chyba nie ma nikt.
Niektóre poglądy kościoła wydają się być słuszne, a inne wsteczniackie. I nie widzę powodu, żeby nie popierać kościoła w jego postulatach związanych choćby ze stosunkiem do kary śmierci. Patrząc jednak na seksualną obsesję kościoła nie mogę przestać się dziwować. Wydaje się, że z praktycznego punktu widzenia etyka prowadzenia samochodu wydaje się być istotniejsza niźli to, kto z kim i jak. Trudno jest mi się nie zgadzać z kościołem w kwestiach dla mnie bliskich, jak wyżej wymieniona kara śmierci i jednocześnie nie mogę się zgodzić z guślarską etyką seksualną, czy z podejściem do eutanazji.
Sprawę zgadzania i niezgadzania się intelektualistów z kościołem uważam za rozstrzygniętą. Pozostaje jednak pytanie ważkie. Jak to się dzieje, że katolicy - czemu dawali wielokrotnie wyraz na swoich blogach - są wprawdzie przeciw aborcji, eutanazji i pilnują się płciowo, a jednocześnie są zwolennikami kary śmierci? Intelektualista instrukcjami kościoła nie jest związany. Może więc sobie w jego poglądach przebierać jak w szufladzie z bielizną. Jak to się jednak dzieje, że katolik wybiera sobie z poglądów „powszechnych” na podobieństwo ludzi z kościołem niezwiązanych? Przecież to jawny postmodernizm! A od tego już tylko krok, aby stać się intelektualistą.


Komentarze
Pokaż komentarze (41)