ezekiel ezekiel
326
BLOG

Jak korporacje zawłaszczają przestrzeń publiczną

ezekiel ezekiel Polityka Obserwuj notkę 5

 

Temat ten w Polsce nie jest zbyt popularny. Po PRL ciągle czkawką obija się nam mówienie o czymś, jako o publicznym. W latach 90 ten, kto był społecznikiem był postrzegany jako egzotyczny dziwak. Dzisiaj sytuacja troszeczkę się już zmieniła, ale ten, kto robi coś w „imię dobra publicznego” jest najczęściej określany mianem wafla. W Polsce, w której prywatna inicjatywa stała się emanacją stanu pożądanego nie ma szczególnie wiele miejsca na krytykę korporacji.

 

            Ostatnio na przystankach tramwajowych, autobusowych i w innych podobnych miejscach zawisły postery, które ostrzegają przed nową dolegliwością. „Zrobiłeś test IQ zrób test na NRUB”. Pomyślałem, że w końcu ktoś zrobił dobrą kampanię społeczną, która rzuca się w oczy i która zachęca do odwiedzenia witryny, której adres jest umieszczony na każdym plakacie. Witryna wydaje się być wiarygodna, ponieważ występuje w niej domena edu.pl. Nie zorientowawszy się na początku o co chodzi próbowałem wejść na stronkę i się dowiedzieć co nieco o problemie narkolepsji, czy też katalepsji (NRUB czyli niekontrolowana reakcja usypiania bezwarunkowego). Nie mogłem się jednak dobić. Dość niefortunny akronim, jeśli się nie zauważy całego żartu na samym początku. Wpisywałem więc www.nurb.edu.pl. Dopiero następnego dnia odkryłem cały żart. Ci błyskotliwsi już skumali. Otóż NRUB wymyślili koledzy z marketingu firmy, której nazwa jest tymże akronimem czytanym od tyłu.

 

            Wszystko byłoby całkiem ok., gdyby nie kilka szczegółów. Po pierwsze robienie kampanii marketingowej jakichś szczyn bazą, której jest wymyślone schorzenie, na które rzeczywiście można się naciąć jest ciut nie w porządku. Używanie do tego domeny edu.pl jest równie bydlackie. Robienie jednak hasła w wikipedii to już jawne skurwielstwo. Robiąc szybką kwerendę w necie zauważyłem NRUB na forum przeciwko samobójstwom. Nie sądzę, żeby koledzy z marketingu aż tak gięli pałkę. To raczej któraś z potencjalnych samobójczyń nie wykumała, że akcja jest wielką hucpą.

 

            Wchodząc na stronę podawaną na posterach można wyczytać, że to jest reklama, i że wszystkie napisane rzeczy należy traktować jako żart. Dostrzegą to jednak tylko ci, którzy wiedzą, czego szukać. Ostatnio szukając w sieci informacji o laptopie po różnorakich forach nie potrafiłem odróżnić wypowiedzi prawdziwych użytkowników od opłaconych przez korporacje anktów emigrantów z marketingu, którzy wystawiali laurki. Łatwo było z tymi laurkami rodem z prospektów reklamowych. Gorzej już było z tymi, gdzie znaleźć można stylistyczne niedociągnięcia, błędy interpunkcyjne, czy ortografy. Skąd mogę wiedzieć, że firma YNOS nie zapłaciła agentom wpływu, zwanym z polska tendsetterami, aby mnie przekonali, że laptop ma cośtam cośtam, co „pozwala obsługiwać złożone aplikacje 3D”?

 

            Zawłaszczanie przestrzeni publicznej jest niezwykle niebezpieczne. Kampania społeczna przeciw narkolepsji okazuje się być reklamą drogich sików, informacje na forum internetowym są reklamą produktu. Korporacje niszczą w ten sposób niezwykle istotną tkankę spajającą społeczeństwo, czyli zaufanie. To tutaj poszukiwacze gazetowyborczych totalitaryzmów powinni skierować swe poetyckie dusze.

 

            W czasach, w których każdy dorosły Polak, z wykształceniem, co najmniej średnim ma już za sobą przynajmniej jeden kurs z zakresu marketingu nie ma już, dla kogo tego marketingu robić. Aby jednak zasoby kadrowe w korporacjach się nie marnowały, zamiast robić marketing korporacje coraz bezczelniej robią nas w ch.

ezekiel
O mnie ezekiel

Interesuję się wszystkim, więc na niczym się nie znam. Na moim blogu można w komentarzach rzucać mięsem. Jeśli jednak ktoś się na to decyduje musi się liczyć z faktem, że mięsem może dostać. Nie cenzuruję nikogo. Nie donoszę administratorom o naruszeniu regulaminu. Jeśli ktoś dostrzeże w jakimś poście kwantyfikator "Polacy-katolicy" i poczuje się dotknięty wydźwiękiem tekstu zapewne skieruje swoje oczy na opis chcąc z niego zadrwić. Korzystając z okazji skierowanego tu wzroku wyjaśniam, że kwantyfikator taki jest skrótem myślowym. Nie znaczy tyle co "wszyscy Polacy-katolicy", tylko ich większość. O ile oczywiście zgodzimy się, że grupy społeczne różnią się między sobą pewnymi cechami. A chyba się różnią, ponieważ na jakiejś podstawie potrafimy je wyróżnić. "Polacy-katolicy" to tylko egzemplifikacja. Dotyczy to wszystkich kwantyfikatorów znajdujących się w postach. Odczuwam pewien dyskomfort, gdy zwracam się do osób starszych wiekiem, lub naukowym tytułem per "Ty" nie tłumacząc dlaczego tak robię. Tu jest miejsce na wyjaśnienia. Jestem zwolennikiem stosowania netykiety, której jedna z zasad mówi, że zwracanie się w Internecie do kogoś w ten sposób jest w dobrym tonie i w pewien sposób zrównuje, czy też egalitaryzuje rozmowę. Nie jestem jednak doktrynerem, jeżeli ktoś sobie tego nie życzy w każdej chwili mogę zaprzestać tego procederu.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (5)

Inne tematy w dziale Polityka