Temat ten w Polsce nie jest zbyt popularny. Po PRL ciągle czkawką obija się nam mówienie o czymś, jako o publicznym. W latach 90 ten, kto był społecznikiem był postrzegany jako egzotyczny dziwak. Dzisiaj sytuacja troszeczkę się już zmieniła, ale ten, kto robi coś w „imię dobra publicznego” jest najczęściej określany mianem wafla. W Polsce, w której prywatna inicjatywa stała się emanacją stanu pożądanego nie ma szczególnie wiele miejsca na krytykę korporacji.
Ostatnio na przystankach tramwajowych, autobusowych i w innych podobnych miejscach zawisły postery, które ostrzegają przed nową dolegliwością. „Zrobiłeś test IQ zrób test na NRUB”. Pomyślałem, że w końcu ktoś zrobił dobrą kampanię społeczną, która rzuca się w oczy i która zachęca do odwiedzenia witryny, której adres jest umieszczony na każdym plakacie. Witryna wydaje się być wiarygodna, ponieważ występuje w niej domena edu.pl. Nie zorientowawszy się na początku o co chodzi próbowałem wejść na stronkę i się dowiedzieć co nieco o problemie narkolepsji, czy też katalepsji (NRUB czyli niekontrolowana reakcja usypiania bezwarunkowego). Nie mogłem się jednak dobić. Dość niefortunny akronim, jeśli się nie zauważy całego żartu na samym początku. Wpisywałem więc www.nurb.edu.pl. Dopiero następnego dnia odkryłem cały żart. Ci błyskotliwsi już skumali. Otóż NRUB wymyślili koledzy z marketingu firmy, której nazwa jest tymże akronimem czytanym od tyłu.
Wszystko byłoby całkiem ok., gdyby nie kilka szczegółów. Po pierwsze robienie kampanii marketingowej jakichś szczyn bazą, której jest wymyślone schorzenie, na które rzeczywiście można się naciąć jest ciut nie w porządku. Używanie do tego domeny edu.pl jest równie bydlackie. Robienie jednak hasła w wikipedii to już jawne skurwielstwo. Robiąc szybką kwerendę w necie zauważyłem NRUB na forum przeciwko samobójstwom. Nie sądzę, żeby koledzy z marketingu aż tak gięli pałkę. To raczej któraś z potencjalnych samobójczyń nie wykumała, że akcja jest wielką hucpą.
Wchodząc na stronę podawaną na posterach można wyczytać, że to jest reklama, i że wszystkie napisane rzeczy należy traktować jako żart. Dostrzegą to jednak tylko ci, którzy wiedzą, czego szukać. Ostatnio szukając w sieci informacji o laptopie po różnorakich forach nie potrafiłem odróżnić wypowiedzi prawdziwych użytkowników od opłaconych przez korporacje anktów emigrantów z marketingu, którzy wystawiali laurki. Łatwo było z tymi laurkami rodem z prospektów reklamowych. Gorzej już było z tymi, gdzie znaleźć można stylistyczne niedociągnięcia, błędy interpunkcyjne, czy ortografy. Skąd mogę wiedzieć, że firma YNOS nie zapłaciła agentom wpływu, zwanym z polska tendsetterami, aby mnie przekonali, że laptop ma cośtam cośtam, co „pozwala obsługiwać złożone aplikacje 3D”?
Zawłaszczanie przestrzeni publicznej jest niezwykle niebezpieczne. Kampania społeczna przeciw narkolepsji okazuje się być reklamą drogich sików, informacje na forum internetowym są reklamą produktu. Korporacje niszczą w ten sposób niezwykle istotną tkankę spajającą społeczeństwo, czyli zaufanie. To tutaj poszukiwacze gazetowyborczych totalitaryzmów powinni skierować swe poetyckie dusze.
W czasach, w których każdy dorosły Polak, z wykształceniem, co najmniej średnim ma już za sobą przynajmniej jeden kurs z zakresu marketingu nie ma już, dla kogo tego marketingu robić. Aby jednak zasoby kadrowe w korporacjach się nie marnowały, zamiast robić marketing korporacje coraz bezczelniej robią nas w ch.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)