Ostatnimi czasy Salon24, za przeproszeniem, stoi dyskusjami o zabarwieniu kopulacyjnym. Iskrę pod pożar namiętności podłożył Benedykt XVI, moim zdaniem, niemądrymi słowami o wstrzemięźliwości seksualnej wypowiedzianymi podczas wizyty w Afryce. Muszę przyznać, że już drugi raz ja sam zabieram głos w tej dyspucie. Wydaje się jednak, że nie odbiegam od średniej, bo zdaje się, że temat zabezpieczeń, za kolejnym przeproszeniem, rozpala wielu.
Ostatni wiszący post na ten temat, jest autorstwa redaktora Telikowskiego. Protestował on również przeciwko „standardom postępowej debaty”. Na marginesie, wyzywanie kogoś od postępowców jest nieco ryzykowne. Kim jest ten, który się stawia w opozycji do nich? Sam siebie ma się za „wsteczniaka”? Na siebie zakładać sidła? No niby można. Ale, po co? We wcześniejszym wpisie nawrzucał redaktor od kondomiarzy tym, którzy się z głosem papieża nie zgadzają; ba, uważają ten głos za szkodliwy.
Osobiście w żadnym stopniu nie dotyka mnie miano kondomiarza - wyznawcy kultu bożka „Wielkiego kondoma”. Nawet trochę to zabawne. Od razu na myśl przychodzą wizje mszy ku czci bóstwa. Jaki uniform powinien nosić mistrz ceremonii? Czy powinien przypominać członka ku klux klanu, tylko jego habit nie lniany, a lateksowy być pownien? A co z liturgią? A sakramenty? A jak ktoś przystapi do zakonu to jakie miano będzie miał? Kapucyn? A czy jako, że jestem wyznawcą Uberkondoma, to czy moje uczucia religijne chronione są przez kodeks karny?
Tomasz Terlikowski pomstując na manipulacje postępowców mówi, że kryją oni przykład Ugandy jako kraju, który odniósł wielki sukces w walce z AIDS poprzez szerzenie postaw wstrzemięźliwości i wierności. Zapomniał wspomnieć, że częścią całego programu była również namowa do stosowania prezerwatyw, choć akcenty oczywiście był położony na wierność i wstrzemięźliwość. W tym całym ujawnianiu zaklinanej przez gumową sektę Prawdy, zapomniał redaktor wspomnieć o sukcesach Tajlandii, której walka z AIDS była oparta na modelu CNN, czyli z angielska: książęta kondomy, wymiana igieł, i negocjacja przed stosunkiem. Trzeba uważać, z, że tak się wyrażę, mieczem, bo bywa on obosieczny.
Post właściwie miał być pytaniem, a utknąłem w dygresjach. Co złego jest w kondomach? Nie zupełnie potrafię to zrozumieć. Czy etyczną wartość ma geografia wytrysku? Czy nieetyczne jest również stosowanie innego rodzaju antykoncepcji, czy to w lateksie tkwi, nomen omen, diabeł? Czy chodzi o potencjalność życia? A może o to, że etyka chrześcijańska postuluje ulepienie człowieka skromnego, pokutującego swoim życiem, trzymającego samego siebie na krótkiej smyczy? Jeśli ktoś zdecydowałby się odpowiedzieć prosiłbym bardzo o zwrócenie uwagi, aby nie naruszył moich uczuć religijnych.


Komentarze
Pokaż komentarze (7)