Na Salonie24 pojawiło się wystarczająco dużo pozytywnych notek dotyczących Systemu09, aby mnie zniechęcić do jego oglądania. Wczoraj dostałem jednak od kolegi maila z linkiem do programu. Pomyślałem, że skoro widziałem już tak wybitne dzieła jak „Plusy dodatnie, plusy ujmne” Coppoli, czy „Nocną zmianę” Spielberga, to i System09 powinienem obejrzeć. Co mnie nie zabije to mnie wzmocni.
Miałem do czynienia z odcinkiem zatytułowanym Duch, i to chyba Zeit, bo przecież A.D. 09. Nomen omen, bo produkcja odkrywa tajemnice okultyzmu podobnie jak Zeitgeist odkrył tajemnice chrześcijaństwa. Obie produkcje zdają się być postmodernistycznie kompatybilne, i sądzę, że przez wzgląd na ponowoczesną konwencję programu Klaty metoda wolnych skojarzeń powinna być zaakceptowana przez twórców.
Wstęp programu przypomina trochę serial z lat 90’ „
Po tamtej stronie”, który z kolei konwencją przypomina do złudzenia klasyczną „
Twiglight zone” z lat, kiedy świat jeszcze nie miał kolorów. Zarówno w „Po tamtej stronie” jak i w Systemie09 są problemy z klarownością obrazu. Jest również demiurgiczny głos, który w przypadku pierwszego radzi, żeby nie regulować odbiorników, a w przypadku drugiego duka: „system… system09.. system..”. I dalej zaczyna się hardcore. Szalona kamera, ujęcia z ręki, dzielenie ekranu, mimika, najazdy na twarze, które dodają dramaturgii, a twarze zamieniają w ryje, no i oczywiście Złote Tarasy, bo gdzież by indzie można było robić program o współczesnej Polsce. Chyba tylko w kościele.
Program można podzielić na dwie części, choć zapewne wkurzyłoby to autorów, bo chyba z założenia miał być on amorficzny. I tak przez pierwszą część umiera papież superstar. Nie ukrywam, że sporo tez zawartych w tej części jest mi bliska. Papież disco-polak, poppapież, śmierć jako medialny spektakl, życie jako funkcja mediów, współodczuwanie jako projekt, który ma przyciągnąć widzów przed telewizory. Tyleż to mądre, co i już wytarte, bo od MacLuhana i Baudrillarda kilka dekad minęło. Ta część programu jednak w domyśle pozostawia papieża świętym, samobiczuje media, jako odpowiedzialne za stworzenie popkultu JPII, właściwie pozostając w koherencji z tym, co powiedział jeden z gości: śmierć papieża mogła być przeżywana tylko w jeden sposób. Papież odchodził pogodnie do domu ojca, tylko media zrobiły z tego show, i zamieniły kibiców w tych, którzy się dla Wielkiego Polaka pojednali (pojebali, jak dzisiaj sami zainteresowani o tym mówią), co wyzuło misterium z tajemnicy i zamieniło w dystrybucję mydła. Triumf ponowoczesnego katolicyzmu. Klata obwiniał media (System) z pozycji wewnętrznego dywersanta. Właściwie prawdy nie ma… ale Przemysław Babiarz jest katolikiem…
Druga część to już troszkę inna bajka. Żeby narracja się trzymała, trzeba było zrobić jakieś podprowadzenie, więc Klata, mówi, że po śmierci pasterza pogubiły się owce, na dowód, czego przedstawia historię człowieka, który znalazł się po złej stronie mocy i zaczął flirt z tarotem. Jako terapeuta owego mężczyzny pojawia się Robert Tekieli. Nie wiem dlaczego akurat ta postać, a nie psychiatra, znalazła się w roli dobrego policjanta (swoją drogą należałoby się zastanowić dlaczego nie było konfrontacji Tekieli vs. psychiatra). I dalej leciiii… New Age, sekciarskie motywowanie pracowników, przebitki z EZO TV. A wszystko dlatego, że papież Polak odszedł do domu ojca, co oczywiście pozostaje trochę w domyśle, przy czym chyba sami autorzy zapomnieli, że wyłożyli tą tezę już w podprowadzeniu. Rzetelna analiza zagrożeń związanych z sektami przeprowadzona z pozycji podwórkowych kółek Radia Maryja.
Z całego programu pewnie najlepszy był Levinson. Reszta raczej jest na nie. Rozmowa w studiu reprezentantów pokolenia Systemu09 (?!) pocięta tak, żeby niewiele zostało, bo infotainment musi widza przyciągnąć obrazem, a nie nudną paplaniną. Wydawałoby się, że Klata bawi się programem, bo tworzy krytykę infoteinment z pozycji infotainment. Niestety wyszła z tego przewaga formy nad treścią. A wynurzenia filozoficzne głównego aktora nieodmiennie przywodziły mi na myśl opowieści o Kapitanie Żbiku, które snuł Annie Musze w filmie „Chłopaki nie płaczą”. Mógł, chociaż manierę aktorską zmienić.
Komentarze
Pokaż komentarze