Po wybuchu politycznych afer wokół Rządu w ostatnim okresie, szereg stacji radiowych i telewizyjnych przeżywa swój prawdziwy festiwal - rzadko występujący w letnim okresie ogórkowym. Jedni świętują, drugich przepełnia troska. Najgorzej mają politycy, którzy jeszcze w ubiegłym miesiącu sądzili, ze udadzą się na upragnione i w pełni - w ich przekonaniu - zasłużone wakacje. Świeżo upieczeni parlamentarzyści Samoobrony liczyli na wyjazd do wsi rodzinnych, gdzie miejscowe pospólstwo - określane jeszcze przed wojną pieszczotliwie mianem chamów - uprawia rolę w ich majątkach. Oni zaś, wzorem przedwojennych panów, przyjadą tam na lato, zobaczyć jak im rośnie i czy folwarczni się nie lenią. Mogliby im podać rękę, poklepać po plecach, poopowiadać jak to w tej Warszawie ciężko pracują, że nie dosypiają i walczą o to by tym tutaj na wsi żyło się lepiej. Przecież to ich wyborcy. Przecież są sobie nawzajem potrzebni. Oni - politycy chłopskiej partii - robią wsi dobrze reprezentując ją w parlamencie, a ci tutejsi - miejscowi rolnicy i tak dobrze znani od lat byli sąsiedzi - oddając swój głos przy urnie. Jedni i drudzy znają się na swojej robocie dobrze. Politycy z Samoobrony uzyskali swe pierwsze szlify w blokadach drogowych, okupacjach budynków, wysypywaniu ziarna na torowiska i ulicznych protestach w Stolicy. Z nimi - pod przywództwem Andrzeja - musiała rozmawiać każda władza. Każdy musiał się z nimi liczyć, wszyscy zabiegali o ich względy. Wzrastali, mężnieli, prężyli się w jeszcze starych, niemodnych, trochę wytartych na łokciach garniturach. Nie ugięli się pod naporem policji, o nie ! Teraz już im organa nie straszne. Są przy władzy i we władzy. Andrzej Lepper - Wódz, jak obiecał - tak słowa dotrzymał i ich poprowadził i doprowadził. Do Sejmu, do władzy.
Tak było, jeszcze nie tak dawno - na wiosnę. Snuli jeszcze jeszcze wtedy te swoje plany na najbliższe miesiące - tak do wykopek. Bo wieś żyje według zegara natury. Najpierw na wiosnę siewy, sadzenie i pierwsze sianokosy. Później gorące lato ze zbiorem pierwszych owoców i warzyw, które im szybciej zebrane - te spod folii - dawały duży zysk ze sprzedaży miastowym. Potem żniwa, drugie sianokosy i już zaraz na jesieni wykopki, a dalej czas sprzedaży plonów. Dawniej również czas koczowania w wielokilometrowych kolejkach do skupów i silosów zbożowych i czas protestów. Ale teraz miało być już inaczej. Bo przecież też po to szli do władzy, aby polski chłop nie był już więcej poniewierany. Ale teraz zbliżało się lato.
Aż tu nagle rozległ się - gdzieś na horyzoncie polityki, jeszcze w oddali -niespodziewanie huk, odgłos gromu, zwiastun nadciągającej burzy. Nie był to jednak odgłos z nieba - to Barbara Blida wypaliła sobie w serce z pistoletu. Cóż się stało ? No niby nic - czerwona suka się zastrzeliła. Szkoda, że tylko ona. Iluż to jeszcze kanaliom można by podsunąć pistolet... Trudno - sztuka, jest sztuka. Lepszy rydz jak nic. Przecież nikt czerwonych nie podejrzewa o posiadanie czegoś takiego jak honor. Bo co to jest honor ? Dla nich to czysta abstrakcja. Coś jak impresja i semantyka, coś czego nie rozumieją - więc coś czego nie ma i nie istnieje. Bo gdyby było coś takiego jak ten honor, to nie grzebano by tych - z tym słowem na ustach - na śmietnikach i pod kiblami w latach czterdziestych i pięćdziesiątych. Robili to przecież ci, których spadkobiercami są dzisiejsi działacze SLD. To pogrobowcy PPR i PZPR. Protektorzy oprawców z UB i SB - specjalistów od krwawych przesłuchań i utrwalania władzy ludowej. Tak - to oni. Tylko kto jeszcze o tym pamięta ? Istnienie tej formacji to tak jakby kontynuacja NSDAP w Niemczech - jeżeli spróbujemy poszukać analogii.
Niby nic się nie stało. Blida się zastrzeliła podczas próby zatrzymania przez CBA. Chociaż ta tłusta świnia Kalisz od razu oskarżył Rząd o morderstwo. O co mu chodzi ? O tę czerwoną sukę ? Niby jest wykształcony, pewnie słyszał kiedyś o AK, WiN i NSZ. Bohaterów tych organizacji zamordowano przecież po wojnie wiele tysięcy. Wielu zniszczono zdrowie w więzieniach. Nieliczni z nich jeszcze żyją, najczęściej z głodowych rent i emerytur. Mogą o tym zaświadczyć. Sami są sobie winni - powiedział kiedyś ten drugi wieprz, były premier Józef Oleksy. Teraz Partia się na niego wypięła, bo chlapnął później coś więcej przy kielichu Gudzowatemu. Ten z kolei to nagrał i upublicznił. Za to oprawcy Bohaterów Podziemia nadal mają się dobrze. Przecież dba o to Kalisz i towarzysze z SLD. Żyją sobie spokojnie na zasłużonych, dostatnich resortowych emeryturach.
Ale to nie koniec ostatnich wydarzeń tak komplikujących urlopowe plany parlamentarzystów. Później zdradziecki Jarosław Kaczyński rękoma tajnych służb zmontował nieudaną prowokację skierowaną przeciwko - dzisiaj byłemu koalicjantowi - Andrzejowi Lepperowi. Akcja się nie powiodła. Ktoś sypnął, Lepper nie połknął haczyka. Koalicja się rozpadła, chociaż Roman Giertych robił co mógł, aby ją zachować. Trudno - stało się. Publicznie nikt po niej nie płacze. PiS-owi ciążyła ona bardzo. Nie tworzyli rządu marzeń. Dostosowali się do sytuacji. Jak w tym przysłowiu, w którym krawiec kraje - jak mu materiału staje. Wyborcy ograniczenie zaufali PiS, więc do rządzenia musiał dobrać sobie współkoalicjantów. Innych nie było. Przez te około półtora roku zrobili wiele i nie było łatwo. Sojusznicy mieli fochy, a Kaczyński był niemalże nieustępliwy. Chociaż powszechnie mówi się, że nie zrobili nic. Nic ? A który rząd zrobił COŚ ? I co to jest to COŚ ?
Od kilkunastu lat Polacy uczą się demokracji i nadal nie wiedzą co to jest takiego ten rząd. Wydaje im się, że rząd - to jest ten, który nałoży im do koryta i w między czasie jeszcze zrobi dobrze. A tu akurat rząd mylą trochę ze Świętym Mikołajem i Wujkiem Samem z ludowych legend - w jednej osobie. Z tym robieniem dobrze, to pewnie chodzi im o to, aby cała akcja odbyła się w agencji towarzyskiej i dziwki miały by być przy tym za darmo. Jednak i w życiu i z rządem jest inaczej. Tylko kto to rozumie ?
Dla niektórych dobry rząd, to jest ten wyznaczony przez Gazetę Wybiorczą, dla innych przez Trybunę, jeszcze innych przez TuskVN (tzw TVN) lub przez Intelektualistów. Zresztą jakie to ma znaczenie ? Przecież oni wszyscy mówią to samo. Rząd ma być po prostu bez Kaczyńskich i bez PiS-u. To wszystko. Jedno hasło i jedna doktryna. Przecież PO gdyby nie bała się wyborców, to już dawno weszła by w koalicję z SLD. Z pewnością dołączył by do nich PSL i może po jakichś ceregielach i dąsach Samoobrona. Tylko LPR pozostał by na lodzie.
Taka Wielka Koalicja przetrwała by może wieki. Dopóki Gazeta Wyborcza, Przekrój, Polityka, Newsweek, Dziennik byłyby czytane, radio Tusk FM (tzw Tok FM) słuchane i telewizje TuskVN (tzw TVN), Polsat wraz z pokrewnymi oglądane. Byłby tu kraj ich marzeń, gdzie lud prosty robiłby to co nakazują, a oni i ich protektorzy i dysponenci mogliby się spokojnie bogacić.


Komentarze
Pokaż komentarze (14)