Postać Donalda Tuska przedstawiłem w poprzednim felietonie. Teraz chciałbym wskazać cele jakimi on i jego środowisko kierują się konsekwentnie i z uporem prąc do władzy. Na początku proszę przyjrzeć się kto znajduje się we władzach Platformy Obywatelskiej i jakie od kogo mają poparcie. Jeżeli chodzi o zarząd partii, nie wyłączając jej przywódcy, to mianą patriotów ocenić ich raczej nie można. Nie chodzi mi tutaj o ich ogólną ocenę, lecz główne pobudki, którymi się kierują. Wiem, że ta bardzo ogólna teza, niczym konkretnym nie poparta wydawać się może nieprawdziwą, lub bezpodstawną. Niestety przyjęte przeze mnie ramy tego materiału uniemożliwiają mi rozwinięcie wątku o szczegółowe opisy postaci z zarządu PO. Jednak baczni obserwatorzy polskiej polityki ostatnich lat z pewnością wiedzą o co mi chodzi i co miałem na myśli pisząc powyższe, dla niektórych co najmniej kontrowersyjne słowa. Być może w przyszłości jeszcze do tego powrócę. Teraz jednak wolał bym skoncentrować się na temacie zawartym w tytule, czyli na celach tej organizacji. Pomijając szczegółowe odniesienia do konkretnych osób, oczywiście za wyjątkiem osoby przywódcy, który ma istotny wpływ na kierunek działań i podjęte metody ich realizacji.
Środowisko PO w głównej mierze składa się z członków liberalnego skrzydła nieboszczki Unii Wolności i osób z nią w przeszłości sympatyzujących. Surową ocenę społeczeństwo polskie wystawiło jej w wyborach w 1993 roku, konsekwentnie i raz na zawsze wymazując ją z mapy politycznej kraju. UW uważająca się zresztą za spadkobierczynię KOR-u poprzez swoje kierownictwo tak naprawdę reprezentowała w Polsce interesy lobby żydowskiego, jednocześnie skupiając w swoich szeregach szerokie rzesze inteligencji. Jej organem prasowym była Gazeta Wyborcza, niejednokrotnie wprost atakująca i obrażająca Polaków, opierając się przeważnie na tworzonych przez swoich redaktorów rzekomych faktach z naszej historii, lub błędnie, albo kłamliwie interpretując zdarzenia rzeczywiste. Dosyć szczegółowo pisałem o tym w innym felietonie na moim blogu. Teraz chciałbym tylko zwrócić uwagę na to skąd wywodzą się przywódcy PO i z kim są powiązani.
Generalnie celem UW nie było dobro Polski, lecz wyłącznie jej środowiska. W znacznej mierze były to osoby wywodzące się z opozycji. Przez niektórych określanej mianem koncesjonowanej. W odróżnieniu od innych opozycjonistów z okresu komunizmu nie byli oni mordowani i przesadnie prześladowani. Raczej ich się nie biło na przesłuchaniach, ani nie torturowało. Bywali nawet dosyć regularnie za granicą. Utrzymywali tam szerokie kontakty, otrzymywali też stamtąd znaczące wsparcie, tak potrzebne do bieżącej działalności i codziennego życia. Przez to wszystko uczyli się i poszerzali swoją wiedzę, nie tylko w metodach walki z reżimem, ale także o współczesnym świecie tam – za żelazną kurtyną. Oni wiedzieli co będzie potem, gdy naród zwycięży. Wiedzieli co będzie potrzebne i co tak naprawdę liczy się na tym świecie – oczywiście pieniądze. W komunistycznej Polsce posiadała je wyłącznie oligarchia rządząca i osoby wierne jej służące. Tylko nielicznym, których można określić mianem niezależnych od władzy, żyło się też całkiem dobrze. Byli to drobni przedsiębiorcy, marynarze, osoby wspierane poprzez krewnych z zagranicy lub te, które czasami mogły tam wyjechać aby sobie dorobić. Jednak kapitały tych osób nie mogły być obiektywnie, chociażby w skali europejskiej, uważane za duże. A tylko duże pieniądze liczą się na tym świecie.
Ludzie opozycji praktycznie pozbawieni byli nawet tych metod pozyskiwania środków dla budowy własnej przyszłości. Zdani byli prawie wyłącznie na wsparcie z zaprzyjaźnionych środowisk z Zachodu, lub przyjaciół i sympatyków w kraju. Nieliczni z nich prowadzili własne, w gruncie rzeczy, rachityczne przedsiębiorstwa. Wielu po prostu pracowało, przeważnie w firmach państwowych, a swoją działalność opozycyjną utrzymywali w głębokiej tajemnicy. To było za mało aby w przyszłości, w wolnej już Polsce, zbudować dostatnią przyszłość. Jednak w owym czasie ich działaniami kierowały szczytne idee. Jeżeli ktoś z nich miał inne cele, to raczej się z tym nie ujawniał. Stąd tyle entuzjazmu i nadziei było w społeczeństwie Polskim po rozmowach Okrągłego Stołu i później w okresie wyborów kontraktowych w 1989 roku i na początku lat 90-tych.
Szybko jednak te nastroje prysły, gdy działacze Kongresu Liberalno Demokratycznego zaczęli wykładać karty na stół. Później także i inni politycy przyjęli ten kierunek. Pewien standard ustanowili postkomuniści, którzy korzystając z szerokich własnych, jeszcze silnych kontaktów i służb specjalnych, od samego początku zaczęli się uwłaszczać kosztem, w gruncie rzeczy mizernego, majątku kraju. Była opozycja w tej sytuacji nie chciała być gorsza. Chociaż nie cała. W tych działaniach oprócz KLD, wsławiło się też wielu działaczy ówczesnej Unii Demokratycznej. Jednak w tej partii takie dążenia raczej nie były popierane, czy akceptowane przez jej kierownictwo.
W tym czasie Gazeta Wyborcza, która miała być dziennikiem byłej opozycji i Solidarności została przejęta, podobno przy pomocy środków otrzymanych od pewnych organizacji żydowskich z zagranicy, przez nasze rodzime żydowskie lobby. Z obiektywnej, o demokratycznej linii, gazety stała się główną tubą propagandową najpierw UD, a później po połączeniu z KLD – Unii Wolności. Później po przegranych wyborach, kiedy ta ostatnia przestała istnieć, zarząd pisma miał pewien dylemat, w którym kierunku się udać i kogo poprzeć. Czy pójść za wieloletnim przywódcą salonu Bronisławem Geremkiem i Tadeuszem Mazowieckim, czyli za lewym skrzydłem UW, w celu poparcia Partii Demokratycznej, czy też wybrać liberałów z PO. Podjęto wręcz rabinacką decyzję - poparto obie strony z tym, że nie jednakowo. Zarząd GW doskonale widział, że PD szans na zdobycie władzy nie ma żadnych, za to PO ładnie się rozwija. Zdecydowano wiec przede wszystkim wspierać Platformę, ale też jednocześnie pomagając też PD. Kto wie, jak jeszcze w przyszłości potoczą się losy kapryśnej polskiej polityki?
Równolegle, aczkolwiek nieco później, obok prasowej potęgi Agory rodzili się też potentaci ogólnopolskiej informacji telewizyjnej, mający zdecydowanie większe możliwości oddziaływania na opinię publiczną niż gazeta. Były to telewizje Polsat i TVN - ta ostatnia wywodząca się z holdingu ITI. Genezy ich powstania były bardzo ciekawe. Sporo o tym czytałem i mógł bym też sporo o tym napisać. Nie jest to jednak tematem tego felietonu. Istotnym jest tu jedynie to, że metody ich powstania kryją jeszcze, delikatnie mówiąc, wiele tajemnic. Szczególnie holdingu ITI. Założenie telewizji ogólnokrajowej jest przedsięwzięciem ogromnie kosztownym. Żadnego zwykłego obywatela PRL nigdy nie byłoby na to stać, nawet gdyby korzystając ze wszystkich możliwych sposobów pozyskania funduszy oszczędzał przez całe życie. Twórcy tych telewizji jednak nie zakładali ich przecież w okresach swoich późnych starości. W tej sytuacji wypada uznać, że były to osoby nieprzeciętnie wybitne, wręcz geniusze zasługujący na wszystkie honory tego świata za dzieła których dokonali. Chyba, że podejdziemy do tego racjonalnie i przyjmiemy, że nie do kaońca ich jest to zasługa, lecz służb specjalnych PRL i ich niejasnych funduszy – jak to przedstawia wielu publicystów, badaczy i specjalistów od tych spraw.
Wiem, że wydaje się, jakbym odbiegł od tematu. Nie miała być to historia mediów, lecz celów, którymi kieruje się Donald Tusk. Jednak ja o mediach tych napisałem po to, aby przedstawić najbliższych sojuszników Tuska i jego partii. Sądzę, że w ten sposób wykazałem, że gorące wsparcie jakie oni otrzymują od tych propagandowych środków przekazu nie jest w żadnej mierze czysto ideowe i bezinteresowne. Nie powoływali ich członkowie zarządu PO, a wręcz historia powstania tych mediów jest dłuższa niż ta partia. Skąd więc w nich taka gorliwość w lansowaniu poglądów tylko tego jednego ugrupowania? Jestem przekonany, że interesy które determinują takie działania muszą być jednak bardzo prozaiczne, bo oczywiście – finansowe.
Nikt chyba nie jest aż tak naiwny, aby przypuszczać, że PO dysponuje takimi funduszami, mogącymi pokryć rachunki wieloletniej kampanii propagandowej prowadzonej z takim rozmachem. Sądzę, że partia ta przyjęła wobec swoich możnych propagatorów pewne poważne zobowiązania finansowe. Nie dysponując odpowiednimi środkami, a nawet możliwościami pozyskania ich we własnym zakresie, wygląda na to, że coś im obiecała. Chociażby z tego, chociaż już bardzo mizernego, ale jednak nadal dość atrakcyjnego majątku państwowego. Dysponując własnym rządem i większością w Sejmie wystarczy przecież tylko przygotować i uchwalić odpowiednią ustawę, aby zadowolić cierpliwych wierzycieli. Jeszcze świeża afera związana z poseł Sawicką jest doskonałym przykładem możliwości, jakie mogą jeszcze być wykorzystane przez obrotnych posłów z partii, której członkowie nie grzeszą przesadną moralnością i uczciwością.
Drugim ważnym celem Donalda Tuska moim zdaniem też są zobowiązania finansowe, ale jednak zdecydowanie innej natury. Pisząc powyżej o Gazecie Wyborczej podkreśliłem jej naturalne lobbowanie interesów żydowskich, przez co niektórzy czytelnicy mogli by z łatwością uznać mnie za antysemitę. Jednak postawienie przeze mnie tej tezy miało inny cel niż mogło by się im wydawać. Mam nadzieję, że uda mi się wykazać to poniżej.
W ostatnich latach, jeszcze przed nastaniem rządu PiS, polską opinię publiczną oburzyły żądania odszkodowań wysunięte przez - głównie amerykańskie - środowiska żydowskie. Wiele mediów bardzo zaangażowało się w tę sprawę i o ile telewizje, oraz część prasy ograniczyło się tylko do informacji na ten temat i ewentualnie dyskusji, to jednak Gazeta Wyborcza podjęła całkiem inne działania. Polegały one na lobbowaniu tych bezpodstawnych żądań. Jednak działania te były prowadzone w bardzo przemyślany sposób. Nie opowiadano tam się wprost za uznaniem prawa do tych odszkodowań, gdyż nie byłoby to w żadnej mierze racjonalne, lecz próbowano stwarzać pozory, że gazeta ta będąc szczerze zatroskaną tą sytuacją, próbuje wpłynąć na strony konfliktu i znaleźć rozwiązanie korzystne dla Polski.
Pierwszym etapem było dobrze udawane oburzenie wielkością żądanych odszkodowań. Brzmiało ono świetnie i bardzo wiarygodnie. Jednak było w nim coś fałszywego, chociażby to, że ani razu nie wymieniono kwoty tych żądań. Posługiwano się jedynie wartościami procentowymi mówiąc, że nie może być zgody na 100% odszkodowanie, a jedynie na 15%. Z pozoru to dobra propozycja, bo co to jest 15% przy 100% wartości? W żadnym razie nie poddano w wątpliwość w ogóle zasadności tego rodzaju odszkodowań. Ani razu też nie wymieniono jakiejkolwiek kwoty. To nie był przypadek, to było celowe działanie i zaraz je objaśnię, lecz najpierw muszę przedstawić następny krok zaplanowanych i zrealizowanych działań.
Drugim etapem była sugestia, aby tę sprawę wreszcie załatwić, stwarzając jakby fakty dokonane, poprzez przypomnienie, że projekt stosownej ustawy jest już w Sejmie. Na zasadzie: zgódźmy się na te 15%, bo jak nie - to potem trzeba będzie zapłacić całość. Znowu też nie wymieniono żadnych kwot. Może i one nie są tu najważniejsze. Oczywiście, że nie jesteśmy nic Żydom winni. No i co z tego? Czy nie lepiej, dla świętego spokoju ustąpić i zapłacić tę drobną gratyfikację? Właśnie ale konkretnie jaką?
Środowiska żydowskie zażądały od Polski odszkodowania w kwocie 65 MILIARDÓW DOLARÓW, a usłużna propozycja GW rozwiązania tego konfliktu sugerowała wypłacenie tylko 15% od kwoty której ani razu nie podała. Chodziło tu oczywiście o 10 MILIARDÓW DOLARÓW.
Czy, abstrahując od bezzasadności tego żądania, ktoś wyobraża sobie jaka jest to góra pieniędzy? Czy ktoś zdaje sobie sprawę, że nawet gdyby udało się ją zebrać, to był by to praktycznie koniec naszego państwa? Sądzę, że Żydzi usłużnie rozłożyli by nam to na raty, a później skwapliwie kasowali by od niej odsetki. Nie sądźcie jednak, że Polska zdecydowanie odrzuciła te żądania.
Premier Marcinkiewicz spotkał się w USA ze strona żydowską, próbując jakoś tę sprawę załatwić. Nawet złożył ustnie pewne wstępne obietnice. O dziwo, po powrocie z tego wyjazdu został dosyć szybko odwołany. Właściwie to nie wiadomo z jakiego powodu, ale sprawa odszkodowań nagle, bez żadnych podjętych rozwiązań ucichła. Za to nasiliła się walka propagandowa z nowym rządem koalicji pod przywództwem PiS z Premierem Jarosławem Kaczyńskim na czele.
Sadzę, że Żydzi przekonali się o tym, iż dopóki PiS będzie w Polsce rządzić, to o żadnych pieniądzach nie mają co marzyć. Dalsze działania PiS-u polegały też na zbliżeniu z Izraelem, mając nadzieję, że dobre stosunki z Państwem Żydowskim moga pomóc nam w uznaniu naszych zastrzeżeń co do zasadności wysuwanych żądań przez amerykańskie koła żydowskie. Jak wtedy zachowała się GW? Zaczęła piętnować polskie zaangażowanie po jednej stronie skonfliktowanego Bliskiego Wschodu. Strasząc nas odwetem islamskich grup terrorystycznych.
Na tej podstawie sądzę, że PO jeżeli dojdzie do władzy to spłaci swój dług za wsparcie w wieloletniej kampanii, poprzez uznanie bezpodstawnych żądań Żydów amerykańskich. Nie wykluczone, że ta kwota 10 MILIARDÓW DOLARÓW jest sednem dwuletnich walk na naszej wewnętrznej arenie politycznej.
* * *
W ten sposób wymieniłem tu główne cele Donalda Tuska. Chociaż pominąłem jego chorobliwe ambicje, aby mieć władzę, wierny dwór i aby wreszcie móc rządzić Polakami i odegrać się za lata upokorzeń. Można tu jeszcze wspomnieć o głodnych posad, różnych apanaży, korzyści - posłach PO. Wszak moralnie nie plasują się oni wysoko. Chociażby dla przykładu wskazując na niedawno umoczoną, nie tylko we łzach, poseł Sawicką. Chyba, jak już wcześniej wspomniałem, nikt rozsądnie myślący nie wierzy, że w swoich działaniach była ona samotna. Już raz nam wmawiano, że nie istnieje żadna grupa trzymająca władzę. Przecież działacze PO mają duże doświadczenie w tworzeniu układów, jak chociażby Układ Warszawski i inne afery związane z Pawłem Piskorskim. To jednak tylko wierzchołki góry lodowej. Tak jak pokazała afera Rywina wielu rzeczy nigdy nie uda się do końca wyjaśnić, a głównych winnych z tych największych, nigdy nie udaje się skazać. Z reguły wpadają tylko płotki.
* * *
Ci, którzy w niedzielnych wyborach zamierzają oddać swój głos na PO proszę, aby się jeszcze zastanowili. W felietonie tym starałem się wykazać, że nie byłby to dobry wybór. Dane z których korzystałem, pisząc ten tekst, są powszechnie dostępne i jeżeli koś chce, to może to wszystko sprawdzić. Może pomyślcie o przyszłości swojej, swoich dzieci i najbliższych. Może jednak warto jest dać szansę PiS-owi na pełne cztery lata rządów, aby móc właściwie ocenić ich działania?
Z pewnością wtedy nic złego się nie wydarzy. Wbrew temu co już dwa lata temu zapowiadali propagandyści PO, Polska wcale pod rządami Kaczyńskich się nie zawaliła, a wręcz rozkwitła. Nikogo uczciwego nie spotkało nic strasznego na skutek działań rzekomo zamordystycznej władzy. Wreszcie, chociaż w tak krótkim okresie, tak wielu ludzi ujrzało szansę na to by ten kraj był normalny. Przecież tak naprawdę nie mamy żadnej alternatywy. Donald Tusk i PO w żadnej mierze nie są dobrym wyborem.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)