Janusz P. chwali się tym, że stoi za nim ogromna rzesza wyborców, którzy popierają jego działania. Grozi PO, że gdy go wyrzucą, założy własną partię, a wierni wyborcy pójdą za nim. To poważna groźba dla kierownictwa PO, ale czy naprawdę jest się czego obawiać?
Warto spojrzeć na ostatnie badania zaufania społecznego (sondaż z dni 8-14 lipca):
Posłowi PO Januszowi Palikotowi zaś [ufa] 24 proc. badanych (brak pomiaru w czerwcu, w kwietniu ufało mu 27 proc. badanych). [...] W rankingu polityków najczęściej spotykających się z nieufnością Polaków pierwsze miejsce zajmuje Janusz Palikot (PO), któremu nie ufa ponad połowa badanych: 54 proc. (o 16 pkt proc. więcej niż w kwietniu). Jak zauważa CBOS, w świetle deklaracji badanych społeczny wizerunek Palikota jest obecnie gorszy niż kiedykolwiek.
Deklaracja braku zaufania jest miarą elektoratu negatywnego. Dotychczas to Jarosław Kaczyński miał największy wśród polityków elektorat negatywny. Nie bez powodu: Kaczyński w czasach swoich rządów zachowywał się bardzo agresywnie i u wielu wyborców sobie nagrabił. Komorowski wygrał właśnie dlatego, że Kaczyńskiego zbyt wielu ludzi się po prostu boi i nie przekonają ich żadne racjonalne argumenty, ani telewizyjne debaty. Teoretycznie to Kaczyński wypadał lepiej od Komorowskiego w debatach, ale nie miały one żadnego wpływu na ludzi o ustalonych poglądach i trwałej pamięci. Tak naprawdę te wybory były formą referendum: czy boisz się Kaczyńskiego czy też nie?
Teraz Kaczyńskiego zastąpił na pierwszym miejscu tego niechlubnego rankingu właśnie Janusz P., a ogromny skok braku zaufania o aż 16 punktów procentowych pokazuje, jak bardzo wyborcom nie podoba się jego zachowanie. Tym bardziej, że wzrostowi grupy deklarującej brak zaufania towarzyszy również spadek grupy deklarującej zaufanie. Gdyby jednocześnie rosły oba wskaźniki, to możnaby chociaż mówić o większej rozpoznawalności i jakichś kosztach polaryzacji. Tu nie ma polaryzacji, są tylko koszty.
Platforma powinna się teraz poważnie zastanowić, co będzie, gdy Janusz P. stanie się TWARZĄ PARTII, gdy PO będzie się definiować jako partię, w której jest Janusz P., któremu nie ufa 54 procent Polaków. Póki co jest on przydatny do neutralizowania projektów PISu, ale politycy PO są zmuszeni balansować retorycznie na granicy stwierdzenia, że Janusz P. jest w partii, ale tak jakby jego nie było, bo jest samodzielny i ma immunitet poselski. W nieskończoność nie da się utrzymać tej gry.
Mnie osobiście te wyniki trochę zaskoczyły. Niewątpliwie Janusz P. ma grupę bardzo zdeklarowanych fanów i wyznawców. Widać to po forach internetowych Gazety Wyborczej, gdzie proporcje między jego zwolennikami a przeciwnikami wynoszą 2:1 lub więcej. Jest Kora Jackowska, Janina Paradowska i paru innych celebrytów z tego kółka adoracji. Jednak sondaż pokazuje, że jest pewna pasywna, milcząca większość, której gierki Janusza P. coraz bardziej się nie podobają. Pokazały to wyniki wyborcze z Lublina, gdzie Komorowski przegrał, chociaż miastowi wyborcy są naturalnym elektoratem PO.
Póki co większość zagłosowała na Komorowskiego, bo Kaczyński był dla niej większym złem. Ale wkrótce okaże się, że największym złem, przeciw któremu się głosuje jest Palikot i jego partia.


Komentarze
Pokaż komentarze