Firmus Piett pisze:
Dlaczego żaden dziennikarz nie zastanawia się nad faktem, iż w sondażach notowania PiS zawsze oscylują wokół 25%, a na kilka tygodni przed wyborami, już któryś raz z rzędu szybują o kilkadziesiąt procent w górę (a z PO jest odwrotnie)? To nigdzie na świecie nie jest normalne. Teraz stało się podobnie. Notowania partii Kaczyńskiego zaraz po wyborach spadły do 30%, a PO urosły do dawnego poziomu ponad 50%. Gwarantuję, że przy następnych wyborach będzie podobnie.Nie dziwi was ten fenomen? Mnie dziwi, powiem więcej – wydaje się mieć znamiona świadomego fałszowania rzeczywistości.
Przypomnę, że sondaże są robione przez wiele różnych sondażowni i na zlecenie również pro-pisowskich gazet (Rzepa?). Nie ma sensu oskarżać wszystkich o jakiś gigantyczny spisek manipulujący wynikami sondaży.
Standardowe wytłumaczenie różnicy między sondażami międzywyborczymi a bliskowyborczymi jest takie, że wyborcy PIS bardziej niż inni nie chcą gadać z ankieterami. Rzucają słuchawkami telefonicznymi albo telefonów nie posiadają. I to jest ta szara strefa, która nie jest odwzorowana w sondażach. Sondaże są obarczone systematycznym błędem na niekorzyść jednej ze stron. Widać to na przykład po wynikach PSL.
Zastanówmy się jednak, czy sondaże międzywyborcze, czyli dokonywane w okresach, gdy nie ma za chwilę żadnych wyborów mają jakieś znaczenie dla władzy. Jakie korzyści uzyskuje władza z nieprawdziwych sondaży?
- Demoralizacja opozycji. Opozycja przeświadczona o swojej słabości traci wiarę w swoją skuteczność. Traci odwagę i przestaje atakować przeciwnika. Przekonanie o swojej słuszności jest bardzo ważne. Zaczynają się wewnętrzne rozliczenia, szuka sie odpowiedzialnych za porażkę, za spadek notowań, itd.To widać po ostatnich rozruchach wewnątrz PIS.
- Spolegliwość mediów. Media to gatunek stadny. Mają to do siebie, że zachowują się jak stado rekinów. Jak poczują krew w wodzie, płyną w tą strone i szarpią co popadnie. Wysokie sondaże poparcia dla PO pacyfikują dziennikarzy. Czują oni respekt wobec władzy, która ma 55% poparcia. Wówczas szuka się na siłę przyczyn sukcesu. Tematem dnia jest pytanie, co partia dobrego zrobiła, że ma aż takie poparcie. Jeżeli dana partia wpada w trend spadkowy, to od razu tworzy się wokół niej dziennikarskie kotłowisko i generowane są medialne domniemania na temat popełnionych błędów, złych wypowiedzi. Mają one częściowo charakter samospełniającej się przepowiedni, bo duża część ludzi słuchając mediów przytakuje im: "Tak, ten Kaczyński faktycznie zrobił źle występując w obronie krzyża. Tak mówia sondaże. Co za głupek."
- Pacyfikacja wyborców. Wyborcy przeświadczeni o wielkim poparciu dla rządu czują się w mniejszości. Dlatego bardziej się boją wyrazić swoje niezadowolenie z działań rządu. Panuje defetyzm, izolacja, przeświadczenie, że nie ma się racji.
Moje wnioski są następujące:
- Nie ma przesłanek, żeby myśleć, że PO fałszuje sondaże.
- Możliwe, że niektóre media zamawiają sondaże na korzyść swoich sympatii.
- Sondaże same z siebie są obarczone "obiektywnym" błędem na korzyść niektórych partii.
- PO odnosi dużą korzyść z nieprawdziwych sondaży, ale to nie znaczy, że coś celowo fałszują.
P.S. Wchodząc już w obszar spekulacji teoriospiskowych (brak dowodów! brak dowodów!), interesujące jest właśnie to falowanie sondaży. Powiedzmy, że sondaże są sterowane. Otóż sondażownia musi zachować wiarygodność. Wybory są absolutnym weryfikatorem ich sondaży. Dlatego sondaże tuż przed wyborami muszą być robione tak, żeby były zbliżone do wyniku wyborów. W pozostałych okresach mogą być ustawiane tak jak im się podoba - hulaj dusza, piekła nie ma. Dlatego rozrzut poparcie dla PO vs PIS wynosi 55 do 25 poza okresem wyborów, a tylko 40 do 35 na okres tuż przed wyborami.
I nie ma to nic wspólnego z bieżącymi działaniami polityków obu partii. Żadne tam błędy czy mądre zagrania.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)