Polityka to twarda gra a przez nieprzestrzeganie jej reguł można źle skończyć...
Wiedzą o tym wszyscy, którzy kiedykolwiek mieli mniejszą bądź większą styczność z tym światem.
Jak to jest, ze ci, którzy tak wiele zrobili dla danej partii, tak szybko jak do niej wstąpili, tak szybko mogą z niej wylecieć? To proste prawa rynku - konkurencję trzeba zwalczać. Zasada ta jest znana wszystkim ludziom posiadającym władzę bądź dązącym do niej - aby się utrzymać trzeba być najlepszym, a kazdą nieprzychylność należy likwidować w zarodku.
Po raz wtóry jesteśmy świadkami wewnątrzpartyjnych walk o to kto jest najważniejszy, a przynajmniej kto powinien być najważniejszy. Bo przecież nie moze być tak, ze w jednej partii mamy do czynienia z dwoma liderami, a co dopiero z trzema! Taki układ szybko się rozpadnie i zostanie tylko najlepszy.
We współczesnym świecie nie ma miejsca na dwóch najlepszych. Zyjemy w czasach kiedy to JA (a nie ktoś inny) muszę być najlepszy/najlepsza. Dlatego też nie powinno nas dziwić to, co się dzieje teraz (jak i kiedyś się też już działo) w dwóch głównych polskich partiach politycznych. Po prostu zachodzi proces, który ma pokazać kto ma władzę.
Z drugiej strony, co się dziwić - obydwaj Panowie (Schetyna jak i Ziobro) działają w swych partiach od samego początku, stworzyli już sobie (chcący czy niechcący) zaplecze kolegów partyjnych, a takze wyrobili swoistego rodzaju renomę. Nic więc zaskakującego w tym nie ma, ze Panowie pozwalają sobie na róznego rodzaju wystąpienia, słowa, gesty, które niekoniecznie się muszą wszystkim dookoła podobać.
To, co obserwujemy aktualnie na scenie politycznej jest identyczne jak mechanizmy zachodzące w niejednej firmie: 1) usuwamy osoby niezbyt wygodne; 2) przesuwamy w strukturach tych, którzy nie są zbyt nam przychylni, bądź w których widzimy potencjalne zagrozenie, albo 3) w jakiś sposób staramy się ich za wszelką cenę uciszyć.
Opcja pierwsza jest teoretycznie najprostsza, jednakze najczęściej wiąze się ze zbytnim rozglosem. No bo Pan X ukarał Pana Y poprzez wyrzucenie, bo był niegrzeczny. Potem Pan Y moze nam narobić problemów - jako juz osoba niezalezna - rozglaszając wszem i wobec co to się dzieje w strukturach partyjnych Pana X (coponiektórzy politycy tak właśnie zrobili, co nie miało zbyt pozytywnego oddźwięku u osób, które kiedyś z nim współpracowały), ewentualnie stworzy swoje nowe, własne struktury (z którymi niestety ciężko się wybić w obecnym systemie partyjnym, czego najlepszym przykładem są byli politycy PiSu) albo dla wygody swojej własnej wstąpią w szeregi innej partii (np. opozycyjnej - tak dla zartu).
Opcja numer dwa często wiąze się z tzw. awansem bądź wydelegowaniem. Na zewnątrz to ładniej wygląda kiedy np. byłego Marszałka Sejmu przerzucimy do jakiegoś Ministerstwa, a nie oddalimy całkowicie z powodu jego niesubordynacji bądź obaw co do danej persony. Sam zainteresowany zapewne ma świadomość, że chcą go zrobić w tzw. bambuko, no ale cóz on moze na to poradzić? W pewnym sensie powinien się cieszyć, bo przecież mógł zostać "wydalony", a tu go jednak nadal trzymają i to w dodatku jeszcze mu awans dają!
Co do trzeciej drogi, to duzo zalezy od samego lidera. No bo jeśli Przewodniczący, Prezes czy po prostu szef partii nie posiada posłuchu, to nic mu nie da uciszanie partyjnych kolegów. Ale w sytuacji kiedy to słowo "szefa" jest wręcz święte, wyjście to jest często wystarczające, a nawet wygodne. Często dzięki owemu "uciszeniu", mozemy na zadane pytanie otrzymać odpowiedź: "nie mam nic do powiedzenia", "nie mam nic do dodania w tej sprawie", "prosze pytać tego czy tamtego". A wtedy i wilk syty i owca cała...


Komentarze
Pokaż komentarze