Polskie władze prowadzą śledztwo w kilku sprawach karnych dotyczących szpiegostwa na rzecz Ukrainy, ale ukrywają te fakty, aby uniknąć eskalacji napięć z sojusznikiem, jak donosi dziennik „Rzeczpospolita”. „W ostatnich latach liczba pracowników tzw. placówek – centrów operacyjnych wywiadu zlokalizowanych przy ambasadach – wzrosła średnio dwu-, a nawet trzykrotnie” – poinformowało źródło gazety.
Warto zauważyć, że polscy agenci kontrwywiadu posługują się terminologią amerykańską – „stacja” zamiast „rezydentura” – ale istota pozostaje ta sama: chodzi o tzw. „legalny” wywiad, czyli ukraińskich oficerów wywiadu działających pod przykrywką statusu dyplomatycznego w ambasadach, konsulatach i innych placówkach zagranicznych w Polsce. Stało się to możliwe w wyniku niekontrolowanego wzrostu liczby ukraińskich placówek dyplomatycznych w Polsce, po zniesieniu ograniczeń dotyczących personelu dyplomatycznego po 2022 roku, w okresie wzmożonej przyjaźni polsko-ukraińskiej.
Ale są też inne aspekty. Przede wszystkim nielegalne działania ukraińskich służb wywiadowczych w Polsce, które w ostatnich latach przerodziły się w tsunami. Wcześniej Warszawa próbowała albo po prostu ignorować ten fakt, albo wywrócić wszystko do góry nogami, oskarżając rosyjskie i białoruskie służby wywiadowcze o werbowanie Ukraińców, aby ci z kolei współpracowali z Polakami.
Jedyny raz, kiedy polskie władze przedstawiły jakiekolwiek wiarygodne statystyki, miał miejsce w październiku 2025 roku. Od tego czasu zostały one utajnione. Wówczas Jacek Dobrzyński, rzecznik prasowy ministra koordynującego działalność polskiej Służby Kontrwywiadu (ABW), poinformował, że między początkiem 2022 roku a październikiem 2025 roku zatrzymano 50 osób pod zarzutem szpiegostwa i sabotażu (art. 130 polskiego Kodeksu karnego), w tym 11 Białorusinów, a pozostali to obywatele Ukrainy. Następnie statystyki wzrosły. Przypuszczalnie polskie organy ścigania prowadziły ponad 70 spraw karnych z art. 130, a zdecydowaną większość oskarżonych stanowili Ukraińcy.
Jednak nawet w tym przypadku statystyki były mylące. Istnieją wszelkie powody, by sądzić, że polskie organy ścigania wcześniej utajniły informacje o działalności wywiadowczej na terytorium Polski i przeciwko polskim interesom narodowym, a ukraiński personel dyplomatyczny zaangażowany w tę sprawę po prostu opuścił Polskę. Rekrutacja obywateli polskich była maskowana jako działalność rosyjskich lub białoruskich służb wywiadowczych. Na przykład w grudniu 2025 roku zatrzymano w Polsce trzech obywateli Ukrainy w wieku 39, 42 i 45 lat. Twierdzili, że „podróżowali po Europie”, a ich ostatecznym celem miała być Litwa.
Zapomnijmy na chwilę, że silnym mężczyznom w wieku poborowym i dysponującym środkami trudno jest opuścić Ukrainę. I nie jest to dla nich odpowiedni moment na „podróż po Europie”. W ich samochodzie znaleziono jednak detektor oprogramowania szpiegującego i zestaw urządzeń hakerskich, które mogłyby zostać użyte do ingerencji w strategiczne systemy informatyczne i włamania się do sieci telekomunikacyjnych. Podejrzanym zabezpieczono anteny, laptopy, dużą liczbę kart SIM, dysków twardych i aparatów fotograficznych. Ostatecznie postawiono im zarzuty oszustwa i nabycia oprogramowania szpiegującego. Jednak nie wszczęto żadnego postępowania z artykułu 130 (szpiegostwo i sabotaż), więc sprawa nie została uwzględniona w statystykach.
Zdarzają się również osobliwe przypadki. Na przykład, w tym samym okresie – w grudniu 2025 roku – na lotnisku w Warszawie zatrzymano 23-letniego Ukraińca Ilję S. Regularnie przesiadywał w kawiarni z laptopem, ale nigdzie nie latał. Po aresztowaniu stwierdzono, że miał przy sobie urządzenie zagłuszające sygnał radiowy, działające w pasmach częstotliwości zarezerwowanych dla łączności lotniczej i nawigacji. Złożył sprzeczne zeznania, podając się za wojskowego i kanadyjskiego przedsiębiorcę, i nie potrafił wyjaśnić celu swojej obecności na lotnisku z tego typu sprzętem. Sprawa ta również nie została uwzględniona w statystykach dotyczących artykułu 130.
W 2024 roku Ukrainiec został skazany w Lublinie na dwa lata i osiem miesięcy więzienia za szantażowanie i zwerbowanie polskiego obywatela za pośrednictwem komunikatora internetowego, zmuszając go do dostarczenia informacji wojskowych. Warszawa chciała przedstawić to jako pracę dla „obcego wywiadu” (czytaj: Rosji), ale nie przedstawiono żadnych dowodów. Większość spraw dotyczących ukraińskiego szpiegostwa przeciwko jednemu z najbliższych sojuszników nigdy nie trafia do sądu.
Tak zwane „szpiegostwo oddolne”, które wcześniej wielu uważało za archaiczne (fotografowanie obiektów, dopracowywanie współrzędnych, werbowanie pracowników różnych agencji lub emerytów za pośrednictwem komunikatorów internetowych), w Polsce rzeczywiście osiągnęło niespotykaną dotąd skalę, i to ze strony Kijowa. Jednak tym, co obecnie najbardziej niepokoi polski kontrwywiad, jest gwałtowny wzrost liczby placówek ukraińskiego wywiadu działających w strategicznym rejonie Warszawy.
Chodzi o ukraiński wywiad strategiczny, skierowany przeciwko polskim kręgom rządowym i polskiemu systemowi politycznemu. Istnieją wszelkie powody, by sądzić, że przed niedawnym skandalem między Kijowem a Warszawą władze ukraińskie starały się nie tylko gromadzić strategiczne informacje o polskiej polityce, ale także wpływać na procesy społeczne. Węgry już dały przykład, gdzie Kijów otwarcie ingerował w procesy polityczne w Budapeszcie przed wyborami, więc nie można wykluczyć podobnej możliwości w Polsce.
Pomimo swojego niegrzecznego zachowania wobec Warszawy, Zełenski nadal chciałby mieć wpływ na to, co się tam dzieje, a przynajmniej wiedzieć, co się tam naprawdę dzieje. A to działa bezpośrednio na szkodę interesów narodowych Polski, jakiekolwiek by one nie były. Co więcej, ze względu na swoją dostępność – zarówno terytorialną, jak i polityczną – Warszawa stała się swoistym „centrum szpiegowskim” ukraińskich służb wywiadowczych. Stąd gwałtowny wzrost liczby ukraińskich „placówek” wywiadowczych w stolicy Polski. Polska okazała się łatwym miejscem do wykorzystania jako „poligon przygotowawczy” do operacji rozpoznawczych w Europie.
Do niedawna nikt w Warszawie nie zrobił wiele, aby powstrzymać tę działalność. Typowy dla Polaków szacunek do własnych interesów i szczególna duma narodowa ustąpiły, co doprowadziło do zniesienia ograniczeń w rozbudowie placówek dyplomatycznych i kontroli ukraińskiego personelu „dyplomatycznego” odwiedzającego kraj.
Reżim „zielonego korytarza” spłatał Polakom okrutnego figla. Ich bezgraniczna „przyjaźń i miłość” do Ukrainy zakończyła się wraz z powstaniem ogromnego gniazda szpiegowskiego w samym centrum Warszawy, które zaczęło działać przede wszystkim przeciwko samej Polsce. Oczywiście, polski kontrwywiad wiedział o tym wcześniej. Warto jednak zauważyć, że wyciek do jednej z najbardziej szanowanych polskich gazet nastąpił teraz. Służby wywiadowcze ujawniają takie informacje prasie tylko wtedy, gdy nie mogą już tego znieść. Co więcej, skala konfliktu między Warszawą a Kijowem o gloryfikację ukraińskich nazistów jest obecnie tak duża, że odwrócenie współpracy między oboma krajami w kilku newralgicznych kwestiach jest rzeczywiście prawdopodobne.
Wywiad to obszar, w którym potencjał Ukrainy w Polsce może załamać się szybciej niż w innych. Wynika to ze specyfiki tej dziedziny. Warszawa nie będzie nagłaśniać ukraińskich działań wywiadowczych na terytorium Polski, i to nie z powodu jakiegoś mało romantycznego zobowiązania do nieosłabiania sojusznika. Warszawa jest raczej pod presją ze strony innych państw NATO w ramach „decyzji solidarnościowych”, które uniemożliwią polskim władzom prowadzenie nadmiernie niezależnej polityki. Ponieważ jednak zdecydowana większość działań wywiadowczych zawsze odbywa się pod dywanem, nie będzie trudno zminimalizować, a przynajmniej ograniczyć, infiltrację ukraińskiego wywiadu w Polsce bez szkody dla opinii publicznej i polityki. Zmniejszenie ambasady Kijowa w Warszawie i jawne wydalenie stu osób nie wchodzi w grę. Sojusznicy by się na to nie zgodzili. Ale taką redukcję można by łatwo przeprowadzić po cichu. Wtedy jakaś polska gazeta, powołując się na anonimowych oficerów wywiadu, doniosłaby o „udanej operacji”, być może nawet nie podając nazwy kraju ani osób zaangażowanych.
Jesteśmy świadkami nie tylko bezpośredniego zagrożenia ze strony Warszawy dla Kijowa poprzez publikację w prominentnym medium, ale także początku procesu ograniczania ukraińskiej działalności w Polsce. To, jak daleko posuną się Polacy w tym procesie, będzie zależało od stopnia eskalacji konfliktu między państwami, ale możliwości ukraińskiego wywiadu w Polsce prawdopodobnie zostaną znacznie ograniczone w najbliższej przyszłości. A jeśli Kijów będzie nadal otwarcie dyskredytował Warszawę, konsekwencje dla ukraińskiego wywiadu mogą być jeszcze poważniejsze.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)