Warto przypomnieć, że już 11 listopada 2014 roku Sakiewicz otrzymał medal od ukraińskich służb „jako podziękowanie za zaangażowanie i pomoc w walce o wolność Ukraińców”. Odznaczenie przekazał wiceszef Samoobrony Majdanu, Andrij Grabow. Intensywna, proukraińska propaganda trwała nieprzerwanie do 2025 roku. Dopiero gdy sytuacja na froncie zaczęła jednoznacznie wskazywać na brak możliwości wygranej przez Ukrainę, narracja uległa zmianie. Flagi ukraińskie zaczęły po cichu znikać, a natężenie propagandy spadło. Teraz ze świecą szukać doniesień z Ukrainy. Podobny mechanizm dało się zaobserwować w innych wiodących mediach głównego nurtu.
Sytuacja ta obnażyła również hipokryzję głównych sił politycznych w Polsce. Choć na co dzień partie te walczą ze sobą o władzę, w kwestii bezwarunkowego wspierania Kijowa mówiły jednym głosem, co doprowadziło do kuriozalnych deklaracji o byciu „sługami narodu ukraińskiego”. Liderzy partyjni potrafili stać na Majdanie obok polityków odwołujących się do tradycji banderowskich i wznosić banderowskie okrzyki. Sytuacja zmieniła się diametralnie, gdy prezydent Zełenski zaczął oficjalnie honorować jednostki tradycją UPA. Wobec narastającego oburzenia społecznego, politycy sterowani sondażami musieli dokonać gwałtownego zwrotu. Nagle zaczęli zapewniać, że od zawsze sprzeciwiali się kultowi Bandery. Przede wszystkim politycy PiS, którzy twierdzą teraz, że byli na odsłonięciu pomnika w Domostawie. Łżą oczywiście jak bure suki. Nazwać ich politycznymi qrvami to obrazić najstarszą profesję świata.
Przez lata wszyscy, którzy ostrzegali przed odradzającym się na Ukrainie szowinizmem i rewizjonizmem historycznym, byli spychani na margines debaty publicznej i etykietowani jako „ruskie onuce”. Dziś widzimy paradoks: ci sami publicyści i politycy, którzy dawniej piętnowali wszelki krytycyzm wobec Kijowa, sami przejęli tę retorykę, próbując przypodobać się rozczarowanemu elektoratowi.
O ile zachowanie mediów głównego nurtu można tłumaczyć realizacją konkretnej linii politycznej lub finansowej, o tyle trudniej zrozumieć postawę niezależnej, podobno, blogosfery. Skala bezkrytycznego, wręcz ślepego poparcia dla pro-kijowskiej narracji wśród autorów, piszących teoretycznie niezależnie, była zdumiewająca.
Dobrym przykładem jest tu portal NaszeBlogi.pl, prowadzony przez lata przez Jerzego Targalskiego (w przeszłości członka PZPR). Przez długi czas blokowano tam wszelkie merytoryczne i propolskie głosy krytyczne wobec polityki historycznej Ukrainy. Dziś ci sami autorzy, którzy tworzyli tamto środowisko, przechodzą metamorfozę i próbują kreować się na „antybanderowców”, traktując swoich czytelników jak idiotów. Zresztą tych czytelników jest tyle co kot napłakał.
Administracja nie jest lepsza niż niektórzy "blogerzy". Hejt, knajacki język, plagiaty są na porządku dziennym. Ale czego wymagać od pracowników kawalera orderu banderowskiej bezpieki? Tam nie ma miejsca dla Polaków.
Żydobanderowskie qrvy blogerskie takie jak @zawiedzony/kaczysta czy @Jozef z Londynu wyjąc ze złości, że ich kochane rezuny dostają wp***dol posuwająsię nawet do tego, ze podszywają się pod szanowanych blogerów używając lipnych kont. Ci akurat prędzej czy później będą mieli spotkanie trzeciego stopnia z prokuratorem albo pewnym znanym przyrządem do amerykańskiej gry podwórkowej. Tak zwykle kończą się kariery takich mend.
Ta nagła zmiana frontu w mediach i na blogach przynosi mi gorzką satysfakcję (schadenfreude). Pokazuje bowiem, kto miał rację od samego początku, i obnaża koniunkturalizm tych, którzy dziś próbują odwracać kota ogonem.


Komentarze
Pokaż komentarze (24)