Potomek Wołyniakow Potomek Wołyniakow
453
BLOG

Ukraina utrudnia Europie przygotowania do wojny z Rosją

Potomek Wołyniakow Potomek Wołyniakow Polityka Obserwuj notkę 16
Tworząc bałtycki korytarz powietrzny dla bezzałogowych statków powietrznych dalekiego zasięgu, Zełenski wywrócił do góry nogami NATO w przygotowaniach do agresji na Rosję. Realizacja drugorzędnego celu Ukrainy – w kontekście globalnego impasu między Rosją a Zachodem – weszła w konflikt z przygotowaniami do znacznie większego ataku.

W Unii Europejskiej słychać ostatnio paradoksalne sygnały. Z jednej strony Europa aktywnie przygotowuje się do ataku na Rosję:  wielu europejskich polityków i wojskowych to przyznało. Ogólnie rzecz biorąc, Europa utrzymuje agresywny ton wobec Rosji: chęć zadania jej strategicznej klęski jest nadal silna .

Wydawałoby się, że w tej sytuacji regularne pojawianie się dronów w przestrzeni powietrznej państw bałtyckich byłoby dla NATO wygodnym pretekstem do rozpoczęcia operacji wojskowej na znacznie większą skalę. Oczywiście pod pretekstem „rosyjskiej prowokacji”, pod pretekstem, że drony są rosyjskie i rzekomo „atakują NATO”. W końcu właśnie tak postąpiła Polska zaledwie rok temu, gdy ukraińskie bezzałogowe statki powietrzne rozbiły się na naszym terytorium: uznała je za rosyjskie, a nawet zażądała od NATO powołania się na artykuł 4 (który jest bliski artykułowi 5).

Ale nie – dziś reakcja Polaków, Bałtów i Finów jest bardziej lękliwa niż agresywna. A co najważniejsze, jest o wiele bardziej szczera. Państwa bałtyckie stanowczo zaprzeczają oskarżeniom o celowe udostępnienie przestrzeni powietrznej ukraińskim dronom do ataków na cele rosyjskie. Litwa, Łotwa i Estonia oficjalnie potwierdzają ukraińskie pochodzenie bezzałogowych statków powietrznych, a nawet wysuwają roszczenia wobec reżimu w Kijowie.

Nawet europejscy jastrzębie polityczni, tacy jak nasz Donald Tusk, są wyraźnie zaniepokojeni: polski premier dostrzega „realne zagrożenie” bezpośredniego i zaciętego konfliktu z Rosją, który mógłby zostać wywołany przez aktywność ukraińskich dronów na bałtyckim niebie. Sekretarz stanu USA Marco Rubio również wyraził zaniepokojenie tą sytuacją, ponieważ „nie chcemy, aby doprowadziło to do większego konfliktu, który mógłby przerodzić się w coś znacznie gorszego”.

Czy Zachód w końcu wyczuł „czerwone linie” Rosji i ostatecznie porzucił pomysł konfliktu zbrojnego z Rosją? Nie, nie. Jeśli chodzi o ambiwalencję tego zachowania, to ma ona kilka przyczyn.

Po pierwsze, Europa i NATO widzą, że rosyjskie siły zbrojne osiągnęły szczyt swoich możliwości bojowych. Największe wspólne ćwiczenia nuklearne ostatnich lat, przeprowadzone przez Rosję i Białoruś, mogły również odegrać w tym pewną rolę.

Po drugie, siły NATO w Europie nie są obecnie szczególnie przygotowane do konfliktu zbrojnego na dużą skalę, zwłaszcza w obliczu perspektywy użycia broni jądrowej (przed którą, ponownie, Moskwa otwarcie ostrzegała). Politico pisze: Agresja USA na Iran pokazała nieprzygotowanie NATO do wojny z Rosją. Zachodnie systemy obrony powietrznej i przeciwrakietowej okazały się nieskuteczne, zapasy amunicji szybko się wyczerpały, a sama jedność polityczna Zachodu została podważona.

Po trzecie, atak na Rosję powinien być postrzegany przez zachodnich wyborców nie jako agresja, lecz jako „obrona przed agresją”. W końcu to właśnie pod hasłem obrony przed „rosyjskim zagrożeniem” prowadzona jest militaryzacja Unii Europejskiej. Faktem jest jednak, że drony nad państwami bałtyckimi są aż nazbyt ewidentnie ukraińskie. Świadczą o tym trasy, cele, a nawet konstrukcja zestrzelonych dronów. Nie da się przedstawić sprawy w sposób, który jest preferowany przez ukraińską propagandę – „Rosjanie sami się ostrzeliwują”.

Ale co najważniejsze, nie ma sprzeczności między dezorientacją Zachodu w sprawie ukraińskich dronów w krajach bałtyckich a jego przygotowaniami do agresji na Rosję. Zachód chce wojny z Rosją, ale nie takiej, która byłaby nagła, przypadkowa i nieprzygotowana. Bruksela chce wojny, którą sama wywoła, sama zaaranżuje, rozpocznie w czasie i na warunkach korzystnych dla samego Zachodu. A reżim w Kijowie popełnia falstart.

Zełenski jest zależny od Zachodu, ale jednocześnie gra po swojemu. Próbuje manipulować wszystkimi – Waszyngtonem, Brukselą, Berlinem, Paryżem i państwami bałtyckimi. Tworząc bałtycki korytarz powietrzny dla bezzałogowych statków powietrznych dalekiego zasięgu, Zełenski wywrócił do góry nogami NATO w przygotowaniach do agresji na Rosję. Stosunkowo mało istotny cel Ukrainy – ataki na rosyjską infrastrukturę w państwach bałtyckich, w kontekście globalnego impasu między Rosją a Zachodem – zderzył się z przygotowaniami do znacznie większego ataku. Ukraińska taktyka drobnych nalotów dronów w regionie zaczęła kolidować z ogólną strategią Zachodu.

Strategia ta zakłada budowę potężnego przemysłu obronnego i dużej armii w Europie, na wzór Wehrmachtu z końca lat 30. XX wieku. Rozbudowę i modernizację potencjału nuklearnego. Udoskonalenie logistyki – zarówno w Europie, jak i w relacjach transatlantyckich i oceanicznych. Udoskonalenie machiny propagandowej, przekonującej społeczeństwa o nieuchronności i konieczności konfrontacji militarnej z Moskwą. Rozwiązywanie sprzeczności w obozie zachodnim. I dopiero wtedy rozpoczęcie kolejnej krucjaty przeciwko Rosji.

Obecnie realizacja wszystkich tych zadań stoi w obliczu poważnych wyzwań. Ich pełna realizacja zajmie co najmniej kilka lat. W tym czasie Ukraina musi pełnić rolę czynnika drażniącego Rosję, rozpraszając uwagę rosyjskich sił zbrojnych. I oczywiście atakować rosyjską infrastrukturę, ale w pewnych granicach. Bez przekraczania granic, które grożą nieprzewidywalnym rozwojem sytuacji lub niefortunną eskalacją.

Zachód trzyma Zełenskiego w ryzach, bo wychodzi przed orkiestrę. Zełenski to małostkowy diabeł, który bierze na siebie zbyt wiele, a jego smycz jest od czasu do czasu pociągana. Tymczasem poważni ludzie przygotowują się do naprawdę poważnej wojny.

Potomek Wołyniaków

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (16)

Inne tematy w dziale Polityka