Piotr Frączak Piotr Frączak
76
BLOG

Pobudka dla federalistów

Piotr Frączak Piotr Frączak Polityka Obserwuj notkę 0

W ramach Kongresu Praw Obywatelskich rozprowadzano pierwszy numer nowego kwartalnika. Pytanie czy federalizm nie jest kolejnym -izmem, który dawno powinien trafić do lamusa historii, jest pytaniem redaktorów. Bardzo chetnie wysłuchałbym opinii.... ponizej tekst odredakcyjny.



FEDERALIST
KA



Federalista/federalistka to ktoś, kto ufa, że federalizm jest lepszym rozwiązaniem niż unitaryzm i centralizm. W jednym i drugim upatruje zagrożeń dla samodzielności i niezależności wspólnot, jakkolwiek szeroko czy wąsko rozumianych (organizacji pozarządowych, społeczności lokalnych, regionów czy państw).


Nie podobają się mu/jej tendencje zmierzające do powstania wszechpotężnego państwa ani podporządkowania wszystkich działań jednemu ośrodkowi władzy. Zakłada on/ona, że władza powinna znajdować się tak blisko wspólnot, na ile tylko jest to możliwe. Chciałby/chciałaby, aby w procesy decyzyjne były jak najbardziej zaangażowane społeczności, których one dotyczą. Kto w dzisiejszej Polsce jest federalistą/federalistką? Gdyby szacować to na podstawie odpowiedzi na wprost zadane pytanie: czy jest Pan/Pani zwolennikiem federalizmu?, pewnie nie byłoby ich/nas zbyt dużo. Kto bowiem dzisiaj
myśli o sobie w tych kategoriach?


Ale gdyby inaczej zadać pytanie, trochę podrążyć temat, pójść w kierunku doprecyzowania, o co naprawdę chodzi, sytuacja mogłaby się zmienić. I mogłoby (są podstawy, żeby w to wierzyć!) okazać się, że jest ich/nas całkiem sporo.


Można, rzecz jasna, szukać historycznych korzeni federalizmu. Badać jego niegdysiejszą i dzisiejszą spójność ideologiczną. Przykładać do obecnych warunków i sprawdzać, czy pasuje. W ortodoksyjnym ujęciu może trochę odstawać. Może nawet trochę razić swobodna interpretacja i inne rozłożenie akcentów. Nie to jest jednak ważne. Poszukiwanie prostego odniesienia do idei, które określało się tym pojęciem w przeszłości, może nas bowiem sprowadzić na manowce. Zresztą do idei federalizmu odwoływali się tak współtwórcy Konstytucji Stanów Zjednoczonych, ideowi ojcowie Unii Europejskiej, jak i anarchiści odwołujący się do myśli Proudhona. Nie oznacza to jednak, że uważamy tradycję za niewartą refl eksji. Jak mówi porzekadło, historia jest nauczycielką życia, ale trudno od niej oczekiwać gotowych recept na dziś. Nic więc bardziej mylnego niż stwierdzenie, że historia nas nie interesuje! O wadze, jaką przywiązujemy do tradycji, świadczy choćby fakt, że w pierwszym numerze tego pisma odwołujemy się do historycznego dokumentu. „Samorządna Rzeczpospolita” to więcej niż symbol, choć młodszym pokoleniom naszych koleżanek i kolegów znany może być jedynie z nazwy. To dowód na to, że społeczeństwo działające poza strukturami władzy jest w stanie wypracować poważne, strategiczne dokumenty. To także dowód na to, że zbiorowa mądrość pozwala dostrzec wartość dobra wspólnego, które ceni wyżej niż interes poszczególnych jednostek, a przez samorządność rozumie wspólną pracę, a nie tylko wybory, w których ktoś może wygrać. Jeśli zatem ktoś uzna, że sformułowane w tym dokumencie tezy są mu bliskie, choć ciągle wymagają pracy nad ich realizacją, do federalizmu
już mu niedaleko.


No właśnie, a o co naprawdę chodzi? Może o przekonanie o znaczeniu wolności zrzeszania się? Tworzenia samodzielnych wspólnot? A potem łączenia w różne formy związków, konfederacji czy federacji? Może o wiarę w autonomię osób i grup, które tworzą, oraz ich dobrowolną współpracę? Może o możliwości aktywnego uczestnictwa we wszelkich formach organizacji na każdym poziomie podejmowania decyzji? Jeśli tak brzmiałoby pytanie, to znacznie łatwiej, znacznie większej grupie ludzi przyszłoby przyznanie: tak, jestem federalistą, tak, jestem federalistką. Jako przykład mogą nam posłużyć dwa zamieszczone manifesty, które udowadniają, że zorganizowani obywatele mogą podejmować i podejmują wysiłek wpływania na realizację polityk publicznych na skalę międzynarodową.


Wielu także zgodziłoby się, że konstytucyjna zasada pomocniczości wymaga uzupełnienia. Jak wiadomo, pomocniczość zakłada, że państwo bierze na siebie te obowiązki, które przerastają możliwości pojedynczych obywateli. Tam, gdzie sobie radzą, samodzielnie lub w swoich organizacjach, ma przede wszystkim nie przeszkadzać. W biernym, roszczeniowym społeczeństwie państwo ma zatem więcej obowiązków. W samodzielnym, zorganizowanym, dającym sobie radę, powinno ustępować pola biorącym odpowiedzialność za swój los i los własnej wspólnoty. Wtedy zasada pomocniczości nie może być martwym konstytucyjnym zapisem, gdyż osłabia motywację tych, którzy chcieliby aktywnie uczestniczyć w życiu swoim i publicznym. Federalistą/federalistką jest więc ten/ta, kto uznaje, że od formalnych zapisów i praw ważniejsze jest to, czy są realizowane w życiu. Konstytucyjna zasada pomocniczości stwarza bowiem pole do samodzielności, niezależności i aktywności wspólnot czy społeczności lokalnych. Federalizm oczekuje, że te możliwości będą realne i respektowane. Nieprzypadkowo tematem numeru jest Kongres Praw Obywatelskich, impreza, która ma za zadanie pokazać, na ile prawa obywatelskie są czymś realnym, czymś, co można stosować na co dzień. Z drugiej strony czymś, co nie tylko zabezpiecza nas przed władzą i pozwala ją kontrolować, ale także zobowiązuje nas do zaangażowania się i brania na siebie odpowiedzialności.

Ale to nie koniec. Federalista/federalistka uważa także, że uzupełnienia wymaga konstytucyjna zasada dialogu społecznego. Dialog społeczny (zarówno w swojej tradycyjnej formie, jak i w formie dialogu obywatelskiego) wymusza na rządzących podjęcie debaty, a nawet uzgadnianie stanowisk z różnego
rodzaju grupami społecznymi. Przede wszystkim zaś – zgodnie z zasadą: nic o nas bez nas – wysłuchanie wszystkich zainteresowanych. Nie może być inaczej, bo w przeciwnym razie decyzje podejmowane byłyby arbitralnie i autorytatywnie. Dla federalisty/federalistki to nie do przyjęcia. Jeśli decyzja ma być dobra, sensowna i skuteczna, wymaga dialogu z zainteresowanymi. Wymaga uznania ich podmiotowości i istotnej roli w procesie podejmowania decyzji. Wymaga uznania, że w prowadzonym dialogu role rozpisane są inaczej niż: mówca i słuchacz. Do podjęcia decyzji potrzebni są partnerzy. Dopiero w taki
dialog, w jego siłę i znaczenie wierzy federalista/federalistka. Prezentujemy w tym numerze dyskusję wokół defi nicji dialogu obywatelskiego. Wydaje się, że temat ten – szczególnie w kwestii reprezentatywności i sposobu podejmowania decyzji w państwie – jest coraz bardziej znaczący.


Federalizm więc, choć może wydawać się trochę przykurzony i staromodny, wciąż nadaje się do użytku. Pogląd, zgodnie z którym obywatele mają duży zakres autonomii, mogą uczestniczyć w procesie podejmowania decyzji bezpośrednio lub organizując się w bardziej złożone organizacje, że te ich organizacje też mają prawo do współtworzenia polityki lokalnej, regionalnej czy państwowej, że nie ma omnipotentnej władzy, narzucającej z dalekiej stolicy rozwiązania lokalnym społecznościom, że bez aktywności obywatelskiej trudno zapewnić optymalny poziom samostanowienia i samorządności, wciąż wydaje się mieć wielu zwolenników. Federalistów i federalistek. Choć może nie wiedzą jeszcze, że to o nich chodzi.

 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka