O tym jak się uprawia politykę w Polsce AD 2009 wiele juz napisano. Pytaniem, na które ciągle nie znalazłem odpwiedzi, jest jednak problem dlaczego tak jest. Prosta hipoteza mówi, że to wina polityków - są kiepscy i dlatego kiepską mamy politykę. Jest jednak też inna - politycy nic nie mogą (jedynie tworzyć coraz to nowe fakty medialne - typu co to jest prostytuowanie się w polityce), a w istocie wszystko zależy od urzędników. Osobną kwestią czy są oni polityczni czy apolityczni, ale to oni w istocie mają wpływ i to coraz większy na decyzje i ich realizację (o tym wiecej może kiedy indziej). Jest teże wytłumaczenie. Jest jak jest, bo takie zachowanie jest w istocie najskuteczniejsze. Możemy się denerwować, że ktoś nie dotrzymuje danego słowa, zmienia zdanie (równie często jak partie) czy też decyzję, ale nic mu za to nie możemy (jako obywatele) zrobić. Po co on (polityk, urzednik) ma się nami przejmować, jeśli jego sukces zależy od zupełnie innych czynników niż nasze samopoczucie.
Ale chciałbym do tych hipotez dorzucic jeszcze jedną, która mówi, że to my, obywatele jesteśmy trochę współwinni. To my obywatele przymykamy oczy na drobne "uproszczenia w procedurze", bardziej zainteresowani jesteśmy tym, aby nasza sprawa była załatwiona niż to, że załatwiona została w sposób nie do końca zgodny z procedurami.
Przykładów jest wiele, za każdym razem słyszę. Nie warto pisać pism, wystepować formalnie. Znajdź tego kto odpowiada za dana sprawę i wytłumacz mu o co chodzi. I dodam od razu, ze nie chodzi tu o żadne łapówki. Po prostu urzędnicy są w zasadzie dobrzy i przyjaźni, ale trzeba ich oswiecić, wyjaśnić, porozmawiać.
A ja chciałbym inaczej, aby takie przyjacielskie rozmowy nie maiły żadnego wpływu na decyzje urzędniczą, aby przychylność polityka nie zdobywało się ujmujacym zachowaniem podczas rozmowy, ale argumentami merytorycznymi, zgłoszonymi w formalny sposób. Że nigdy nie uda się wyeliminować prywatnych sympatii i antypatii poszczególnego polityka czy urzednika to jasne, chciałbym jednak wierzyć, że dobry polityk i urzednik z zasady potrafi wynieść sie ponad swoje guściki i zgodnie z prawem podejmować merytoryczne decyzje.
Zastanawiam się jak często poszczególni urzędnicy, po mniej lub bardziej prywatnej rozmowie, podejmuja decyzję np. o wpisaniu lub wykreśleniu jakiegos fragmentu dokumentu (chociażby w Rocznych Planach Działań - dokumentach, które decyduja na jakich zasadach bedą przekazywane środki unijne w kolejnym roku) i czym to się w ostatecznym rozrachunku różni (mówię o kwestii moralnej a nie karnej) od słynnego "lub czasopisma". Jestem przekonany, że dokąd będzie społeczne przyzwolenie (przecież to dla słusznego celu) na nieformalne działania władzy, tak długo ta władza bedzie to robiła i to z przekonaniem, że zrobiła coś dobrego (zareagowała na skargi obywateli czy obywatela).
Tu anegdotka przytoczona na jednym z publicznych spotkań przez jednego z urzedników - Minister spotyka się na kawce z przyjacielem, który mówi mu o jakiś problemie, a następnie minister przekonany o wadze przeprowadzonych przez siebie "konsultacji" społecznej (w końcu komu ma ufać jak nie przyjacielowi), wymyśla zmianę ustawy jako sposób zaradzenia katastrofie. Sukces pełen.


Komentarze
Pokaż komentarze