Wszystko idzie OK z Benedyktem XVI na gościnnej ziemi Izraela. Zaczął od razu z grubej rury na lotnisku B-G pod Tel Awiwem, gromiąc antysemityzm i zapowiadając, że odda hołd 6 mln ofiar Holokaustu. Na zakończenie dodał krótko, że konflikt bliskowschodni powinien być rozwiązany w oparciu o zasadę „dwóch państw dla dwóch narodów”.
Telawiwski koncert Depeche Mode też przebiegł bez większych niespodzianek; półnagi wytatuowany facet w kamizelce miotał się z wajchą mikrofonu – na tle telebimu powiększającego mu łeb monstrualnie. Nie dał rady zachęcić tłumów, żeby zawyły z nim razem kawałek pt. Peace. Zawiniła nędzna jakość, a nie ambitna treść.
Tłumy rozeszły się spokojnie, ale jeszcze dziś rano pod stadionem widziałem ludzi z piwami na trawnikach i można było kupić koszulki zespołu. Tymczasem we wschodniej (arabskiej) części Jerozolimy policja rozpędziła konferencję prasową, zwołaną przez władze palestyńskie...z pobliskiego Ramallah. Wyraźnie coś mają do tej nieszczęsnej Jerozolimy.
Wizyta papieska skupia na sobie zainteresowanie mediów światowych; nikogo nie obchodzą masakry na Sri Lance i w dolinie Swat. Papież wieczorem wystąpi w Jad Waszem. Paru oszołomów izraelskich złożyło na niego pozew do sądu w Jerozolimie, że Watykan chomikuje w lolach zrabowaną przez legionistów Tytusa Menorę z Drugiej Świątyni.
Cofając sie jednak na lotnisko Ben-Guriona pod Tel Awiwem; papież przyleciał arabskim samolotem (Royal Jordanian Airlines) - z chorągiewkami watykańską i izraelską. Beginning of a beautiful friendship.
Komentarze
Pokaż komentarze (11)