W Rydze pod topornym, jakby quasi germańskim pomnikiem wolności odbędą się dziś obchody rocznicowe „wyzwolenia” miasta przez bohaterski Wehrmacht w 1941 r. Sąd ryski zezwolił na to, pomimo protestów ze strony władz miejskich, rządu i prezydenta etc.
Neonaziolskie marsze (weteranów SS itp.) w Pribałtyce traktowane są w UE obojętnie niczym jakieś berlińskie parady gejowskie lub sierpniowy festiwal nawiązujący do luziku Republiki Weimarskiej - z charlestonem, długimi cygarniczkami i koktailami zielona wróżka (absynt - ohyda!).
Neonazizm nadbałtycki (i nie tylko) jest częścią szerszego „rewizjonizmu” dążącego do zrównania hitlerowskiego ludobójstwa ze stalinowskim. Chodziłoby w tym wypadku głównie o chamskie rozmydlenie Holokaustu, jako bezprecedensowej zbrodni w dziejach ludzkości.
Siłą rzeczy - ryskie obchody mają też uczcić bohaterskich autochtonów mordujących Żydów. Łotewski historyk A. Ezergailis twierdzi, że połowę spośród 70 tysięcy wymordowanych Żydów łotewskich mają na sumieniu bandy Viktora Arajsa (prawnika z zawodu).
Bańdziory te (z zapasami wódy i kiełbachy) ładowały się w Rydze po czterdziestu do niebieskich autobusów miejskich, którymi objeżdżali okolice, mordując Żydów jak popadnie. Czasem autobusy obracały parę razy dziennie.
Komentarze
Pokaż komentarze (47)