Izrael zajmuje ósmą pozycję w rankingu „najszczęśliwszych krajów świata” (Polska zdobyła miejsce 56.). Na samym szczycie widnieją Skandynawowie, bo mają najlepiej pod względem ogólnej zamożności i poczucia bezpieczeństwa socjalnego (no i wrodzonego intelektu).
Ex aequo z uskrzydlonym Izraelem znalazły się Kanada, Szwajcaria i Australia - czyli państwa wg mnie najnudniejsze, ale mniejsza… Egipt, Jordania i Syria plasują się za Iranem (81), a w ogonie ciągną Afrykanie, u których z zamożnością, socjalem itp. nie jest ciągle… za dobrze.
Zaskoczyła mnie dosyć 21. pozycja Wenezueli (Hugo Chávez), no i 67. Kuby - ale ranking wydaje się super wiarygodny. Przygotował go Gallup, a publikuje w necie Forbes. Uważam jedynie, że Izraelczykom należy się wyższa pozycja, np. ex aequo z triumfującymi Skandynawami.
Powodów do szczęścia w Izraelu nie brakuje. W poniedziałek w Karpatach rozbił się helikopter Cahalu ćwiczący uderzenie na irańskie, podziemne instalacje „A” w wysokich partiach górskich. Zaś dziś rano rakieta Grad (katiuszka) rąbnęła w Aszkelon, ale nikogo nie zabiła.
@
http://www.forbes.com/2010/07/14/world-happiest-countries-lifestyle-realestate-gallup-table.html
@
I jeszcze coś: National Geographic, zaliczył wczoraj Tel Awiw do dziesiątki najatrakcyjniejszych „miast plażowych” świata, obok Miami Beach, Barcelony, Rio de Janeiro, Nicei czy Cape Town. Z racji nocnego życia, knajp otwartych do rana i 13-kilometrowej promenady nadmorskiej - „Tel Awiw to „dionizyjski odpowiednik religijnej Jerozolimy”.


Komentarze
Pokaż komentarze (30)