W polityce też nie ma próżni; zacieśniają się stosunki izraelsko-greckie w miejsce wiekopomnych izraelsko-tureckich. W Turcji odbywa się dziś referendum, mogące zadecydować, czy ta dziewicza kraina odrywać się będzie dalej od krzepkiego pnia cywilizacji judeochrześcijańskiej.
Zdaje się, że wyniki plebiscytu nie są wcale przesądzone, zaś Erdogan w najbliższym czasie będzie miał na głowie dużo poważniejsze dylematy. Po odwrocie Amerykanów z Iraku głównym problem dla Ankary staje się konfrontacja z Kurdami b. chcącymi utworzyć sobie minipaństewko.
Współpraca Izrael-Grecja rozkwita, jak się rzekło, kosztem Ankary. W krótkim odstępie czasu odwiedzili się wzajemnie premierzy Netaniahu i Papandreou Jr., a przedtem - w najgorszym momencie kryzysu - „bankierzy żydowscy” ze Stanów wyciągnęli do Greków pomocną dłoń.
W ślad za tym Grecy z Wyspy Afrodyty zablokowali islamskie flotylle miłości płynące do Gazy, a spragnieni luzu & słońca… Izraelczycy zamiast do Turcji latają już na Cyklady. Zanosi się na wznowienie cypryjskich rejsów promowych Hajfa-Pireus (które szczególnie lubiłem).
Jak powiedział grecki min. turystyki Pavlos Geroulanos, Izraelczycy lubią buzuki, a Grecy - Amosa Oza.


Komentarze
Pokaż komentarze (6)